"Odbieram to jako formę szykany". Prawnik o zatrzymaniu aktywistów w sprawie plakatów o Szumowskim

- Jest to ewidentne działanie na zniechęcenie i pokazanie "nie róbcie takich rzeczy, bo w takich sprawach reagujemy z pełną stanowczością" - mówił o zatrzymaniu aktywistów w związku ze sprawą plakatów krytykujących ministra zdrowia dr Piotr Kładoczny, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. W środę aktywiści usłyszeli zarzuty.
Zobacz wideo

Policja zatrzymała dwoje aktywistów, którzy - jak twierdzą funkcjonariusze - mieli przyczynić się do akcji rozwieszania plakatów krytykujących ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Zostały one powieszone pod koniec maja, w gablotach reklamowych na przystankach w Warszawie. Operatorem wiat jest firma AMS, która po całej akcji poinformowała, że do gablot ktoś się włamał i powiadomiła odpowiednie organy. 

W nocy z 8 na 9 czerwca policja weszła do mieszkania warszawskiej aktywistki, która miała brać udział w całej sprawie. Jak informowała "Wyborcza", powołując się na słowa adwokata zatrzymanej - w nocnej interwencji uczestniczyło pięciu lub sześciu funkcjonariuszy. "Przeszukali mieszkanie i przypisaną do niego piwnicę, a zatrzymaną kobietę około godz. 22 przewieziono do komendy policji przy ul. Dzielnej 12." - pisze "GW". Wszystko miało dziać się na oczach rodziców i kilkunastoletniej córki zatrzymywanej kobiety. We wtorek po południu policja poinformowała o kolejnym zatrzymaniu.

Gościem TOK FM był mec. Paweł Murawski, adwokat jednego z zatrzymanych aktywistów - Bartłomieja Sabeli (zgadza się na podanie imienia i nazwiska). - Pan Sabela został zwolniony po przedstawieniu mu zarzutu – poinformował pełnomocnik. Jak dodał, zarzut dotyczy tego, że w dniach od 29 do 30 maja aktywiści mieli w krótkich odstępach czasu "popełnić przestępstwo kradzieży z włamanie do banerów reklamowych spółki AMS".

- Jestem głęboko zszokowany i trudno mi odnieść się merytorycznie do tak przedstawionego zarzutu - stwierdził mec. Murawski. Jak dodał, mimo doświadczenia zawodowego i szeroko rozumianej wiedzy prawniczej „nie rozumie, dlaczego policja zdecydowała się przyjąć taką a nie inną kwalifikację prawną”. - Jest to w moim subiektywnym odczuciu działanie całkowicie nieproporcjonalne, nieuzasadnione, a przede wszystkim niewynikające z treści tego przepisu, które jest podstawą czynności wykonywanych przez policję – argumentował dalej pełnomocnik.

- Celem działania, potencjalnie, tych aktywistów nie było ukradzenie niczego z wnętrza tego baneru, ale ewentualnie umieszczenie plakatu krytycznego dla ministra zdrowia - mówił gość TOK FM. I poinformował, że jego klient odmówił składania wyjaśnień i nie przyznał się do przedstawionego zarzutu.

Jak poinformowała "Gazeta Stołeczna", taki sam zarzut usłyszała druga zatrzymana aktywistka. 

"Nikogo się nie zatrzymuje w taki sposób z tak błahego powodu"

Sprawę zatrzymania w sprawie plakatów krytykującego ministra Szumowskiego komentował też w TOK FM karnista Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Od jakiegoś czasu wszystko, co się dzieje ma dwa aspekty - prawdziwy i pozorny. Myślę, że policja doskonale wie, że powodem ścigania tych aktywistów nie jest tak naprawdę kradzież z włamaniem. To byłoby śmieszne i nieadekwatne do podejmowanych działań - stwierdził. - Nikogo się nie zatrzymuje w taki sposób z tak błahego powodu - podkreślił.

Zdaniem gościa "Połączenia", działania policji nie były spowodowane walką ze złodziejami, ale tym, że cała akcja "była skierowana przeciwko funkcjonariuszowi publicznemu, jakim jest pan minister Szumowski, bardzo prominentny obecnie". I to, jak wskazał Kładoczny, "budzi wielki sprzeciw". 

- Bo jeśli mamy swobodę debaty publicznej, to rozumiem, że osoby będące twarzą działań publicznych w zakresie zwalczania koronawirusa na pewno podlegają krytyce we wszystkich państwach. A jeżeli do tego dochodzą takie zarzuty, o jakich się mówi (...) że mamy daleko idące niejasności co do tego, jak wyglądało sprowadzanie na przykład maseczek, (...) to wcale się nie wydaje dziwne, że ludzie chcą o tym mówić, mają swoje zdanie na ten temat i chcą je wyrażać - przekonywał karnista z UW.

"Mam wielkie zastrzeżenia do tego, co zrobiła policja"

Dalej przyznał wprost, że "ma wielkie zastrzeżenia do tego, co zrobiła policja". A także, że przy takich zarzutach wchodzenie do mieszkania i przeszukanie teoretycznie jest możliwe. Jak wyjaśniał, pozwala na to artykuł 308. Kodeksu postępowania karnego. - Ale ten artykuł mówi, że chodzi o wypadki niecierpiące zwłoki. Naprawdę nie wiem, a właściwie wiem na pewno, że te przypadki nie były niecierpiące zwłoki - stwierdził gość TOK FM.

Prowadzący audycję Jakub Janiszewski przypomniał, że podobna sytuacja miała miejsce rok temu z Elżbietą Podleśną. Kobieta usłyszała zarzut obrazy uczyć religijnych za rozpowszechnianie nalepek Matki Boskiej z tęczową aureolą. Policja przeszukała jej mieszkanie, a następnie zatrzymała kobietę i po przewiezieniu do komendy przesłuchała. Podleśna podejrzana nie przyznała się do zarzucanego czynu.

Kładoczny o działaniach policji mówił następująco: "Odbieram to jako formę szykany (...). Jest to ewidentne działanie na zniechęcenie i pokazanie 'nie róbcie takich rzeczy, bo w takich sprawach reagujemy z pełną stanowczością'". Co więcej, zdaniem karnisty miał to być także komunikat dla innych aktywistów, którzy chcieliby podejmować podobne działania w przyszłości. 

- Z punktu widzenia policji to na dłuższą metę jest fatalnie. Policja będzie traciła wiarygodność w imię takich akcji, które pewnie musi podjąć, bo ktoś im to rozkazał - podsumował gość TOK FM.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM