Biebrzański Park Narodowy budzi się do życia. Pożar przyciągnął tłumy, ale czas zabliźnił tylko powierzchowne rany

Na pierwszy rzut oka śladów po pożarze, który blisko dwa miesiące temu spalił znaczącą część Biebrzańskiego Parku Narodowego, właściwie nie widać. Jakie jednak będą jego pełne przyrodnicze skutki, okaże się za kilka lat. Perspektywy nie są najlepsze, nie tylko z powodu strat spowodowanych przez ogień.
Zobacz wideo

Żółty szlak z wsi Kopytkowo to najkrótsza droga do południowej części Grzęd, na uroczysko Nowy Świat. Prowadzi przez bagienne łąki i turzycowiska, o tej porze roku powinien być - z powodu podtopień - trudny do przejścia. To właśnie gdzieś w tym regionie, w niedzielę 19 kwietnia, zaczął się największy od wielu lat pożar Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Ogień, z którym walczyło kilkuset strażaków, pracowników parku i żołnierzy, strawił ponad 50 km kwadratowych łąk i lasów. Zniszczeniu uległ obszar odpowiadający powierzchnią trzem warszawskim śródmieściom. Prawie 10 procent powierzchni parku w samym jego sercu - basenie środkowym Biebrzy.

Teraz o tych wydarzeniach przypominają opalone kępy wierzbowych krzaków i zwęglone dolne części tyczek wskazujących, którędy prowadzi szlak. Same łąki toną w jaskrawej, wiosennej zieleni. Dziwny jest tylko brak odgłosów wydawanych przez charakterystyczne dla tych terenów ptaki siewkowe. Słychać jedynie skowronki, jak nad każdą łąką czy polem o tej porze roku.

Krajobrazowo jest już okej

- Pierwsza rzecz, która rzuca się teraz w oczy, to krajobraz. Te niedawno czarne pogorzeliska zupełnie się zazieleniły. Wegetacja ruszyła, rośliny odbiły, turzyce mają takie nawet bardzo ładne czapki zielonych włosów. Patrząc na to wszystko, wiele osób czuje się uspokojonych: że rany się goją i z Biebrzą będzie wszystko okej. Ale to wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane, a o tym, jakie będą skutki pożaru, przekonamy się za kilka lat - mówi Małgorzata Górska, kiedyś wicedyrektorka Biebrzańskiego Parku Narodowego, dzisiaj przewodniczka po tutejszych mokradłach.

Zagrożeń dla złożonego ekosystemu jest wiele. Chociażby zmiana składu chemicznego gleby. A tę pożar zmienia. Popiół z ogromnej ilości spalonej biomasy działa jak nawóz, siedlisko staje się znacznie bogatsze. A w tym przypadku to akurat nie jest dobra wiadomość. - Nasze łąki bagienne nie są ekosystemami całkowicie naturalnymi. Przez ostatnie wieki były współkształtowane przez człowieka poprzez ich wykaszanie. Utrzymując łąki, rolnicy wycinali brzozy i wierzby a co najważniejsze - zabierali siano - biomasę. Teraz, po pożarze, ona tu została i to jeszcze w formie łatwo przyswajalnej - popiołu - tłumaczy przewodniczka. To może przyspieszyć zarastanie bagien. Tak zresztą działo się w innych miejscach, przez które ogień przeszedł w przeszłości. - Gdybyśmy tych łąk nie wykaszali, nie usuwali z nich biomasy, one by pewnie zarosły. Pojawiłyby nam się tu lasy. Owszem, miłe dla oka, krajobrazowo pewnie ciekawe. Ale z przyrodniczego punktu widzenia nic nadzwyczajnego - podsumowuje Górska.

Zielona ptasia pustynia

Beata Głębocka, szefowa parkowego działu edukacji, podkreśla, że wydaje się, że pożarze nie zginęło żadne duże zwierzę - łoś, jeleń, czy sarna. Żadne nie trafiło też do parkowego ośrodka rehabilitacji na Grzędach. Pożar nie zagroził też młodym tych gatunków, w tym roku okres narodzin przypadł na czas po pożarze.

Nie ucierpiały też dorosłe ptaki. Historia o orle, który zginął w płomieniach, chroniąc swoje młode, była tylko wzruszającą legendą. - Dorosłe ptaki przed ogniem uciekły. Dopiero co wyklute młode nie miały takiej możliwości. Ogień zniszczył też oczywiście jaja w gniazdach. Z pewnością ucierpiały lęgi takich gatunków jak żuraw czy ptaków siewkowych: czajek, rycyków, krwawodziobów i kszyków - wylicza szefowa parkowych edukatorów.

Jest szansa, że część tych gatunków przystąpiła do lęgów ponownie. Na pewno jednak nie zrobiły tego na terenach, które strawił ogień, po pożarze nie nadawały się one do życia, chociażby dlatego, że ptaki siewkowe zakładają gniazda bezpośrednio na ziemi, pod osłoną traw i turzyc. Czy przeniosły się gdzieś indziej? Ta kwestia wymaga wieloletniego monitoringu.

