Szkoły nadal niegotowe na zdalną edukację. Szef ZNP wylicza, ile komputerów można było kupić za pieniądze dla TVP

- Dziś żadna szkoła nie może w pełni odpowiedzialnie powiedzieć, że jest przygotowana do tego, by we wrześniu rozpocząć zajęcia w sytuacji, kiedy trzeba będzie je realizować zdalnie lub hybrydowo - mówił w TOK FM Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Zobacz wideo

Do rozpoczęcia roku szkolnego został już tylko miesiąc. Wciąż nie wiadomo jednak, czy od września uczniowie wrócą do szkół na normalne - stacjonarne zajęcia, czy nauka będzie odbywała się zdalne lub hybrydowo. Przedstawiciele rządu informują, że zalecenia w tej sprawie będą wydawane pod koniec sierpnia. Gościem Poranka TOK FM był Sławomir Broniarz. Pytany na wstępie przez redaktora Jacka Żakowskiego o to, ile szkół w Polsce jest gotowych na 1 września - szef ZNP odparł: "Myślę, że dziś żadna szkoła nie może w pełni odpowiedzialnie powiedzieć, że jest przygotowana do tego, by rozpocząć zajęcia w sytuacji, kiedy trzeba będzie je realizować zdalnie lub hybrydowo".

- Natomiast jeśli okaże się, że wracamy do edukacji tradycyjnej, to myślę, że większość szkół jest do tego gotowa. Choć myślę też, że jest to okoliczność, której dziś nie powinniśmy brać pod uwagę - dodał. Przypomnijmy, liczba nowych przypadków koronawirusa w Polsce jest w ostatnich dniach niepokojąco wysoka. W czwartek (30 lipca) odnotowano dzienny rekord nowych zakażeń, tj. 615.

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

Dopytywany, czego brakuje w polskich szkołach - związkowiec podał, że "przede wszystkich wyobraźni tym osobom, które odpowiadają za organizację pracy szkół oraz za zdrowie i bezpieczeństwo uczniów, rodziców i nauczycieli". Przekonywał, że tydzień czy dwa tygodnie na organizację przedsięwzięcia nauki zdalnej to dla dyrektorów szkół zdecydowanie za mało. - Nie jesteśmy do tego przygotowani technologicznie. Nie tak dawno był publikowany raport opowiadający o potencjale organizacyjno-sprzętowym szkół. Z niego wynika, że 36 proc. uczniów mówi, że nie ma komputerów i ponad 30 proc. nauczycieli sygnalizuje, że ma problemy z komputerami - wskazywał Broniarz. I dodał, że do tego dochodzi często problem z samym internetem, który po godzinie 8-9, kiedy dużo osób pracuje lub uczy się zdalnie, po prostu jest obciążony.

Szef ZNP podkreślał, że sprawny sprzęt jest rzeczą podstawową przy zdalnym nauczaniu, a przez jego braku wielu uczniów jest "pozbawionych szans edukacyjnych". - Nikt nie pokusił się, żeby powiedzieć, ile osób nie bierze udziału w edukacji, ale nawet jeśli to byłby jakiś jeden procent, to i tak mamy do czynienia z 50 tysiącami dzieci - mówił gość TOK FM. - 2 miliardy złotych na telewizję to byłoby około dwóch milionów komputerów dla szkół. I to w sytuacji, kiedy mieliśmy na to czas i możliwości. Były warunki, by takie przetargi zorganizować - dodał, odnosząc się do rekompensaty przyznanej mediom publicznym na początku marca

Redaktor Żakowski dopytywał, czy w tej sprawie prowadzone są jakieś rozmowy z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Broniarz powiedział, że jedyne dyskusje jakie się toczą to te między samymi nauczycielami oraz dyrektorami. - Jeżeli cokolwiek daje nam gwarancję, że to wszystko się nie rozleci i nie zawali, to właśnie siła i ogromne zaangażowanie dyrektorów i nauczycieli, w połączeniu z wieloma samorządami, które zdają sobie sprawę z faktu, że odpowiedzialność i tak spadnie na nich - stwierdził.

Szef ZNP wyliczał, że nauczyciele nie wiedzą na przykład, w oparciu o jakie kryteria będą mogli podjąć decyzję o zamknięciu szkoły - czy w momencie, kiedy pojawi się jeden zakażony uczeń, czy na przykład dziesięciu... Co w wtedy z rodzicami? Czy dostaną zasiłki opiekuńcze? Jak liczne będą klasy (12- czy 30-osobowe), na ile zmian trzeba będzie podzielić naukę w szkołach? - Pytań po stronie dyrektorów jest bardzo dużo. A oczekiwanie, że zrobimy to w oparciu o wytyczne po 15 sierpnia dowodzi braku wyobraźni - podsumował gość TOK FM.

Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny (który był kolejnym gościem Poranka TOK FM) pytany o to, czy dzieci wrócą do szkół od września, zaznaczył, że "decyzje powinny być podjęte po 15 sierpnia". - Dla nas najważniejsza jest dynamika trendu narastania zakażeń. Analizujemy to. Polska pod tym względem jest bardzo niejednorodna. Dajmy na to, 63 procent wszystkich zakażeń z wczoraj pochodziło tylko z trzech województw i z paru powiatów. W ponad 280 powiatach jest minimalna ilość przypadków aktywnych. Tam dzieci mogłyby wrócić do szkół - mówił Pinkas.

Według GIS, "koronawirus nie daje szansy, żebyśmy przewidywali z dużym naddatkiem czasu". - Nikt nie wie, jaka będzie sytuacja w październiku w Europie. MEN przygotowało wytyczne. My je analizujemy, trwają debaty, żeby były jak najbardziej wykonywalne. Chcemy mieć jak największą wiedzę na temat trendu zakażeń - podkreślał szef GiS.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM