Uczniowie, którzy zniknęli z systemu edukacji. "Rodzice bali się przyznać, że mają 500 plus, a nie stać ich na internet"

Byli rodzice, którzy bali się przyznać, że mają problem. Choć mają 500 plus, to nie stać ich na internet. Obawiali się współpracy z instytucjami, bo wiedzieli, że gdy te wejdą do nich do domu, to będą ingerować - przekonywał w TOK FM Tomasz Szczepański, streetworker i pedagog ulicy.

W piątek skończył się rok szkolny. Niestety, nie wszystkie dzieci otrzymają promocję do kolejnej z klasy. Wśród nich są uczniowie, którzy zniknęli z systemu edukacji po przejściu na zdalną naukę w związku z epidemią koronawirusa. W Warszawie początkowo zdiagnozowano, że to około 600 uczniów, z kolei w czerwcu liczba ta spadła do 343. Wciąż to jednak duża grupa uczniów, którzy w jakiś sposób zostali wykluczeni przez sytuację.

Jak wyjaśniał w TOK FM Tomasz Szczepański, streetworker i pedagog ulicy, szkoły i organizacje społeczne starały się identyfikować zagrożonych uczniów.– Szkoły zgłaszały nam informację, że mają trudności w kontakcie z uczniami. Niektórzy nie logowali się w ogóle, inni nie mieli systemów komputerowych, czy pojawiali się na jakiś czas, a potem znikali na kilka tygodni. Staraliśmy się motywować te dzieci, ich rodziców. Pomagaliśmy dostarczać sprzęt – mówił Szczepański.

Jak wyjaśniał, społecznicy w wielu sytuacjach okazywali się bardziej pomocni, niż instytucje. – My nie oceniamy, a byli rodzice, którzy bali się przyznać, że mają problem. Choć mają 500 plus, to nie stać ich na internet. Obawiali się współpracy z instytucjami, bo wiedzieli, że gdy te wejdą do nich do domu, to będą ingerować. Naszym celem było, żeby dziecko połączyło się ze szkołą – wskazywał streetworker.

Dodawał, że zdalna edukacja pogłębiała nierówności, z którymi i tak borykali się uczniowie, więc wielkim zdaniem społeczników było odwrócenie tego trendu. – Miałem podopiecznego, który dwa miesiące nie logował się do systemu. Jako jedyny dzieciak w klasie. On miał przeświadczenie, że tego nie robi. Co mogła pomyśleć klasa? Nie ma go, bo jest biedny. To powoduje, że dziecko i jego rodzic są wykluczane. Sami o sobie myślą negatywnie. Dlatego trzeba było do każdej sytuacji podchodzić w sposób indywidualny. Znaleźć wspólną motywację zarówno dla ucznia, jak i dla rodzica. Należało sprawdzić, co właśnie opiekunowie mogą w tej sprawie zrobić – wspominał gość TOK FM.

Jego zdaniem zdalna edukacja powinna dać do myślenia resortowi edukacji. – Warto się zastanowić, co jest ważne? Może warto zejść z poziomu ambicji, realizacji programu nauczania za wszelką cenę, a postawić na relację między nauczycielami a dziećmi. A przede wszystkim kierować się dobrem dziecka – podkreślał Tomasz Szczepański.

Przypomnijmy, w czwartek premier Mateusz Morawiecki poinformował, że po wakacjach dzieci wrócą do szkół i jest to decyzja pewna. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM