Jacek Kurski zabrał głos ws. publikacji dotyczącej swojego syna. "Nic się w niej nie zgadza"

"Nigdy nie wpływałem na bieg śledztwa w tej sprawie" - pisze Jacek Kurski, który w krótkim oświadczeniu odnosi się do publikacji "Gazety Wyborczej" na temat jego syna Zdzisława Antoniego Kurskiego. Artykuł nazywa "atakiem", zwraca się też bezpośrednio do wicenaczelnego "GW".
Zobacz wideo

We wtorek "Gazeta Wyborcza" opisała historię 20-letniej Magdy Nowakowskiej, która jako mała dziewczynka miała być molestowana i gwałcona przez syna Jacka Kurskiego - Zdzisława Antoniego. Nowakowska twierdzi, że trwało to latami. "Zaczął mnie krzywdzić, gdy skończyłam dziewięć. Przestał, gdy dostałam pierwszy okres. Może się bał, że zajdę w ciążę?" - mówi w "GW". Sprawa była zgłoszona na policji i w prokuraturze. Jak podaje "GW" - dwukrotnie została umorzona.

Oświadczenie w sprawie publikacji "Gazety Wyborczej" Jacek Kurski opublikował na Twitterze. Pisze o "ataku" na swojego syna Antoniego i przekonuje, że "sprawa była umarzana w prokuraturze na podstawie opinii biegłych", a on "nigdy nie wpływał na bieg śledztwa w tej sprawie". "W czasie umorzenia w 2017 roku byłem zresztą w konflikcie osobistym z Prokuratorem Generalnym Z. Ziobro" - przypomina.

"Sprawa dotyczy dorosłych dziś ludzi, w tym mojego 29-letniego syna. Nic się w niej nie zgadza. Zmyślone zarzuty w zeznaniach pochodzą z okresu 2006-2012, w tekście GW mowa już o latach 2009-2012" - przekonuje członek zarządu TVP. Dalej pisze: "Celem tego ataku jestem ja. Atak GW łudząco przypomina niedawne oskarżenie o ułaskawienie pedofila".  

Na koniec oświadczenia Kurski odnosi się bezpośrednio do swojego brata Jarosława Kurskiego, który od lat jest zastępcą redaktora naczelnego "GW". "Jarku, bracie, nie idź tą drogą. To co robisz jest obrzydliwe. Odreagowujesz kłamliwym atakiem na rodzinę kolejną polityczną porażkę swojego środowiska totalnej opozycji" - pisze Jacek Kurski. 

Artykuł w "GW" napisali Żaneta Gotowalska oraz Piotr Głuchowski. Ponadto redakcja dziennika w oświadczeniu poinformowała, że "z powodu relacji rodzinnych Jarosław Kurski, I zastępca redaktora naczelnego 'Gazety Wyborczej', nie brał udziału w żadnym etapie tworzenia i redagowania reportażu ani nie uczestniczył w decyzji o publikacji. Wyłączył się ze sprawy".

DOSTĘP PREMIUM