Schronisko w Radysach. Pracownicy przestali karmić zwierzęta. Wolontariusze pilnie potrzebni

Pogotowie dla Zwierząt apeluje o pomoc. Potrzebni są wolontariusze w schronisku dla psów w Radysach na Mazurach. Po interwencji służb i organizacji prozwierzęcych oraz aresztowaniu właścicieli schroniska, z dnia na dzień odeszli wszyscy pracownicy - a opieki potrzebuje jeszcze ponad tysiąc psów.
Zobacz wideo

O sytuacji w Radysach miłośnicy zwierząt alarmowali od lat, nazywając schronisko wprost "mordownią". W czerwcu na jego teren w końcu weszły służby, które na miejscu znalazły 10 martwych psów. Jak mówiła Lucyna Górniak z Pogotowia dla Zwierząt, pozostałe były w opłakanym stanie, część wymagała natychmiastowej pomocy weterynarzy. 

- To było ratowanie życia tym zwierzętom. Były psy pogryzione, z ranami bardzo starymi - opisywała. 

Część psów już trafiła do innych schronisk, ale na miejscu pozostaje jeszcze ponad tysiąc zwierząt. Produktem pierwszej potrzeby jest teraz karma. Choć w Radysach codziennie pracuje kilkudziesięciu wolontariuszy z całej Polski, Pogotowie prosi o pomoc kolejnych.

"Dziś nieoczekiwanie pracownicy schroniska przestali poić zwierzęta, przestali je karmić i im sprzątać. Szukamy pomocy fizycznej wśród wolontariuszy w całym kraju, przyjeżdżajcie do nas, pomóżcie nam w opiece nad ponad tysiącem psów. Gwarantujemy wyżywienie oraz nocleg" - napisano na stronie Pogotowia dla Zwierząt na Facebooku. 

- Będzie nam potrzebna pomoc, szczególnie w tygodniu, ponieważ bardzo dużo osób chce przyjechać na sam weekend - podkreślała także Górniak. 

Informacje na temat sytuacji w Radysach i potrzebnej pomocy można znaleźć m.in. na facebookowej stronie Pogotowia dla Zwierząt. Zamieszczono na niej także film, o tym, jak wygląda pomoc w schronisku. 

 

Schronisko w Radysach

W połowie czerwca połączone siły różnych organizacji, prokuratury, policji, weterynarzy i zoopsychologów weszły do zamkniętego schroniska w Radysach. Blisko 100 osób - po długich przygotowaniach dokonywanych w ścisłej tajemnicy - przeszukały jego teren. Zabrano zwierzęta w najgorszym stanie - wymagające natychmiastowej pomocy. Rozpoczęto też ewidencjonowanie pozostałych. "Znaleziono 10 nieżywych psów, natomiast 70 zostało odebranych i przekazanych do innych schronisk, klinik czy też organizacjom zajmującym się ochroną zwierząt, celem podjęcia leczenia, gdyż stan niektórych zwierząt zagrażał ich życiu” - informowała po akcji prokuratura w Olsztynie.

Właściciel i zarządca schroniska usłyszeli m.in. zarzuty znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Śledczy podejrzewali też, że martwe psy mogły być grzebane na terenie schroniska, ale prace odkrywkowe tego nie wykazały.

Wczoraj (30 czerwca) olsztyński sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące Daniela D. podejrzanego m.in. o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzętami. Według śledczych Daniel D. był osobą "faktycznie zarządzającą" schroniskiem dla zwierząt w Radysach. Prokuratura przedstawiła mu zarzuty znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzętami przebywającymi w tym schronisku oraz oszustwa na szkodę jednej z gmin, w związku z umową dotyczą wyłapywania i transportu bezdomnych zwierząt.

Daniel D. jest podejrzany również o formułowanie tzw. gróźb bezprawnych w celu wywarcia wpływu na świadka. Zdaniem prokuratury, miał w trakcie trwania śledztwa grozić pozbawieniem życia jednemu z przedstawicieli organizacji zajmującej się ochroną zwierząt.

Posłuchaj podcastu: 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM