W "mordowni" w Radysach ludzie odnajdują zaginione przed laty zwierzęta. "Wolontariuszki miały łzy w oczach"

- Przyjeżdżają do nas ludzie z całej Polski, biorą urlop i jadą nawet z Przemyśla, Świnoujścia czy Zielonej Góry - mówi Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt, który koordynuje akcję ratowania psów ze schroniska w Radysach.
Zobacz wideo

W związku ze schroniskiem dla psów w Radysach na Mazurach toczy się postępowanie prokuratury. Śledztwo, wszczęte w kwietniu przez Prokuraturę Rejonową Olsztyn-Północ, dotyczy niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, tj. warmińsko-mazurskiego wojewódzkiego lekarza weterynarii, poprzez nierzetelne sprawowanie kontroli nadzoru weterynaryjnego nad schroniskiem. W ubiegłym tygodniu prokuratura podała, że na terenie schroniska znaleziono 10 nieżywych psów, natomiast 70 wymagających leczenia psów zostało odebranych i przekazanych m.in. do lecznic weterynaryjnych, bo stan niektórych zwierząt zagrażał ich życiu.

Właściciel schroniska Zygmunt D. oraz jego syn zostali tymczasowo aresztowani. Chodzi o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzętami i posiadanie amunicji bez zezwolenia.

We wtorek prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował, że w związku ze złą sytuacją w schronisku w Radysach zdecydował, że miasto zaoferuje przyjęcie 100 tamtejszych bezdomnych psów do Schroniska Na Paluchu. 

Zwierzęta uratowane ze schroniska w RadysachZwierzęta uratowane ze schroniska w Radysach Pogotowie dla Zwierząt

O sytuacji w Radysach miłośnicy zwierząt alarmowali od lat, nazywając schronisko wprost "mordownią". W czerwcu na jego teren w końcu weszły służby, które na miejscu znalazły 10 martwych psów. Jak mówiła Lucyna Górniak z Pogotowia dla Zwierząt, pozostałe były w opłakanym stanie, część wymagała natychmiastowej pomocy weterynarzy. 

Na miejscu jest  jeszcze ponad tysiąc zwierząt. Produktem pierwszej potrzeby jest teraz karma. Choć w Radysach codziennie pracuje kilkudziesięciu wolontariuszy z całej Polski, Pogotowie prosi o pomoc kolejnych.

O sytuacji w schronisku rozmawiamy z Grzegorzem Bielawskim z Pogotowia dla Zwierząt.

Małgorzata Wołczyńska: W poniedziałek na waszym profilu na Facebooku pojawił się dramatyczny apel "Potrzebujemy pomocy w schronisku w Radysach". Co się dokładnie tego dnia stało?

Grzegorz Bielawski, Pogotowie dla Zwierząt: Jak co dzień rano przyjechaliśmy do schroniska, żeby zająć się identyfikacją psów. Robiliśmy to od 17 czerwca, czyli dnia wspólnej interwencji organizacji pozarządowych i służb. Na miejscu okazało się, że zwierzęta są bez jedzenia, dostępu do wody, w brudnych boksach. Pracownicy schroniska, a było ich siedem-dziesięć osób na około tysiąc psów, odmówili pracy i odcięli schronisku dostęp do wody. Ruszyliśmy na ratunek. Gmina udostępniła wóz strażacki, który dostarczył nam wodę, przelewaliśmy ją do pojemników na zboże, a następnie do 300 wiader, które kupiliśmy. Zaopatrzyliśmy się też w karmę i zaczęliśmy karmić i poić psy. Wszystko w kilka osób. Ostatnie wiadra i miski trafiały do zwierząt po pierwszej w nocy.

Zwierzęta uratowane ze schroniska w RadysachZwierzęta uratowane ze schroniska w Radysach Pogotowie dla Zwierząt

Zaapelowaliście do ludzi, by przyjeżdżali do Radys jako wolontariusze...

I ludzie nie zawiedli. We wtorek zjawiło się u nas blisko 30 osób, wczoraj już 120 osób, w weekend spodziewamy się  ok. 200 osób. Przyjeżdżają do nas ludzie z całej Polski, biorą urlop i jadą nawet z Przemyśla, Świnoujścia czy Zielonej Góry. Liczymy, że będą do nas przyjeżdżać także w kolejnych tygodniach.  

Jak się można do was zgłosić?

Zadzwonić pod numer 506 35 40 40. Dla wolontariuszy mamy 21 łóżek w pobliskim ośrodku, pozostali mogą spać na podłodze, wziąć ze sobą namiot albo szukać noclegu w okolicy. Na miejscu zapewniamy w miarę możliwości wyżywienie. Zgłaszają się do nas firmy nie tylko z karmą dla zwierząt, lecz także z jedzeniem dla wolontariuszy, co ułatwia nam działanie.

Jeśli ktoś szuka transportu dla siebie lub darów albo chce zaoferować miejsce w samochodzie innym chętnym do pomocy, to może poinformować o tym na grupie facebookowej "radysy transport pomoc".

 Pomóc można nie tylko w Radysach.

Tak, wolontariuszy potrzebuje np. Fundacja dla Szczeniąt Judyta z Nowego Białynina, która przyjęła część chorych szczeniąt z Radys oraz schronisko Sonieczkowo z Augustowa, do którego trafiło kilkadziesiąt psów.

Zwierzęta uratowane ze schroniska w RadysachZwierzęta uratowane ze schroniska w Radysach Pogotowie dla Zwierząt

Jak wygląda wasz dzień pracy w schronisku?

Działamy od świtu do nocy. Zjawiamy się w placówce o 7 rano, kończymy około 22. Przez cały dzień karmimy, poimy, leczymy i spisujemy psy, przekazujemy je do fundacji i innych schronisk, oddajemy do adopcji. Bardziej doświadczeni w pracy ze zwierzętami wolontariusze pomagają tym, którzy się mniej znają. Mimo że wiele psów jest zupełnie niezsocjalizowanych, zalęknionych, to wszystko przebiega sprawnie, nie doszło do żadnych pogryzień.

Jakich rzeczy potrzebujecie? Co z wodą, która została odcięta?

Ostatecznie jeden z pracowników udostępnił nam ponownie za opłatą wodę dla zwierząt. Karmę dostajemy z darów od osób prywatnych i schronisk, np. z Palucha przyjechały do nas trzy tony. Cały czas potrzebujemy leków, np. na łuszczycę, obroży i karmy specjalistycznej dla chorych psów. Informacje o tym, co się nam szczególnie przyda, są aktualizowane i można je znaleźć na profilu Pogotowia dla Zwierząt na Facebooku.

Cały czas trwa też zbiórka pieniędzy na Ratujemy Zwierzaki na leczenie kolejnych psów, kastracje, sterylizacje i transport. Koszty są spore, ale tak dużej operacji ratowania zwierząt dotąd w Polsce nie było.

Jaki macie plan na kolejne dni i tygodnie? Nie martwicie się, co będzie dalej, gdy entuzjazm wolontariuszy opadnie?

Teraz jest już z górki. Nie ma wreszcie osób powiązanych z właścicielami schroniska, które utrudniały nam pracę. Możemy zająć się psami, opieką nad nimi, ich leczeniem i szukaniem im domów. Część zwierząt jedzie do schronisk w m.in. Warszawie, Wrocławiu, Legnicy czy Bydgoszczy, inne trafiają pod opiekę fundacji, gdzie będą przygotowywane do adopcji. Nasz plan jest taki, żeby do końca lipca albo sierpnia schronisko przestało istnieć, a wszystkie zwierzęta trafiły do domów. Wyzwanie jest duże, ale i mobilizacja wśród fundacji i osób prywatnych ogromna.

