Kto w Polsce dręczy zwierzęta? "Osoby, po których byśmy się tego nie spodziewali. Ksiądz, nauczyciel, szef z korporacji..."

Niestety są osoby, które na widok cierpiącego psa czy kota potrafiłyby przejść obojętnie. A troska o istoty słabsze powoduje, że człowiek jest w stanie lepiej funkcjonować w społeczeństwie - mówił w TOK FM Konrad Kuźmiński, prezes Zarządu Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt.

Jak mówił w TOK FM Konrad Kuźmiński, prezes Zarządu Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, orzecznictwo sądowe w Polsce rozróżnia niejako dwa rodzaje czynienia krzywdy zwierzętom. – Taką sytuacją ukształtowało orzecznictwo polskich sądów. Pierwsza grupa, to jeśli ktoś nie widzi potrzeby opieki nad swoim zwierzęciem, zaniedbuje je. Sądy takie osoby traktują zazwyczaj bardziej łagodnie. Druga grupa to ludzie, którzy z premedytacją fizycznie znęcają się nad zwierzętami, zadają im ból. Tutaj często nie ma ulgi – wyjaśnił aktywista.

Podkreślał, że to właśnie kontakt z osobami, które dopuszczają się podłych czynów na swoich zwierzętach, to najtrudniejszy aspekt jego pracy. – Bo przecież mają wobec nich obowiązki. Niestety, z naszej praktyki wynika, że haniebnych czynów wobec zwierząt dopuszczają się również osoby, po których kompletnie byśmy się tego nie spodziewali. Księża, nauczyciel, czy szefowie w korporacjach – przyznawał gość TOK FM.

Wskazywał, że w inny sposób zwierzęta są w Polsce dręczone na wsiach, a inaczej w miastach. Na terenach wiejskich częściej dochodzi do zaniedbywania zwierząt, bo właściciele nie zdają sobie sprawy, że świąd czy inne choroby powodują cierpienie tych istot. – Tam też nikt raczej z premedytacją nie znęca się nad zwierzętami. Mamy tam często praktykę "skracania cierpień", czyli na przykład zabijania siekierą – mówił  Kuźmiński.

W miastach przemoc ma częściej drastyczny wydźwięk. – Mówimy tutaj o szczególnym okrucieństwie, torturach, sadystycznych skłonnościach właścicieli. Często dzieje się to w środowiskach osób, które mają problemy z normalnym funkcjonowaniem. Narkomani, alkoholicy, osoby niewykształcone. Jednak jeszcze raz zaznaczam, takich czynów dopuszczają się też osoby, po których trudno byłoby się tego spodziewać – podkreślał gość.

Ubolewał, że w Polsce nadal traktuje się zwierzęta jak rzeczy, którymi można w sposób nieograniczony dysponować, a co do których nie ma żadnych obowiązków. – Gdy pytamy tych ludzi, dlaczego pies nie dostał wody przez kilka dni, to słyszymy odpowiedź, że sam ją wylał. Tłumaczą się, że mają chore dziecko czy tym podobne. Słyszymy o wszystkich tragediach z ich życia przez ostatnie 10 lat, a nie dostajemy odpowiedzi, dlaczego pies nie dostał wody, choć ta czynność trwa 3 minuty. To taki olewatorski stosunek do zwierząt – przekonywał prezes Zarządu Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt.

Jego zdaniem, pytanie o to, dlaczego zwierzęta w Polsce są dręczone, nadal trzeba uważać za otwarte. – Przez tyle lat naszych interwencji nie znaleźliśmy odpowiedzi. Na pewno jest to związane z pewnymi dysfunkcjami psychicznymi, ale jaki jest dokładny powód, to trudno powiedzieć. Pewnie wiąże się to z brakiem empatii, którą często wynosi się z domu. Niestety są osoby, które na widok cierpiącego psa czy kota potrafiłyby przejść obojętnie. Taka troska o istoty słabsze powoduje, że człowiek jest w stanie lepiej funkcjonować w społeczeństwie – podsumowywał gość TOK FM.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM