"GW": "Syn Jacka Kurskiego zaczął mnie krzywdzić, gdy miałam dziewięć lat". Czy umarzane śledztwa były rzetelne?

"Zdzisław Kurski, najstarszy syn Jacka, zaczął mnie krzywdzić, gdy miałam dziewięć lat, a kiedy się wydało w 2015 r., sprawę dwukrotnie umorzono. Nie mam już zaufania do wymiaru sprawiedliwości". "Gazeta Wyborcza" publikuje dziś artykuł dotyczący syna Jacka Kurskiego.
Zobacz wideo

Magda Nowakowska, której historię opisuje "Gazeta Wyborcza", jest o osiem lat młodsza od Zdzisława Antoniego Kurskiego. Jej ojciec jest znanym działaczem PiS, przed laty pracował w biurze europosła Jacka Kurskiego. Obie rodziny m.in. spędzały wakacje w leśniczówce w miejscowości Danielino.

"Znałam Kurskich od zawsze. Bardzo przyjaźniłam się z ich najstarszym synem Zdzisławem. Traktowałam go jak starszego brata. Darzyłam zaufaniem. Teraz wiem, że on mnie najpierw oswajał. Często mnie przytulał, bawił się ze mną, gdy miałam siedem-osiem lat. Zaczął mnie krzywdzić, gdy skończyłam dziewięć. Przestał, gdy dostałam pierwszy okres. Może się bał, że zajdę w ciążę? Dopiero teraz jestem to w stanie poukładać chronologicznie i przyczynowo-skutkowo. Na początku miałam czarną dziurę. Z czasem, już w trakcie prokuratorskiego śledztwa, zaczęłam sobie przypominać różne rzeczy. Razem z powrotem wspomnień przyszły napady lękowe. Nie wiedziałam, co się dzieje. Moja terapeutka poprosiła mnie, gdy już byłam nastolatką, żebym przyniosła jej rysunki z dzieciństwa. Stwierdziła, że na każdym z nich pojawia się motyw męskiego członka. Rysowałam falliczne bazgroły. Kiedy spotkałam na ulicy czy w sklepie kogoś podobnego do Zdzisława, miałam natychmiast odruch wymiotny" - mówi 20-letnia obecnie Magdalena.

Jak czytamy w "GW": "Czternastoletnia Magda zaczyna się kaleczyć i brać całymi opakowaniami ibuprofen oraz inne leki. Jak wynika z późniejszej opinii psychologicznej, "zachowania autoagresywne trwały od października 2014 do 30 stycznia 2015", gdy rodzice postanowili umieścić córkę w szpitalu psychiatrycznym". W 2015 roku sprawa znana była policji, prokuraturze i sądowi. "Już w drugiej połowie 2015 r., gdy fakt molestowania został zgłoszony policji przez moją żonę, a sądowi rodzinnemu - przez psychologa terapeutę Magdy, Jacek Kurski przekazał mi przez wspólnego znajomego sugestię, żebym wpłynął na córkę, by wycofała zeznania. Przekazał mi pytanie, "czy jest w tej sprawie pole do negocjacji" - wspomina w rozmowie z "Wyborczą" ojciec Magdy.

Po tym, jak dziewczyna została przesłuchana, w aktach prokuratury zapisano: "[Zdaniem psychologa ofiara], obawiając się konsekwencji dla swego ojca, utrzymywała zdarzenia z dzieciństwa w tajemnicy. Kiedy w 2014 roku upewniła się, że znajomość między rodzinami została definitywnie zamknięta, mogła z siebie wyrzucić to, co działo się wcześniej w jej życiu". Prócz Magdy przesłuchano też kilka innych osób, nie tylko jej najbliższych - w tym Zdzisława Antoniego Kurskiego, który, jak informuje "GW", "już jako nastolatek bywał agresywny", "szkoła skarżyła się rodzicom także na jego nieprzyzwoite zachowania wobec dziewcząt", "wychowawczyni klasowa wysłała go z tego powodu do psychologa szkolnego". Mężczyzna zaprzeczył, że molestował i wykorzystywał Magdę.

Ostatecznie gdańska prokuratura dwukrotnie umorzyła postępowanie.

"Ojciec Magdy: - Po drugim umorzeniu w Gdańsku istniała jeszcze możliwość wystąpienia z oskarżeniem subsydiarnym [w uproszczeniu: prywatnym]. Gdy adwokat o tym poinformował, zapytałem Magdę, już pełnoletnią, czy chce wnieść oskarżenie, czy jest gotowa walczyć dalej. Rozmawialiśmy we troje, z żoną, Madzia powiedziała, że ma dość. Żona to poparła. (...) Matka Magdy: - Nie zażaliliśmy się, to decyzja córki. Ona była w trakcie leczenia i sama podjęła decyzję, że nie chce się odwoływać. Uszanowaliśmy to. Odtąd jednak żyjemy w ciągłym napięciu. Chcielibyśmy sprawiedliwości, lecz to niemożliwe, dopóki Jacek Kurski jest tym, kim jest [ostatnio członkiem zarządu TVP z widokiem na rychły powrót na fotel prezesa]. Jestem przekonana, że gdy opublikujecie tekst, on uderzy w mojego męża i powtórzy argumenty, że wykorzystujemy córkę w ramach zemsty za to, że prawie dziesięć lat temu mój mąż stracił pracę" - czytamy w dzisiejszym wydaniu "Wyborczej".

Zespół gazety przygotował specjalne oświadczenie, dotyczące publikacji na temat syna Jacka Kurskiego. "Ujawnienie tej drastycznej sprawy leży w interesie publicznym. Jest ostatnią szansą ofiary na sprawiedliwość i zadośćuczynienie jej krzywdzie. Z powodu relacji rodzinnych Jarosław Kurski, I zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", nie brał udziału w żadnym etapie tworzenia i redagowania reportażu ani nie uczestniczył w decyzji o publikacji. Wyłączył się ze sprawy" - poinformowano. 

DOSTĘP PREMIUM