Gra komputerowa na liście lektur szkolnych?To pomysł premiera. Jednak może on zaszkodzić i uczniom, i grze

Gra komputerowa polskiego studia 11 bit "This War of Mine" ma być lekturą nieobowiązkową w liceum. Chce tego sam Mateusz Morawiecki. Socjolog dr Marcin Zaród zna i ceni tę grę, do propozycji premiera ma jednak sporo zastrzeżeń.
Zobacz wideo

Akcja gry "This War of Mine" rozgrywa się w czasie wojny, nie jest to jednak typowa "strzelanka". Gracz stara się po prostu przetrwać w trudnych warunkach, zapewnić sobie i swoim towarzyszom żywność, lekarstwa i schronienie. Często aby przeżyć, zmuszony dokonywać trudnych wyborów moralnych.

Dr Marcin Zaród z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Leona Koźmińskiego zwracał w TOK FM uwagę, że wpisywanie tej gry do kanonu lektur może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. – Zwykle bywa tak, że jeżeli coś ciekawego trafia do szkoły, to nagle przestaje być ciekawe. Chodzi nawet nie o zamordowanie tego czegoś w toku nauczania. Siłą rzeczy przyjemność, z której potem trzeba napisać wypracowanie, przestaje być zadowalająca – wskazywał ekspert.

Jednakże sam, jako gracz, podkreślał atuty produkcji. - To jest gra, w której zabicie kogokolwiek, może sprawić poważne problemy. Można ją wygrać bez przemocy. Środowisko gry można porównać do czasów Powstania Warszawskiego czy okresu tuż po jego zdławieniu. Przyjemność z tej gry płynie z refleksji, możliwości przeżycia czegoś głębszego – wskazywał ekspert.

Sam fakt, że do polskiego kanonu lektur trafiłaby gra, byłby fenomenem na światową skalę. - To symptom tego, że gry stają się elementem kultury. O starszych tytułach mówi się coraz głośniej w kontekście muzealnictwa. Włączenie gier w system edukacji to naturalne rozwinięcie trendu do myślenia o nich, jako części kultury – podkreślał dr Zaród.

Dodawał, że jednak samo wprowadzenie gry do kanonu lektur może być szalenie trudne. - To jest gra, która zasługuje na dużo większe przyjęcie w ramach systemu edukacyjnego, niż to, co zaproponował premier. Nie ma do niej materiałów i nie ma pomysłu jak włączyć to w normalny tok nauczania. Nader często w szkołach nie ma nawet aż tylu komputerów. Odbieram to raczej jako ruch fasadowy, przy okazji którego możemy porozmawiać o ciekawszych rzeczach. Jego znaczenie dla procesu edukacji jest takie sobie. Miałby się znaleźć na liście lektur nieobowiązkowych, nie ma wsparcia IPN czy DSH. To bardziej zjawisko kultury niż decyzja polityczna.– podsumowywał gość TOK FM.  

Posłuchaj całej rozmowy!

DOSTĘP PREMIUM