Zalane ulice, lokalne podtopienia. Czy to oznacza, że suszy nie ma? Jest. "Nawalne opady problemu nie rozwiązują"

Tegoroczny czerwiec był wyjątkowo deszczowy. Czy obfite opady rozwiązały problem suszy? - Problem suszy mógł się trochę cofnąć, ale tylko lokalnie. Nawalne opady sprawy nie rozwiązują, bo zasoby wody w glebie się nie odtworzyły - tłumaczy dr Sebastian Szklarek z Polskiej Akademii Nauk, autor bloga Świat Wody.
Zobacz wideo

Wylewające potoki, ulice jak rwące rzeki, podtopione piwnice i strażacy mające pełne ręce roboty - takie obrazki ostatnio oglądamy niemal codziennie. Pogoda jest wyjątkowo niebezpieczna. Obfite opady deszczu doprowadziły do podtopień m.in. na Podkarpaciu i w Małopolsce. Zobaczyliśmy, że wystarczy kilkadziesiąt minut ulewnego deszczu, by całe miasto czy miasteczko znalazło się pod wodą. W poniedziałek w Warszawie raptem w ciągu 30 minut spadło blisko 50 litrów wody na metr kwadratowy - tyle, co w ciągu całego miesiąca.

Pojawiają się, m.in. w mediach społecznościowych, zgryźliwe komentarze, że media, które jeszcze nie tak dawno alarmowały o nadchodzącej rekordowej suszy, teraz się kompromitują. Na uzasadnienie tej tezy pokazywane są zdjęcia (na przykład zalanej stolicy) z dopiskiem "Tak wygląda susza 2020" albo "kazaliście modlić się o deszcz, to teraz macie".

Przed startem wyborczego wyścigu oraz towarzyszącemu temu zamieszaniu dotyczącemu terminu i sposobu głosowania, susza rzeczywiście - obok koronawirusa - była jednym z głównych tematów pojawiających się w mediach. Eksperci ostrzegali, że może być "katastrofalna, najgorsza od 50 lat". Czy obfite opady z ostatnich tygodni rozwiązały ten problem? Nie.

- Problem suszy mógł się trochę cofnąć, ale tylko lokalnie - mówi nam dr Sebastian Szklarek z Polskiej Akademii Nauk, autor bloga Świat Wody. - Te nawalne opady problemu nie rozwiązują, bo zasoby wody w glebie się nie odtworzyły. W glebie, szczególnie poniżej 30 cm, zasoby się nie odtworzyły, więc nawalne opady nie ograniczyły suszy rolniczej. Nie ograniczyły też suszy hydrogeologicznej, czyli nie podniosły poziomu wód podziemnych. Większość tej wody opadowej spływa powierzchniowo, powodując falę wezbrania, która lokalnie stwarza zagrożenie powodziowe - to co widzieliśmy w ostatnim czasie w obszarach górskich, a następnie jako fale wezbrań na Odrze i Wiśle. Tyle że za kilka dni ten poziom wody znów opadnie - wyjaśnia dalej ekspert.

Najtrudniejsza sytuacja jest obecnie na Podkarpaciu, gdzie przez cały weekend przechodziły nawałnice. Jak podsumowała we wtorek tamtejsza straż pożarna, w dwa dni zalanych zostało 27 miejscowości, podtopionych setki domów - przy czym część została całkowicie odcięta przez wodę. Strażacy ewakuowali łącznie 155 osób, przy użyciu śmigłowców i sprzętów pływających.

Dr Szklarek zaznacza, że to wszystko, z czym mamy obecnie do czynienia przypomina trochę sytuację z maja zeszłego roku, kiedy fala powodziowa przetaczała się przez Wisłę. Wody było bardzo dużo, a potem w czerwcu i lipcu znów doskwierała nam potężna susza.

Gleba wciąż potrzebuje wody, dużo wody

Kiedy spojrzymy na aktualne mapy dotyczące wilgotności gleby - sytuacja wcale nie jest zbyt optymistyczna. W wielu miejscach kraju pod wierzchnią warstwą gleby wody wciąż brakuje. Najgorsza sytuacja jest w powiecie lubuskim, gdzie wilgotność wynosi mniej niż 20 procent. Ale mało wody w glebie jest też w Wielkopolsce, na północy Mazowsza, w południowej części województwa pomorskiego i zachodniej części Podlasia. Największa wilgotność występuje za to w regionach podgórskich.

Wskaźnik wilgotności gleby w warstwie 28-100 cm w dniu 30 czerwca 2020.Wskaźnik wilgotności gleby w warstwie 28-100 cm w dniu 30 czerwca 2020. Screen z stopsuszy.imgw.pl/wilgotnosc

- Opady nawalne, jakie mieliśmy ostatnio gdzieniegdzie, sprawiają, że lokalnie zwilża się jedynie wierzchnia warstwa gleby. A ponieważ cały czas jest ciepło, to dużo wilgoci odparowuje ponownie do atmosfery i z tej wierzchniej warstwy woda zwyczajnie ucieka - wyjaśnia dr Sebastian Szklarek. - Jeśli chodzi o wilgotność gleb, najczęściej sprawdzam warstwy na poziomie 28-100 centymetrów i tam widać, że nawet majowe deszcze, które były bardziej spokojne i równomierne, nie poprawiły za bardzo sytuacji - uzupełnia.

Ekspert podkreśla też, że susza nie pojawiła się po minionej bezśnieżnej zimy, ale mieliśmy z nią do czynienia "od co najmniej kilku lat". - Dlatego majowe i czerwcowe opady spowodowały, że w niektórych miejscach wilgoć wróciła, ale nie na tyle, by pokonać widmo suszy - stwierdza.

Co się zatem dzieje z tym ogromem wody spadającej na nasze ulice? W dużym stopniu ona odparowuje. Im wyższa temperatura - tym dzieje się to szybciej. Zdaniem dra Szklarka, w bilansie wodnym całego naszego kraju około 70 procent opadów spadających na powierzchnię właśnie ulatuje - czy to ze zbiorników, czy z gleby - a my musimy nauczyć się gospodarować tymi 30 procentami, które zostają.

Co z plonami rolników?

Deszcze nawalne nie pomagają też zanadto w odradzaniu się rolniczych upraw. Mogą wręcz pogorszyć sytuację poprzez wypłukanie gleby i zniszczenie plonów. Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa wciąż alarmuje o suszy rolniczej, która występuje niemal w połowie kraju. Szczególnie odczuwalna jest w uprawach zbóż jarych i ozimych, krzewów owocowych oraz truskawek. A warto podkreślić, że uboższe plony to wyższe ceny produktów.

Co może poprawić sytuację hydrologiczną? - Najlepiej byłoby, gdybyśmy mieli okresy niewielkich, spokojnych opadów po parę godzin dziennie - podaje dr Szklarek. Ekspert mówi też o konieczności zbierania deszczówki i stawiana na małą retencję. - W miastach to nie tylko przeciwdziała suszy, ale też takim sytuacjom, jak mieliśmy ostatnio, czyli lokalnym podtopieniom. Przy tak nawalnych opadach raczej ciężko jest ich całkiem uniknąć, ale jeśli byłaby szeroko rozwinięta rozproszona retencja w postaci przydomowych zbiorników czy rozsączenia tego opadu do gruntu, to wody nie byłoby na pół metra, tylko na kilkanaście centymetrów i to wywołałoby już zupełnie inne skutki dla miasta - przekonuje nasz rozmówca.

Jak oszczędzać wodę?

W jaki sposób każdy z nas może oszczędzać wodę? Prosty poradnik przygotowało niedawno stowarzyszenie Energia Miast. Jego przedstawiciele zachęcają m.in. do ograniczenia zużycia wody poprzez rezygnację z kąpieli w wannie na rzecz prysznica, mycie zębów przy zakręconym kranie, przycisk "oszczędzania" wody na spłuczce czy mycie naczyń w zmywarce.

Apelują również o to, by nie brukować i nie asfaltować podwórek i ogrodów, a zamiast tego sadzić jak najwięcej drzew i krzewów, które zapobiegają wysuszaniu gleby. >> Cały poradnik można znaleźć tu <<

Aktywiści z "Energii Miast" przypominają, że od 2013 roku susza nawiedza Polskę co roku, a jeszcze w latach 1950-1980 pojawiała się średnio raz na sześć lat. Dziś, jak podają, nasz kraj ma najmniejsze zasoby wody w Europie. Na jednego Polaka przypada trzy razy mniej wody niż na statystycznego Europejczyka. Tegoroczna susza - mimo ostatnich opadów - wciąż może być największa od lat.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM