Magdalena Filiks o działaniach policji: To była łapanka. Świadomie używam tego porównania

- Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że przyszedł rozkaz, co zresztą usłyszałam, na zrobienie takiej łapanki. Nie wiem, czy chodziło o statystki... To było wykonywanie rozkazu o łapance - tak o piątkowych wydarzeniach w Warszawie mówiła w TOK FM Magdalena Filiks. Posłanka była na Krakowskim Przedmieściu, jak mówi, do dziś odczuwa skutki tego, co się tam działo. - Nie ruszam ręką, mam wybity bark - tłumaczy.
Zobacz wideo

Policja poinformowała, że wszyscy zatrzymani w piątek opuścili komisariaty, zarzuty postawiono w sumie 48 osobom.

Działania policji bardzo ostro ocenia posłanka KO Magdalena Filiks. Była liderka KOD-u była w piątek na Krakowskim Przedmieściu, z bliska widziała, co się działo. I - jak mówi - próbowała "uchronić jak największą liczbę osób przed tą łapanką". - Ja świadomie używam tego słowa, porównania. Bo to była łapanka - ocenia w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim. Uważa, że w piątek mieliśmy do czynienia z planowym działaniem policji. - Byłam tam, gdy ludzie się właściwie rozchodzili - część szła w stronę ul. Wilczej (tam na komendę odwożono wcześniej zatrzymanych - red.). Wtedy zaczęły się formować kolumny policyjne. Sama wpadłam w panikę, pobiegłam do osoby, która tym kierowała z pytaniem, co się dzieje. Krzyczałam w emocjach, żeby przestali, bo ludzie, którzy w okolicy siedzą na ławkach, jedzą lody, nie wiedzą, co się dzieje. A policja szła kordonem. Rozumiem, że to był moment, kiedy policja dostała rozkaz, żeby wyłapać ileś osób w sytuacji, kiedy tam właściwie nie było protestu i można było kończyć działania, ale potrzeba było osób aresztowanych i dowiezionych na komendę - wspomina w audycji Świat się chwieje.

Chcesz posłuchać, a nie masz Premium? Podcasty możesz odblokować już za 5 zł

Filiks podkreśla, że zależało jej przede wszystkim na bezpieczeństwie. - Zapytałam więc policji, co mam powiedzieć, bo chciałam porozmawiać, uspokoić, pomóc. Ale policji nie o to chodziło. Oni nawet nie próbowali podjąć ze mną jakiejkolwiek formy współpracy. Stąd potem takie moje emocjonalne działania w obronie tych ludzi (protestujących). Więc z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że przyszedł rozkaz, usłyszałam, jak policjanci między sobą mówili: bierz trzy obojętnie które osoby, na zrobienie takiej łapanki. To nie wybrzmiało nigdzie w przestrzeni publicznej, a to dla mnie najważniejsza rzecz w tej sytuacji, że to było wykonywanie rozkazu o łapance - stwierdza rozmówczyni Sroczyńskiego.

Wspominając wydarzenia, do których doszło w miniony piątek, przyznaje, że do dziś odczuwa skutki "tej walki wręcz, żeby zatrzymać wywożenie ludzi". - Nie ruszam ręką, mam wybity bark - tłumaczy. I dodaje, że po kilkudziesięciu minutach "naprzykrzania" się policji, podszedł do niej funkcjonariuszu w cywilu i uderzył w klatkę piersiową. - Nie mogłam oddychać - wspomina.

Zatrzymanie Margot. Nie ma kontaktu z aktywistką

Posłanka Filiks dodaje, że cały czas prawnik nie ma kontaktu z zatrzymaną w piątek Margot. Aktywistka - decyzją sądu - najbliższe dwa miesiące ma spędzić w areszcie. Polityczka wyjaśnia, że posłowie nawiązali kontakt z prawnikiem Margot już jakiś czas temu. Bo pojawił się pomysł, by politycy poręczyli za aktywistkę. - Nie doszło do tego poręczenia, bo wydarzyło to, co się wydarzyło - podsumowuje.

Gdzie jest Rafał Trzaskowski?

Posłanka KO nie chce wychodzić w dywagacje na temat tego, dlaczego podczas ostatnich wydarzeń w Warszawie, manifestacji poparcia, jaka odbyła się w sobotę, nie wziął udziału, nie zabrał głosu prezydent stolicy. Jak mówi, zawsze próbuje znaleźć, to "co na plus"; "zajmuje się swoją działką".  - Byłam tam dlatego, że dla mnie to forma sprawowania mandatu poselskiego, żeby być z ludźmi. Wiedziałam, że tam mogą być aresztowania. Nie poszłam tam po to, by się zastanawiać, czy ktoś zrobił to, czy tamto, ani  by to oceniać. Rozumiem, że w innej sytuacji jest Rafał Trzaskowski, który jest prezydentem, ale ja nie wiem, czy on nie jest na urlopie - mówi, odpowiadając na pytania Grzegorza Sroczyńskiego. I podkreśla, że najlepiej zapytać samego Trzaskowskiego. - Z całą pewnością jest to jeden z najbardziej przychylnych prezydentów tym prześladowanym środowiskom - ocenia.

Filiks przyznaje, że rozumie, skąd wśród osób broniących Margot potrzeba skandowania czasem obraźliwych haseł pod adresem policji. - Rozumiem, z jakiego bólu one powstają - mówi. Ale od razu dodaje, że sama wielokrotnie organizowała akcje protestacyjne, choćby działając w Komitecie Obrony Demokracji. I unikała zaogniania sytuacji przez radykalne hasła. - Żeby drugiej stronie wytrącić argumenty. Bo, co bardzo ważne, PiS wyciąga z kontekstu jakiś fragment, żeby go potem pokazywać i on właśnie przykrywa cały ważny problem. Ponieważ wszyscy skupiają się na jakimś jednym haśle czy zachowaniu - tłumaczy posłanka KO w TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM