Ekspertka: Nie wolno mówić, że przemoc domowa to tylko "sprawa rodzinna"

Warto podkreślić, że to właśnie sprawcy takich przestępstw najczęściej zostają recydywistami. Z tego też powodu powinniśmy być szczególnie konsekwentni, a nie robić krok do tyłu, mówiąc, że są powody do stosowania ułaskawien - przekonywała w TOK FM Renata Durda, kierowniczka Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia".
Zobacz wideo

Według informacji na stronie KPRP, 14 marca 2020 r. prezydent ułaskawił osobę skazaną z artykułów Kk dotyczących przestępstw seksualnych i znęcania się. Andrzej Duda zastosował prawo łaski przez darowanie reszty środka karnego w postaci zakazu kontaktowania się i zbliżania do osób pokrzywdzonych. Prezydent, podejmując decyzję o skorzystaniu z prawa łaski, "miał na uwadze względy racjonalności i celowości, a w szczególności fakt pojednania się skazanego z pokrzywdzonymi, zadośćuczynienie wyrządzonym krzywdom oraz obecne wzorowe zachowanie" - wskazano jako motyw ułaskawienia. Sprawę tę, dotyczącą mężczyzny skazanego za przestępstwo seksualne wobec małoletniej córki oraz znęcanie się, opisała "Rzeczpospolita". Prezydent Duda napisał dzień później na Twitterze, że ułaskawienie to dotyczyło jedynie zakazu zbliżania się. "Inne kary były dawno wykonane (nie było gwałtu). Dorosła już od lat pokrzywdzona z matką prosiły o uchylenie zakazu zbliżania się, bo w praktyce mieszkają ze skazanym w jednym domu. To sprawa rodzinna. Wniosek popierały sądy i PG" - napisał Duda.

Jak mówiła w TOK FM Renata Durda, kierowniczka Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia", decyzja prezydenta jest niezrozumiała. – Przecież rządzący zapowiadali surowe karanie przestępców seksualnych. Nie zgadzali się na przemoc w rodzinie. Warto podkreślić, że to właśnie sprawcy takich przestępstw najczęściej zostają recydywistami. Z tego też powodu powinniśmy być szczególnie konsekwentni, a nie robić krok do tyłu, mówiąc, że są powody do stosowania ułaskawienia – oceniła gościni TOK FM.

Durda podkreślała, że od lat konsekwentnie walczy z określaniem takich sytuacji jako "spraw rodzinnych", a takim słowami posłużył się też prezydent Duda. – Tak często tłumacza się policjanci po kiepskiej interwencji, gdy na przykład kazali się tylko uspokoić sprawcy, czy pogodzić się partnerom, bo przecież "nie ma się, o co kłócić". A ja z tym walczę, choć prezydent wybija mi z rąk ten argument. Podważa to, w jakim duchu pracujemy, chroniąc ofiary przemocy rodzinnej. To państwo powinno gwarantować, że nie będzie kolejnego czynu zabronionego, a sprawca poniesie sprawiedliwą karę i zadośćuczyni ofiarą. Tylko co, jeśli po tym akcie łaski on powróci do popełniania przestępstw, przecież ma ofiary na wyciągnięcie ręki – pytała retorycznie gościni TOK FM.

Jej zdaniem, organy państwa powinny dokładniej przyglądać się takim sprawom. – Należy sprawdzić przede wszystkim, dlaczego ofiary godzą się mieszkać ze swoim oprawcą. Z mediów wiemy, że to po prostu wynika z przyczyn ekonomicznych. On ma prawo własności do mieszkania, a tych kobiet nie stać, żeby je utrzymać. To właśnie ta zależność finansowa, najbardziej "trzyma" ofiary przy sprawcy. One są ofiarami. Państwo powinno zadbać, żeby te kobiety nie znalazły się nigdy w tak dramatycznej sytuacji finansowej – wyjaśniała ekspertka.

Posłuchaj całej rozmowy!

DOSTĘP PREMIUM