To one rozwiesiły tęczowe flagi na pomnikach. "Akurat Jezus zainspirował nas swoją pozą i tą wyciągniętą ręką"

- Nie przyszło nam do głowy, że pokojowa forma manifestacji jest w stanie obudzić tak dużo tak negatywnych uczuć w różnych osobach. Dla nas flaga tęczowa nie jest żadną profanacją - mówiły w TOK FM dziewczyny ze "Stop bzdurom" i "Gang Samzamęt", które porozwieszały na pomnikach w Warszawie tęczowe flagi.
Zobacz wideo

Aktywistki z inicjatyw "Stop bzdurom" i "Gang Samzamęt" przyznały, iż nie spodziewały, że akcja wywieszenia tęczowych flag na kilku pomnikach w Warszawie poniesienie się aż tak szerokim echem. - Nie byłyśmy gotowe na tak wielkie oburzenie. Nie przyszło nam do głowy, że pokojowa forma manifestacji jest w stanie obudzić tak dużo tak negatywnych uczuć w różnych osobach. Dla nas flaga tęczowa nie jest żadną profanacją. Bardzo ją cenimy i uważamy ją za coś dobrego - tłumaczyły w rozmowie z Piotrem Maślakiem w "Pierwszym śniadaniu" w TOK-u.

Dziewczyny chciały zachować anonimowość. Ich akcją zajęła się już Prokuratura Okręgowa Warszawie, która wszczęła postępowanie dotyczące znieważenia pomników oraz obrazy uczuć religijnych. Przypomnijmy, tęczowe flagi zawisły m.in. na pomniku Syreny nad Wisłą, na posągu pułkownika Jana Kilińskiego, na monumencie Mikołaja Kopernika na Nowym Świecie czy figury Chrystusa przed Bazyliką św. Krzyża, która wywołała najwięcej kontrowersji.

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

Dlaczego aktywistki wybrały te akurat monumenty? Mówiły, że nie było na to żadnego konkretnego planu czy rozpiski. - Starałyśmy się pomyśleć, które z tych pomników są dla nas ważne. Jako, że jesteśmy w dużej części warszawiakami, Polakami, chciałyśmy pokazać, że to miasto też jest nasze. Stąd ta waleczna Syrenka lub ten waleczny Kiliński z mieczem był dla nas inspiracją, że w tą podniesioną rękę trzeba wcisnąć flagę - przekonywały. - Akurat Jezus zainspirował nas swoją pozą i tą wyciągniętą ręką - dodały w kontekście figury Chrystusa. Stwierdziły, że "nie chciały nikogo urazić". Zwłaszcza, że w swoim gronie "także mają osoby wierzące". - Naszym zdaniem tęcza nie obraża - mówiły.

Oprócz wywieszanych flag aktywistki zostawiały na monumentach także pewnego rodzaju manifest zaczynający się od słów: "To szturm! To atak! To tęcza! Pamięci poległych w walce z codzienną nienawiścią, tych, którzy mieli siłę, by skoczyć w ciemność". - Ten tekst bezpośrednio odnosi się do osób, które są ofiarami homofobii i które po prostu nie wytrzymały rzeczywistości w Polsce. Są to słowa ku pamięci tych, którzy popełnili samobójstwo, nie dali rady - wskazała na antenie TOK FM jedna z dziewczyn. Dopytywana przyznała, że znała osobę, która odebrała sobie życie i zna "mnóstwo innych osób, które codziennie są bliskie braku sił".

Tekst manifestu - jak dodała - napisała "zaprzyjaźniona poetka". - Normalnie pisze do szuflady, ale postanowiła, że dłużej nie może tego wszystkiego trzymać w sobie - powiedziała aktywistka. 

Prowadzący audycję zastanawiał się, dlaczego akurat teraz dziewczyny postanowiły zorganizować tę prowokację - czy było "jakaś iskra", jakieś wydarzenie, które przelało czarę goryczy. Jego rozmówczynie przyznały zgodnie, że nie było żadnego takiego incydentu. - Kiedy jesteśmy w Polsce, to ciężko mówić o jakiejś iskrze, bo codziennie pojawia się nowa wypowiedź polityków albo samobójstwo osoby LGBT i to się nam strasznie gromadzi - powiedziały. - Uznałyśmy po prostu, że żyjemy w kraju, którego prezydent jeszcze parę tygodni temu robił na nas straszną nagonkę i chcemy pokazać, że przestrzeń Warszawy nie jest tylko prezydenta Dudy, ale też nasza i że też w niej istniejemy - dodały.

Dziennikarz pytał także o zdjęcie, jakie po całej akcji zamieścił w mediach szef rządu. Mateusz Morawiecki udostępnił fotografię, na której stoi pod figurą Chrystusa wraz z komentarzem: "Nie ma zgody na profanowanie symboli narodowych i religijnych w imię żadnej ideologii. Wartości, które symbolizują, ważne dla milionów Polaków, są dziedzictwem, które podlega szczególnej ochronie. Nie można pod płaszczykiem rzekomej równości stawać się agresorem".

Jedna z aktywistek powiedziała, że kiedy zobaczyła ten wpis, "poczuła się poirytowana". - Ponieważ Morawiecki, kiedy osoby LGBT popełniają samobójstwa, milczy. Kiedy na marszu w Białymstoku rzucane są cegły - również milczy. Kiedy szykowane są zamachy bombowe na marsze - również milczy. I moment, w którym pali znicz pojawia się dopiero wtedy, kiedy ktoś zawiesi pokojowo flagę na pomniku. To jest jakiś taki poziom absurdu i żartu, że ciężko się o tym wypowiadać - stwierdziła.

Na koniec dziewczyny zapowiedziały, że planują kolejne działania. - Mamy nadzieję, że jeszcze w tym roku uda nam się zrobić jedną dużą i głośną akcję - wskazały.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM