"Bal na Titanicu". Szef Śląsko-Dąbrowskiej "Solidarności" o sytuacji w Polskiej Grupie Górniczej

Szef Śląsko-Dąbrowskiej "Solidarności" Dominik Kolorz uważa, że obecna sytuacja polityczno-gospodarcza przypomina czasy Gierka. W rozmowie z reporterką TOK FM przekonuje, że import węgla na ogromną skalę oraz import energii niebawem doprowadzą do zapaści sektora górniczego i energetycznego.
Zobacz wideo

Według szefa Śląsko-Dąbrowskiej "Solidarności" zarządzający polskim sektorem energetycznym są hipokrytami. Zapewniają, że dbają o polskie miejsca pracy, a w praktyce prowadzą działania, które doprowadzą do ich likwidacji. Porównuje sytuację Polskiej Grupy Górniczej do "balu na Titanicu", którego na górę lodową pcha energetyka nadzorowana przez Ministerstwo Aktywów Państwowych.

- Jak to wszystko się rypnie za chwilę, czyli cały sektor górniczy i pół sektora energetycznego, będziemy ponosić tego koszty. Pieniądze do budżetu nie spłyną, a budżet będzie obciążony kosztami związanymi z likwidacją zakładów czy bezrobotnymi - tłumaczy Dominik Kolorz.

"PGG od końcówki zeszłego roku jest na OIOM-ie"

Zdaniem Kolorza pracownicy Polskiej Grupy Górniczej przez dwa ostatnie lata - szczególnie podczas wyborów - karmieni byli propagandą, jakoby firma była krainą mlekiem i miodem płynącą. A prawda jest jednak zupełnie inna. - W cyklu wyborczym politycy zawsze, żeby było fajniej i [żeby] na nich głosować, dosypywali coś do Polskiej Grupy Górniczej. Okazało się, że to wcale nie było dosypywanie tylko przekazywanie pacjenta, już nawet nie na oddział zakaźny, ale na OIOM. I PGG od końcówki zeszłego roku jest na OIOM-ie - uważa Kolorz.

Związkowiec przypomina też, że energetyka nie odbiera polskiego węgla, ale realizuje zagraniczne kontrakty związane z importem węgla z Rosji czy Kolumbii. W ten sposób działają także spółki córki udziałowców Polskiej Grupy Górniczej. - Taka sytuacja to sabotaż gospodarczy, bo jeszcze można byłoby zrozumieć, że chodzi o węgiel tańszy. Ale podkreślam z całą mocą, że on tańszy nie jest - stwierdza Kolorz.

Według niego polskie górnictwo dobija także import energii na ogromną skalę, mimo iż w ostatnim czasie decydenci tłumaczą, że zapotrzebowanie na energię spadło tak naprawdę o 10 procent. Kolorz podkreśla, że w zeszłym roku zaimportowaliśmy 10 terawatogodzin, a w tym roku liczba ta może się jeszcze zwiększyć. Tak duży import nie wynika z porozumień unijnych. Zagraniczna energia jest nieco tańsza, ale nie przekłada się na niższe ceny energii dla przeciętnego obywatela.

- Związki zadziałają, tylko byśmy musieli wiedzieć, kto tak naprawdę w tym kraju rządzi. Premier Morawiecki, ekipa pani Szydło, czy faktycznie władzę gospodarczą ma Jarosław Kaczyński. To jest trochę tak jak za Gierka. Premiera informują, że jest wszystko cacy, pięknie. On nie jest w stanie swoimi ludźmi tego sprawdzić, potem się okazuje, że już nie ma czego ratować - podsumowuje związkowiec.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM