Ekspert chwali "powiatowy lockdown". "Koniec miękkich sygnałów"

Dzisiejszy komunikat można odczytać jako wyraźny sygnał ze strony resortu zdrowia, że sytuacja się pogarsza i wymaga interwencji. To kilkunastotygodniowe milczenie i tylko odczytywanie liczby nowych przypadków dawało przekaz, że wszystko jest pod kontrolą - ocenił w TOK FM dr Paweł Grzesiowski.
Zobacz wideo

Minister zdrowia Łukasz Szumowski zapowiedział, że od soboty (8 sierpnia) zostaną wprowadzone dodatkowe obostrzenia i rygory w powiatach z największym przyrostem zakażeń. Podzielono je na dwie kategorie, żółtą z łagodniejszymi rygorami i czerwoną, z restrykcjami bardziej kategorycznymi, jak między innymi nakaz zasłaniania nosa i ust nie tylko w zamkniętych pomieszczeniach, ale też w przestrzeni publicznej.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Zdaniem dr Pawła Grzesiowskiego, immunologa i prezesa Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń ważne jest to, że w końcu rząd zszedł na poziom regionalny w zarządzaniu epidemią. – Mówiliśmy o tym już od maja. To można odczytać jako wyraźny sygnał ze strony resortu zdrowia, że sytuacja się pogarsza i wymaga interwencji. To kilkunastotygodniowe milczenie i tylko odczytywanie liczby nowych przypadków dawało przekaz, że wszystko jest pod kontrolą – mówił dr Grzesiowski.

Dzisiejsze zmiany to także poważne ogłoszenie dla społeczeństwa. – Koniec miękkich sygnałów. Ludzie powinni zrozumieć to tak, że epidemia trwa, nie cofnęła się – dodał ekspert.

Zdaniem dr Grzesiowskiego rząd zaczyna wracać w aktywny sposób do walki z koronawirusem. – Widzimy, jak ten wirus się przemieszcza. Mamy, dajmy na to powiat wieluński, objęty czerwoną kategorią. Wiemy też, że chodzi tam o jeden duży zakład pracy na jego terenie. Wprowadzenie obostrzeń nie oznacza, że tam się nie da normalnie żyć. Chodzi o to, żeby zmniejszyć ryzyko przenoszenia się wirusa poprzez unikanie dużych skupisk ludzkich. Te obostrzenia to dają. Wraca lockdown, ale na skalę powiatową – wyjaśniał ekspert i dodał, że to bardzo ważne narzędzie, którego nie należy nadużywać. – Dzięki niemu w ciągu krótkiego czasu można naprawić sytuację. Jeżeli nie będzie dużych skupisk ludzkich, to wszystko może się uspokoić – podkreślił.

Dr Grzesiowski uspokajał, że nie należy martwić się tym, że powiaty z kategorii czerwonej graniczą z powiatami "zielonymi". – To wszystko wynika z liczby mieszkańców, a nie liczby przypadków. Inaczej mówiąc, podobna liczba przypadków może być rozcieńczona w dużej liczbie ludności – tłumaczył ekspert. Przypomnijmy, obecne wytyczne resortu zdrowia polegają na tym, że jeśli nowych zachorowań było powyżej 12 na 10 tys. mieszkańców, wtedy powiat zaliczany jest do czerwonej strefy, a jeśli między 6 a 12 na 10 tys., to do żółtej strefy. Grzesiowski dodał, że takie wytyczne nie muszą być sztywne. - Epidemia uczy nas elastyczności. Nie wiemy, czy sytuacja za tydzień się nie zmieni. W czasie tej epidemii nie wolno mówić "nigdy", czy "zawsze". Cały czas się uczymy – ostrzegał ekspert.

DOSTĘP PREMIUM