Schronisko w Radysach nadal działa. Prawnicy: To lekarz weterynarii powinien natychmiast je zamknąć

10 martwych psów, w tym jeden jeszcze ciepły, bo chwilę wcześniej rozszarpany szczeniak, inne z poodgryzanymi ogonami lub z połową pyska; 70 psów wymagało natychmiastowej interwencji, część z nich miała udar - taki makabryczny widok zastały służby i organizacje prozwierzęce, które w połowie czerwca w ramach wspólnej inwerwencji wkroczyły na teren schroniska w Radysach, w którym przebywało ok. 1,3 tys. psów.

W efekcie właścicielowi placówki oraz jej kierownikowi (ojcu i synowi) prokuratura przedstawiła zarzuty m.in. znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzętami. Mężczyźni trafili do aresztu na 3 miesiące. Żona pierwszego z nich, a matka drugiego, współwłaścicielka schroniska pozostaje na wolności.

Opiekę nad psami ze schroniska przejęły organizacje prozwierzęce, ale do schroniska trafiają kolejne zwierzęta. Jak mówi nam Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt, nie tak licznie, jak dotychczas, bo część gmin wycofała się już z umów z Radysami, ale jednak nowe psy są przywożone.

- Placówkę mógłby zamknąć lekarz weterynarii na podstawie art. 8 ustawy o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób - wyjaśnia nam Mirela Korsak-Koledzińska, radca prawny z Grupy Prawnej Togatus.

Dlaczego więc tego nie zrobił?

Jerzy Koronowski, Wojewódzki Lekarz Weterynarii odpowiada nam tak: "Schronisko w Radysach nie zostało zamknięte, ponieważ brak jest podstaw ku temu. Schronisko spełnia wymagania weterynaryjne dla schronisk przewidziane w rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 5 listopada 2004 r. w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia schronisk dla zwierząt (Dz. U. poz. 1657). (...) i tym samym nie ma powodu by wydać decyzję nakazującą wstrzymanie jego działalności w trybie art. 8.

Jednocześnie zwracam uwagę, że osoby, o których Pani wspomina w swoim piśmie (właściciel i kierownik schroniska - red.), nie są skazane a jedynie tymczasowo aresztowane. Zgodnie z art. 42 ust. 3 Konstytucji RP każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu. Jak dotąd nie orzeczono wobec nich zakazu posiadania zwierząt czy też ich przepadku. Nie posiadam też żadnych informacji, by prokuratura żądała wstrzymania funkcjonowania schroniska w Radysach" (pisownia oryginalna).

- Zadaniem lekarza nie jest w tym momencie ocenianie działalności właściciela schroniska, tylko wytłumaczenie, dlaczego nie podjął decyzji w sprawie zamknięcia schroniska. Skoro właściciel i kierownik placówki zostali tymczasowo aresztowani, to znaczy, że miały tam miejsce uchybienia - tłumaczy mec. Mirela Korsak-Koledzińska.

Sprawę komentuje też specjalizująca się w ochronie praw zwierząt adwokat Katarzyna Topczewska: - Być może Inspekcja Weterynaryjna przez powierzchowne lub iluzoryczne kontrole nie zauważyła tego, co dla wolontariuszy było widoczne gołym okiem od razu po wejściu do schroniska - zakopanych zwłok, poranionych i nieleczonych zwierząt, braku sterylizacji, braku jakiegokolwiek oznakowania psów oraz rozbieżności w stanie zwierząt (z oficjalnych dokumentów schroniska wynikało, że w placówce przebywa więcej o kilkaset zwierząt, niż było ich w rzeczywistości - red.).

I radzi: - Jeśli Inspekcja nie ma takiej wiedzy pomimo regularnych kontroli schroniska i wystawiania mu laurek, polecam zwrócenie się do Prokuratury z wnioskiem o udostępnienie akt postępowania karnego, może wtedy szybko znajdą się podstawy do zawieszenia działalności schroniska.

W aktach prokuratury jest m.in. dokumentacja z dnia interwencji przedstawiająca dramatyczny stan, w jakim były zwierzęta. To zdaniem Grzegorza Bielawskiego może być powód, dla którego inspekcja akt nie dostanie.

- Prokuratura nie dopuści Inspekcji Weterynaryjnej do dokumentacji, bo sprawdza, dlaczego inspekcja nie interweniowała skutecznie w schronisku wcześniej - uważa Bielawski.

Ale dodaje: - Gdyby inspekcji zależało na dobru zwierząt, to na podstawie materiału dowodowego zebranego przez same media zrobiłaby rozpoznanie, przesłuchała świadków, którzy są na miejscu, i wydała decyzję administracyjną o zamknięciu z rygorem natychmiastowej wykonalności.

Jest jeszcze inny sposób, by zamknąć schronisko. Żeby do tego doszło, gmina, na terenie której leży schronisko w Radysach, musi wszcząć postępowanie ws. cofnięcia numeru ewidencyjnego placówce. Jeśli podejmie decyzję o cofnięciu takiego numeru, właściciel schroniska może się od tej decyzji odwołać do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które następnie rozstrzyga sprawę. Cała procedura może potrwać nawet kilka miesięcy.

Zapytaliśmy w czwartek burmistrza Białej Piskiej, na terenie której leżą Radysy, czy gmina wszczęła takie postępowanie.

Zastępca burmistrza Białej Piskiej Grzegorz Pałdyna odpisał nam po godzinie:

"Informujemy, iż zostało wszczęte postępowanie adm. i na obecnym etapie postępowania nie możemy udzielić żadnej informacji dla jego dobra i bezstronności. Każda ze stron musi uzbroić się w cierpliwość, ponieważ problem jest poważny. Urząd dołoży wszelkich starań aby obiektywnie i zgodnie z prawem rozwiązać problem i wydać stosowne rozstrzygnięcia administracyjne. Sprawę bada również prokuratura Olsztyn-Północ. Musicie Państwo zrozumieć, że to Inspekcja Weterynaryjna sprawuje nadzór nad zdrowiem i warunkami zwierząt w schroniskach. Gmina opiera się na jej opiniach i jej ustaleniach. Sama nie ma możliwości zbadania warunków sanitarno-bytowych zwierząt przebywających w schronisku".

Dopytaliśmy, kiedy dokładnie gmina wszczęła postępowanie. Odpowiedzi nie uzyskaliśmy do dzisiaj.

DOSTĘP PREMIUM