Ale skutki pożaru, jeśli chodzi o ptasi świat, są znacznie szersze. - W ubiegłym roku w całym parku mieliśmy 13 tokujących samców cietrzewia. Zdecydowaną większość na terenach, które objął pożar. Ogień zniszczył też tokowiska dubelta. I siedliska lęgowe uszatki błotnej oraz trzy z pięciu żerowisk orlika grubodziobego. To wszystko unikatowe gatunki, orlik w Polsce gniazduje tylko w parku - dodaje Głębocka.

Jak wyjaśnia, ogień zabił też cały ten drobiazg, którego ludzie zwykle nie widzą. Gryzonie i inne drobne ssaki, owady, płazy i gady. To wszystko stanowi bazę pokarmową dla części ptaków. - Tereny, przez które przeszedł ogień, przestały być w tym roku dla części gatunków atrakcyjne. Nie ma tam co jeść, nie ma się gdzie schronić, nie ma jak przystąpić do godów - mówi.

Pożar jako kropka nad i

Problemy spowodowane przez pożar nakładają się, a problem znacznie poważniejszy, o zasięgu globalnym, to kryzys klimatyczny. Rosnąca temperatura, zmniejszenie ilości i zmiana rozkładu opadów uderzają szczególnie mocno w mokradła. Bagna biebrzańskie nie są tu wyjątkiem. - Jeśli popatrzymy na wodowskazy na Biebrzy i jej dopływach, to wszędzie mamy teraz stany niskie. W stosunku do stanów z wielolecia niższe o metr, półtora metra. Wiosną rzeka powinna wylać. Nie wylała, rozlewisk nie było. Do tego sucha i bezśnieżna zima. W takiej sytuacji bagna stają się przesuszone i podatne na wieloskalowe pożary. To się łatwo zapala, a trudno gasi - mówi Joanna Zawadzka, parkowa hydrolog.

Woda jest dla biebrzańskich bagien kluczowa. Bez niej nie powstaje nowy torf, a ten już istniejący ulega rozkładowi. Jednym z głównych zadań Biebrzańskiego Parku Narodowego jest próba zatrzymania tej wody odprowadzanej przez sieć rowów, z których część pochodzi jeszcze z czasów carskich. Park buduje zastawki i przetamowania, by zatrzymać wody z roztopów i opadów. - I to działa. O ile jest woda. Jeśli nie ma opadów, jeśli wyższa temperatura przyspiesza parowanie i zużycie wody przez rośliny, to część tych kanałów latem po prostu przesycha. W basenie środkowym Biebrzy ten problem jest najpoważniejszy - wyjaśnia hydrolog.

W piezometrach, czyli specjalnych studniach, w których mierzy się głębokość wód gruntowych, te znajdują się teraz 60-70 cm poniżej gruntu. Jesienią opadną jeszcze niżej, poniżej metra. - Woda powinna być na głębokości 40-50 cm. A najlepiej nawet 10-20. Tyle potrzeba, żeby torf nie ulegał mineralizacji - mówi Zawadzka. Na temperaturę czy opady park żadnego wpływu nie ma.

Pożar jak reklama

Jak podkreślają wszystkie moje rozmówczynie, na to, by ocenić realne skutki pożaru i zmian klimatycznych, potrzeba lat obserwacji i badań. Czy część ptaków powróci na pogorzeliska, okaże się pewnie już w przyszłym sezonie. Co będzie z łąkami i porastającą je roślinnością - pewnie w dłuższej perspektywie.

Jak mówi Beata Głębocka jedną zmianę, niezwiązaną z przyrodą, widać już teraz. - Pożar, paradoksalnie, rozreklamował nasz park. Teraz przyjeżdża tu dużo więcej osób. Część pewnie z ciekawości. W pierwszych tygodniach po pożarze, szczególnie w basenie dolnym, który był dostępny, w niektórych miejscach nawet robił się tłok - przyznaje. 

Teraz można wędrować również po basenie środkowym. Otwarte są prawie wszystkie szlaki. Chociaż, jak zastrzega szefowa parkowej edukacji, przed wycieczką lepiej sprawdzić to na stronach parku, w mediach społecznościowych czy jednym z kilku punktów informacyjnych. - Czasem odkryjemy gdzieś jakieś nowe stanowisko albo odbywają się lęgi jakiegoś gatunku i potrzeba ciszy i spokoju. Wtedy szlak czasowo zamykamy - podkreśla. 

Małgorzata Górska tłumów się nie boi. Przypomina, że ze swoimi 600 kilometrami kwadratowymi Biebrzański Park Narodowy jest największy w Polsce. - To daje tyle przestrzeni, że na szlakach nie trzeba się rozpychać łokciami. Zarazem specyfika miejsca - duże odległości, trudna dostępność szlaków, sprawiają, że to nigdy nie będzie miejsce do masowego, hałaśliwego wypoczynku. I dobrze. Tu w nocy wciąż widać gwiazdy, a na bagnach potrafi być tak cicho, że słychać tokujące dubelty - mówi Górska. 

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

DOSTĘP PREMIUM