Czyli schronisko w Radysach nazywane przez wielu mordownią zniknie z mapy.

Taką mamy nadzieję, chociaż schronisko formalnie jeszcze działa. Pod naszą opiekę przeszły zwierzęta, które były na miejscu w dniu interwencji służb. Do placówki są jednak przywożone nowe psy w ramach kolejnych umów z gminami. Tak będzie się dziać, póki gminy nie otrzymają od prokuratury informacji o cofnięciu placówce zezwolenia na prowadzenie działalności, to potrwa pewnie jeszcze ze dwa-trzy tygodnie.  

Zwierzęta uratowane ze schroniska w RadysachZwierzęta uratowane ze schroniska w Radysach Pogotowie dla Zwierząt

Dlaczego właśnie teraz doszło do interwencji, która w końcu może doprowadzić do zamknięcia placówki działającej od 18 lat?

To zasługa prokuratury rejonowej Olsztyn Północ, która nie wystraszyła się lokalnych układów i bardzo wnikliwie zebrała informacje o przestępstwach popełnianych w tym miejscu, a których inspekcja weterynaryjna i lokalna policja nie chciały widzieć. Ogromną rolę odegrały, oczywiście, stowarzyszenia i ludzie, którzy notowali wszystkie nadużycia właścicieli schroniska i składali na nich regularnie skargi. Dzięki temu udało się wreszcie przerwać ten zaklęty krąg.  

Niektórzy odnajdują w schronisku psy, które im zaginęły nawet kilka lat wcześniej.

Od poniedziałku mieliśmy już kilka takich przypadków. Przyjechali tutaj np. ludzie, którzy szukali swojego czworonoga od dwóch lat. Dzwonili do pracowników schroniska z pytaniem, czy nie został do nich przywieziony, ale w odpowiedzi słyszeli tylko bluzgi. Na teren schroniska nie mogli wejść, dopiero teraz placówka jest otwarta dla wszystkich. Wolontariuszki, które zaprowadziły ich do psa odpowiadającemu opisowi zaginionego czworonoga, miały łzy w oczach, gdy zalęknione, pozbawione nadziei zwierzę nagle rozpoznało swoich dawnych właścicieli.

Dlaczego takich psów nie oddawano ich właścicielom?

Bo za część zwierząt schronisko dostawało regularnie pieniądze od gmin. To, czy wpłata była jednorazowa, czy stała, zależało od rodzaju umowy. Poza tym liczba zwierząt w schronisku miała się zgadzać w papierach, chociaż to akurat im nie wyszło, bo w dniu naszej interwencji w placówce było o kilkaset zwierząt mniej, niż wynikało to z dokumentacji.

Zwierzęta uratowane ze schroniska w RadysachZwierzęta uratowane ze schroniska w Radysach Pogotowie dla Zwierząt

Jak organizujecie adopcje psów po tak traumatycznych przejściach jak pobyt w Radysach?

Nie oddajemy psów nieprzygotowanych do adopcji. Pracują z nimi behawioryści, wolontariusze, którzy je obserwują, sprawdzają, czy miały już kiedyś dom, a jeśli nie, to uczą nowego życia: kontaktu z ludźmi, jedzenia z ręki, chodzenia na smyczy. Sprawdzamy też osoby, które są gotowe stworzyć dom tymczasowy lub adoptować psa. Tak, żeby zminimalizować ryzyko, że adopcja będzie nieudana.

W jaki sposób można się do was zgłosić, jeśli chce się zostać domem tymczasowych lub adoptować psa z Radys?

Wystarczy napisać do nas na Facebooku. Kolejne psy trafiają też pod opiekę innych fundacji, z którymi można się bezpośrednio kontaktować. Wszystkie informacje są do znalezienia na naszym profilu na Facebooku.  

Zwierzęta uratowane ze schroniska w RadysachZwierzęta uratowane ze schroniska w Radysach Pogotowie dla Zwierząt

DOSTĘP PREMIUM