Miasto w centrum metropolii jest "czerwonym" powiatem. Te wokół niego już nie. "Chyba nikt nie wie, jak wygląda Śląsk"

Ostrzejszy reżim sanitarny, który Ministerstwo Zdrowia chce wprowdzić od soboty powiatów, które znalazły się na "czerwonej" i "żółtej" liście ma dotyczyć m.in. Rudy Śląskiej. Według prezydent miasta Grażyny Dziedzic jest to jednak decyzja "mało odpowiedzialna". - Rudzianie mogą korzystać z kina w Bytomiu, w Świętochłowicach, a nasze kina zostaną zamknięte - wskazywała w TOK FM.
Zobacz wideo

Od soboty - jak poinformowało w trakcie czwartkowej konferencji prasowej Ministerstwo Zdrowia - ze względu na liczbę zakażeń koronawirusem, w Polsce mają obowiązywać trzy różne strefy: czerwona, żółta i zielona. W powiatach określonych dwoma pierwszymi kolorami wprowadzone zostaną dodatkowe obostrzenia. Na liście dziewięciu czerwonych obszarów znalazła się m.in. Ruda Śląska - miasto leżące w centrum dwumilionowej metropolii.

Zdaniem prezydent miasta jest to decyzja "mało odpowiedzialna". - Przede wszystkim nie ma jeszcze rozporządzenia, a już nam się wydaje polecenia. My jesteśmy cały czas przygotowani na epidemię, ponieważ ona trwa. Nie było jej w czasie wyborów, a tak to niestety cały czas jest - ironizowała w TOK FM Grażyna Dziedzic oraz dodała: - Jest dosyć dużo zarażonych górników, ale trudno się dziwić, jeżeli rząd ani władze PGG nie podjęły żadnych kroków, żeby górnicy pracowali w bezpiecznych warunkach.  

Chcesz posłuchać, a nie masz Premium? Podcasty możesz odblokować już za 5 zł

Według samorządowczyni jej miasto zostało zaliczone do czerwonej strefy niesprawiedliwie. - Jeżeli przebadanoby różne inne duże zakłady pracy tak, jak bada się teraz górników - po cztery razy jednego - to myślę, że takie wyniki jak u nas, byłyby w bardzo wielu miejscach w Polsce - stwierdziła.

Przypomniała także, że Ruda Śląska graniczy z sześcioma innymi miastami oraz leży w centrum konurbacji. - Nie ma możliwości oddzielić jednego miasta na Śląsku, gdy dookoła mamy inne miasta - zaznaczyła.

Jak więc w praktyce będą w takim razie realizowane obostrzenia np. w zakresie liczby osób podróżujących komunikacją, łączącą położone tak blisko siebie miasta? Dziedzic zapewniła, że przewodniczący metropolii wysłał już list z zapytaniem, w jaki sposób wyobraża to sobie rząd. - Bo chyba nikt nie zdaje sobie sprawy, jak Śląsk wygląda. To muszę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością: gdyby ktoś wiedział, jak wygląda naprawdę Śląsk, że to jest de facto jeden organizm miejski, to by takich decyzji nie podejmował - oceniła prezydent.

Samorządowczyni zwróciła uwagę także na przedsiębiorców, którzy będą musieli po raz kolejny zmierzyć się z czasowym zamknięciem swoich biznesów, takich jak siłownie czy kina. - Rudzianie mogą korzystać z kina w Bytomiu, w Świętochłowicach, a nasze kina zostaną zamknięte. Gdyby ktoś z rządu wybrał się do kina, wiedziałby że w multipleksach - a Ruda śląska takowe ma - na sali siedzi maksymalnie 20 osób. Więc reżim sanitarny można by spokojnie zachować - stwierdziła. Wskazała też na problem sąsiedniego miasta, które także będzie musiało wprowadzić dodatkowe obostrzenia - Pszczyny - a w której na weekend zaplanowane były m.in. wesela na 150. Zgodnie z nowymi wytycznymi liczba gości będzie musiała zostać ograniczona - I co oni mają teraz zrobić? Z dnia na dzień podejmuje się takie decyzje - zauważyła. 

Prowadzący program Paweł Sulik pytał także, czy rząd podjął jakąkolwiek formę konsultacji wprowadzanych zasad z samorządowcami. - Ten rząd nie ma kompletnie zwyczaju z nami ustalać czegokolwiek. Podejmuje decyzje odgórnie, kompletnie się z nami nie konsultując - mówiła Grażyna Dziedzic, dodając, że przedsiębiorcy chcą wystąpić do rządu z pozwem o odszkodowania.

Dziedzic podkreśliła także, że na 134 tys. mieszkańców Rudy Śląskiej, zakażonych koronawirusem jest jedynie 445 osób. Dziennikarz pytał więc, czy nie ufa rządowi, że wyznaczył czerwone strefy sensownie. 
- Stwierdzam fakt, że nikt się z nami nie konsultował i badani są tylko górnicy. Czemu nie są badani wszyscy Polacy. Czemu badamy kopalnię Bielszowicę, nie badamy np. kopalni Halemba. Wyznaczanie osób, które są badane, jest dla mnie niejasne. Chciałabym, żeby ktoś z rządu mi na to odpowiedział. Od czego zależy, że ta część Polski jest badana, a inna nie - podsumowała prezydent.

DOSTĘP PREMIUM