"Nie rozumiem, jak katolik może się oburzać zapisem o religii w Konwencji stambulskiej"

Przeciwników Konwencji antyprzemocowej najmocniej oburzają dwa zapisy: o związkach przemocy z religią oraz o płci społeczno-kulturowej (czyli gender). Czy faktycznie jest się czym bulwersować? O tym Karolina Lewicka rozmawiała w TOK FM z prof. Małgorzatą Fuszarą, prawniczką i socjolożką, byłą pełnomocniczką rządu ds. równego traktowania.
Zobacz wideo

Pierwszy budzący opór zapis konwencji brzmi: "kultura, zwyczaje, religia, tradycja lub tzw. „honor" nie były uznawane za usprawiedliwiające akty przemocy" - Pamiętam, że poseł Jan Dziedziczak 5 lat temu mówił, że tu chodzi o religię katolicką. Jak należy rozumieć ten zapis? - pytała Lewicka.

- Żaden wytwór kultury nie może być usprawiedliwieniem dla przemocy. To jest chyba proste i chyba zwłaszcza katolik się z tym zgodzi. Nie mogę zrozumieć, że osoby, które mówią, że chodzą do kościoła, że są wierzące, mogą mieć cokolwiek przeciwko temu zapisowi. Przecież religia katolicka potępia przemoc - mówiła Fuszara.

Wyjaśniła, że twórcom konwencji chodziło przede wszystkim o nurty islamu, w których dopuszczalne jest wymierzanie kary kobiecie, jeśli np. spotka się sama z mężczyzną spoza rodziny oraz tradycje dopuszczające zabójstwa honorowe.

- Najbliżsi, ojcowie, bracia zabijają kobiety. To się dzieje w różnych miejscach, kręgach kulturowych i także tam, gdzie te osoby się przesiedlają. Przede wszystkim takie akty mają na myśli twórcy konwencji - podkreślała prawniczka. 

Drugi zapis, który w przeciwnikach Konwencji antyprzemocowej budzi niezdrowe emocje, dotyczy "płci społeczno-kulturowej". Konwencja definiuje ją jako "społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn".

- Tu natychmiast wchodzi hasło gender, a gender urósł w naszym kraju do rangi niemal potwora z Loch Ness i następuje straszenie genderem - ironizowała Lewicka.

- W naukach społecznych, socjologii, antropologii kulturowej pojecie płci społeczno-kulturowej funkcjonuje od lat 60. XX w. A pierwsza opisała je Margaret Mead jeszcze przed II wojną światową. Kiedy badała różne kultury zauważyła, że role mężczyzn kobiet w poszczególnych plemionach są zupełnie inaczej skonstruowane. To co w jednym plemieniu uważa za właściwe dla kobiet, w innym było właściwe dla mężczyzn - tłumaczyła Fuszara.

- Największa bzdura, którą opowiadają tzw. przeciwnicy gender polega na tym, że oni mówią, że nauka społeczna, która mówi o płci społeczno-kulturowej, przeczy różnicy biologicznej. Chcę od razu państwu powiedzieć: to jest absolutna nieprawda, kłamstwo, nie wierzmy temu. W naukach społecznych gender to wszystko, co jest nadbudowane nad płcią biologiczną - podkreślała.

- Różnica biologiczna jest punktem wyjścia do tego, żeby budować pewną hierarchie zgodnie, z którymi np. kobieta jest osobą podporządkowaną mężczyźnie. Tego rodzaju analizy, jaki wpływ ma nasza płeć biologiczna na role, które pełnimy, na pozycje społeczne, które zajmujemy to jest to, czym się właśnie ten tajemniczy "gender" zajmuje - dodała.

Prawniczka podsumowała, że w zapisie o płci społeczno-kulturowej "nie ma absolutnie nic niepokojącego". - Chyba że ktoś uważa, że żadne role społeczne kobiet i mężczyzn nie mogą się zmieniać, ulegać przekształceniom. Że nadal ma być tak, że wyłącznie mężczyzna pracuje zawodowo, a np. nie ma dostępu do noworodka tuż po porodzie,  bo kiedyś tak przecież było. A kobieta jest tą, która musi pozostać w kręgu domowym - dorzuciła.

Fuszara wskazała, że rola kobiety na szczęście zmieniła się na przestrzeni wieków. - Ci, którzy są przeciwnikami konwencji, chcą zawrócić cały ten proces nabywania pewnych uprawnień i równości przez kobiety i mężczyzn. I to jest rzecz, która absolutnie nie powinno być we współczesnym świecie zgody - powiedziała z naciskiem. 

W całej Polsce demonstracje przeciw wypowiadaniu konwencji

"Nie dla legalizacji przemocy domowej - pod takim hasłem ulicami polskich miast przeszli protestujący przeciwko wypowiedzeniu przez Polskę konwencji antyprzemocowej. Protestowały tysiące ludzi w około 30 miastach, najwięcej w Warszawie - koło 5 tysięcy osób.

Z takim zamiarem wystąpiła organizacja Ordo Iuris, która właśnie rozpoczęła zbieranie podpisów pod petycją w tej sprawie. Za tym, żeby ją wypowiedzieć zadeklarowały już m.in minister Marlena Maląg i Jadwiga Emilewicz. Również według wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego regulacje zawarte w konwencji antyprzemocowej są niedopuszczalne z punktu widzenia ideologicznego i prawnego, bo rzekomo łamią wiele praw konstytucyjnych.

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

DOSTĘP PREMIUM