"W sklepach nic nie ma, a mój mąż w kosmos leci". Jak Polak poleciał statkiem Sojuz 30

42 lata temu polski pilot Mirosław Hermaszewski poleciał w kosmos radzieckim statkiem Sojuz 30. Jak doszło do tego, że Polacy w ogóle zostali zaproszeni do udziału w programie kosmicznym ZSRR? Jak wyglądały testy? M.in. o tym opowiadali w TOK FM Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski autorzy reportażu "Cena nieważkości".

Jak mówił Dariusz Kortko, aby zrozumieć, jak doszło do tego, że w 1978 roku Polak poleciał wraz z ZSRR w kosmos, należy "zacząć od początku", czyli od 1945 roku.  

- Tak naprawdę przyczynkiem do podboju kosmosu była chęć zabijania. Mamy rok 1945, kończy się druga wojna światowa. Związek Radziecki i Ameryka stają się sobie wrogie i świat oczekuje kolejnej wojny światowej. Sztabowcy zakładają, że kampania rozstrzygnie się na równinach niemieckich, gdzie dywizje pancerne będą się ze sobą biły i od rozstrzygniętej bitwy będzie zależało to, czy Armia Czerwona stanie na brzegu kanału La Manche - opowiadał dalej Marcin Pietraszewski, tłumacząc, że to dlatego i Amerykanie, i Rosjanie marzą o tym, żeby "móc razić swoje miasta na odległość, nie tylko przy użyciu broni konwencjonalnej, ale także czegoś, co lata szybko i zabija bardzo skutecznie". - Tym bardziej, że już oba mocarstwa mają broń atomową, więc w obu krajach rozwija się program budowy rakiet - dopowiedział. 

Sytuacja zmienia się, kiedy oba państwa dysponują już rakietami. - Dopiero wtedy tak naprawdę marzyciele, wizjonerzy spoglądają w niebo i rozpoczyna się zupełnie nowy temat zimnej wojny: wyścig o kosmos, czyli kto pierwszy wyniesie na orbitę satelitę, kto pierwszy wystrzeli na orbitę człowieka, kto pierwszy postawi stopę na Księżycu - wymieniał gość Macieja Zakrockiego.  

Rywalizacja trwa kilkadziesiąt lat. W tym czasie Amerykanie tworzą program budowy wahadłowców i ogłaszają, że w jego ramach będą też zapraszać do lotów w kosmos swoich sojuszników. - To bardzo dotyka Rosjan. (...) Więc tworzą program Interkosmos, do którego zapraszają wszystkie kraje, wszystkie demoludy. Oczywiście siłą rzeczy też Polskę Ludową - opowiadał Pietraszewski.

Na czym miał polegać wprowadzony przez ZSRR program? Przynajmniej raz w roku odbywać się miał załogowy lot w kosmos, którego członkiem oprócz Rosjanina miał być także przedstawiciel "bratniego komunistycznego kraju". - No i wszystkim się wydaje, że pierwszą osobą, która poleci w kosmos, będzie właśnie Polak - podkreśla Pietraszewski. 

"Stoję w kolejce po mleko, w sklepach nic nie ma, a mój mąż w kosmos leci"

Jak mówił Pietraszewski, selekcja w Polsce była bardzo szeroka i bardzo trudna. Dowództwo wojsk lotniczych wydało rozkaz wszystkim pułkom lotniczym, aby wytypowały najlepszych pilotów. Dowódcy mieli jednak problem, ponieważ "nie wiedzieli, czy tak naprawdę podawać najlepszych i się ich pozbywać, czy też podać największe ofermy". - Ale ostatecznie stanęło na tym, że będą podawali najlepszych pilotów, bo pojawiła się koncepcja, że będzie nowa broń, na której będzie szansa polatać. Wszyscy myśleli, że Rosjanie zbudowali jakiś nowy samolot, który trafi do Polski, więc rzeczywiście wytypowano najlepszych 80 pilotów - opowiadał.   

Z tą myślą żołnierze pojechali do Warszawy na testy. Wszystko było objęte tajemnicą, nikt nie wiedział, po co zostali zgrupowani. Myśleli, że będą latać na najnowszych odrzutowcach. 

Dopiero po kilku miesiącach, kiedy zakończyła się fizyczna, medyczna i psychologiczna selekcja, wyłoniono 10 najlepszych, których poinformowano, że stają się członkami grupy, spośród której zostanie wybrany pierwszy polski pilot, który zostanie kosmonautą. 

W pewnym momencie wytypowanym żołnierzom pozwolono powiedzieć żonom, że chodzi o lot w kosmos. Dariusz Kortko przypomniał przy tym wspomnienie tej chwili małżonki najmłodszego z wytypowanej 10 - generała Tadeusza Kuziory. - Przyjechał do domu i powiedział jej, że chyba poleci w kosmos, dlatego że właśnie w tym kierunku są szkoleni i zgrupowani. I ona wtedy omal nie zemdlała i mówi: o jeny, stoję w kolejce po mleko, w sklepach nic nie ma, a mój mąż w kosmos leci. No, niesamowite. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM