Miłoszewski o nowej książce. "Nie wierzę w spiski naukowców. Pokłóciliby się po 2 tygodniach"

Gościem Aleksandry i Piotra Stanisławski w "Homo Science" tym razem nie był badacz ani popularyzator nauki, tylko autor thrillerów Zygmunt Miłoszewski. Skąd pomysł, aby go zaprosić?
Zobacz wideo

Stanisławscy przyznali, że są fanami twórczości Miłoszewskiego. Ale nie to przesądziło o tym, że zdecydowali się przeprowadzić z nim wywiad. Rozmowa dotyczyła bowiem ostatniej powieści Miłoszewskiego "Kwestia ceny", w której wątki naukowe są istotne fabularnie, a do tego rzetelnie przedstawione. 

Zarówno prowadzący, jak i gość starali się nie zdradzać zbyt wiele z treści książki. Pisarz powiedział tylko, że "szukał jakiejś tajemnicy z historii, która może mieć znaczenie dla współczesnej nauki" i że chodziło mu "o jakąś substancję biologiczną".

- Początkowo myślałem o tym, że to będą jakieś kwestie genetyczne. Przeczytałem tonę książek podsuniętych mi przez moją konsultantkę naukową Marię Pawłowską i moją przyjaciółkę Dorotę Romanowską, która jest szefową działu naukowego "Newsweeka". Tego było od groma, po czym okazało się, że jest mi kompletnie niepotrzebne. I zostałem z tą edycją genów jak Himilsbach z angielskim - opowiadał Miłoszewski. 

Pisarz odrzucił pomysł z manipulacją DNA, gdy okazało się, że do jego wizji dużo lepiej pasują bakterie. - Okazało się, że to daje dużo większe możliwości, a przy tym jest au courant jeśli chodzi o kierunki rozwoju medycyny - tłumaczył pisarz.

Aleksandra Stanisławska miała wątpliwości, czy "Kwestia ceny" nie ma wydźwięku antynaukowego. - Wydaje mi się, że naukowcy w tej powieści - choć momentami może się wydawać inaczej - są bohaterami pozytywnymi i to oni mają rację - zaprotestował pisarz.

- Pytanie, jak widzimy naukę: jako hollywoodzki film, "Szeregowiec Ryan", gdzie robimy wszystko, aby ocalić jednego człowieka, czy jednak uważamy cały gatunek za wyjątkową wartość. Wiecie dobrze, w jakim momencie jesteśmy. Dziś umiłowanie każdego człowieka, jego potrzeb, jego osobistych chęci i pragnień przedkładamy nad los gatunku - mówił Miłoszewski, odnosząc się do potrzeby ograniczenia konsumpcji w obliczu globalnego ocieplenia. 

- Suma naszych zaniechań wynika z wiary, że jesteśmy tak wspaniali, że nauka na pewno coś wymyśli - dodał. Gość "Homo science" przypomniał, że jeszcze w latach 70. groźbę globalnego ocieplenia traktowano dużo poważniej, właśnie dlatego, że słuchano naukowców. - Potem ludzie się rozejrzeli i powiedzieli "ej, słuchajcie, wysłaliśmy człowieka na Księżyc, mamy energię atomową, nasza nauka potrafi wszystko, więc sobie na pewno poradzi z jakimś dwutlenkiem węgla" - ocenił Miłoszewski. 

Stanisławska zauważyła również, że spisek naukowców jest ważnym wątkiem powieści. Pytała Miłoszewskiego, czy on sam wierzy w teorie spiskowe.

- Absolutnie nie wierzę w międzynarodowy spisek naukowców. Już po dwóch tygodniach istnienia takiego spisku by się pokłócili o to, kto ma być wyżej podpisany na spiskowych dokumentach. Później by zaczęli donosić na swoich kolegów i koleżanki, a w końcu powiadomiliby prasę, że przydarzyła im się straszna krzywda - chcieli zrobić taki spisek, a ten drugi profesor to wcale nie korzysta ze sprawdzonej metody naukowej - żartował Miłoszewski.

- Nasz mózg chce wierzyć w spiski - o czym gadacie teraz z pisarzem, który uprawia fikcję. Zarabiam dzięki temu, że człowiek chce przeżywać przygody, mieć historie, być jakoś zabawiony. Osiągnęliśmy naszą wielkość dzięki narracjom i przekazywaniu w ten sposób informacji. Tyle tylko, że ta skłonność do tworzenia narracji jest też naszym przekleństwem. Wierzymy w spiski dlatego, że to są atrakcyjne odpowiedzi na trudne pytania - dodał.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

DOSTĘP PREMIUM