Jak będzie wyglądać nauka po 1 września? "DGP": Szkoły gotowe tylko na zamknięcie

Szefowie placówek oświatowych na własną rękę przygotowują scenariusze na nowy rok szkolny; wśród pomysłów na ochronę przed koronawirusem pojawia się system dualny, czyli podzielenie dzieci na grupy, które na zmianę przychodzą do szkoły i uczą się zdalnie - pisze w poniedziałek "Dziennik Gazeta Prawna".
Zobacz wideo

Gazeta przypomina, że o tym, czy po wakacjach uczniowie wrócą do stacjonarnej nauki, rząd zdecyduje dwa, a nawet tydzień przed zakończeniem wakacji. Podkreśla, że Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) rozważa różne rozwiązania, ale jak dotąd nie przedstawiono żadnych konkretów, a tymczasem chorych z każdym dniem przybywa i nadejście drugiej fali epidemii staje się bardziej realne.

Dlatego, według "DGP", dyrektorzy szkół starają się we własnym zakresie przygotować rozwiązania, które pomogą ograniczyć ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa w placówkach. Mowa o hybrydowym, czy inaczej mówiąc dualnym kształceniu - część uczniów chodzi do szkoły, a pozostali łączą się z nauczycielem zdalnie.

"Klasa mogłaby zostać podzielona na pół. Jedna grupa przychodziłaby do szkoły na rano, a druga na popołudnie, albo część dzieci miałaby zajęcia jednego dnia, a druga następnego. Można też podzielić dzieci klasami i wyznaczyć im zajęcia w co drugi dzień" - tłumaczy w rozmowie z dziennikiem dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty Marek Pleśniar, który przyznał jednak, że taki system nauki to ogromne wyzwanie, który nie rozwiązuje problemu opieki nad młodszymi dziećmi.

"Trudno rozrzedzać klasy w sytuacji, gdy zagęszczenie będzie wysokie w świetlicy. To na niewiele się zda. Dodam, że do świetlicy mam co roku zapisanych ok. 200 dzieci" - wskazywał w rozmowe z "DGP" Ryszard Sikora, dyrektor szkoły podstawowej w Krakowie.

"Dyrektorzy przyznają też, że zajęcia w systemie dualnym nie mogą się odbywać na takiej zasadzie, że uczniowie przez internet przysłuchują się lekcjom, które trwają pięć lub sześć godzin dziennie. Rodzice nie będą wyrażać zgody, aby dzieci spędzały przed monitorem tyle czasu, co ich koledzy w szkole" - zauważa z gazeta oraz podkreśla, że może się również okazać, iż łączenie nauczania tradycyjnego ze zdalnym to więcej godzin dla nauczyciela, nawet jeśli lekcje zostaną skrócone. Chodzi bowiem o obowiązek dezynfekcji i wietrzenia klas.  

"Dlatego też bardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest, że jeśli jedna grupa miałaby zajęcia w szkole, to druga nie miałaby typowo zdalnej nauki, a raczej samodzielną, we własnym zakresie, czyli wykonywałaby zadania zlecone przez nauczyciela. Szczególnie że problemem przy organizowaniu zdalnego nauczania w takiej sytuacji może być brak sprzętu i miejsca w szkole dla nauczycieli kształcących na odległość" - czytamy. 

"Dziennik Gazeta Prawna" zauważa jednak, że problem może stanowić także przerobienie przy takiej formie nauczania podstawy programowej. "Resort edukacji pracuje nad przepisami w tym zakresie. Wszystko wskazuje jednak na to, że będą wydane tak, jak poprzednio, czyli z dnia na dzień i bez konsultacji z zainteresowanymi stronami" - podkreśla gazeta. 

DOSTĘP PREMIUM