Policja publikuje film z protestu przeciwko aresztowaniu Margot. To odpowiedź na "nieuczciwe posądzenie o nadgorliwość"

Uczestnicy piątkowego protestu mówili o "butalności" policji, która miała wyrywać protestujących z tłumu bez ostrzeżenia czy wezwania do rozejścia się. Dzisiaj nagranie przedstawiające urywki interwencji funkcjonariuszy przedstawiła stołeczna policja.
Zobacz wideo

Dwumiesięczny areszt dla Margot - aktywistki LGBT - wywołał protesty w Warszawie, ale także w innych miastach Polski. Piątkowa demonstracja w stolicy zakończyła się zatrzymaniem 48 osób i przepychankami. W obronie protestujących stanęli m.in. posłowie i posłanki Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Uczestnicy piątkowego protestu na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie mówili o  "niewiarygodnej brutalności" policjantów, którzy mieli wyrywać protestujących z tłumu bez ostrzeżenia czy wezwania do rozejścia się. Margot została zatrzymana nagle, podczas demonstracji, chociaż chwilę wcześniej sama chciała oddać się w ręce policji.

- Mieliśmy do czynienia z groteskową sytuacją. Aktywistka, która ma być aresztowana, dobija się do radiowozu, a funkcjonariusz jej nie wpuszcza. Policja była agresywna, przy mnie wyłapywała zupełnie przypadkowe osoby, które po prostu tam stały albo szły, i pakowała je do furgonetek, wywoziła w niewiadome miejsca - relacjonowała w TOK FM posłanka Lewicy Magdalena Biejat.

Działania policji bardzo ostro oceniła posłanka KO Magdalena Filiks. - To była łapanka - stwierdziła w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim. Jej zdaniem w piątek doszło do planowanego działania policji. - Byłam tam, gdy ludzie się właściwie rozchodzili - część szła w stronę ul. Wilczej (tam na komendę odwożono wcześniej zatrzymanych - red.). Wtedy zaczęły się formować kolumny policyjne. Sama wpadłam w panikę, pobiegłam do osoby, która tym kierowała z pytaniem, co się dzieje. Krzyczałam w emocjach, żeby przestali, bo ludzie, którzy w okolicy siedzą na ławkach, jedzą lody, nie wiedzą, co się dzieje. A policja szła kordonem. Rozumiem, że to był moment, kiedy policja dostała rozkaz, żeby wyłapać ileś osób w sytuacji, kiedy tam właściwie nie było protestu i można było kończyć działania, ale potrzeba było osób aresztowanych i dowiezionych na komendę - wspominała w TOK FM. 

Protesty w obronie Margot. Nagranie stołecznej policji

W poniedziałek warszawska policja wobec "nieuczciwego posądzania policjantów Komendy Stołecznej Policji o nadgorliwość" zamieściła na Twitterze film przedstawiający fragmenty interwencji. Widać na nim m.in. mężczyznę siedzącego na samochodzie, który zostaje z niego ściągnięty przez policjantów, słychać okrzyki "j..ać psy", widać siłą usuwanych z ulicy siedzących na ziemi demonstrantów. 

"Przedstawiamy film, którego celem jest zobrazowanie działań z perspektywy "oczu" policjantów. Jego celem nie jest obraza kogokolwiek, a jedynie prezentacja przyczyn naszych działań" - napisano przy poście. 

Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji, tłumaczył m.in. dlaczego funkcjonariusze zatrzymali Margot dopiero na Krakowskim Przedmieściu, a nie wcześniej na ulicy Solec, gdzie chciała oddać się w ręce policji. - Pojawiła się agresja wobec funkcjonariuszy ze strony tłumu. W tym przypadku policjanci nie mieli możliwości w sposób bezpieczny przeprowadzić zatrzymania. Nie dam się przekonać, że tłum zachowywał się spokojnie - mówił.

Rzecznik odniósł się też do zarzutu, że wśród 48 osób zatrzymanych tego dnia przez policję byli przypadkowi świadkowie zdarzeń. - Nie było takich osób. Wszystkie osoby zatrzymane brały czynny udział w zbiegowisku. Dostaję zapytania od dziennikarzy w sprawie mężczyzny, obywatela innego kraju, który miał być tylko i wyłącznie na zakupach. Jeżeli wychodzi się tylko na zakupy, to nie jest się aktywnym uczestnikiem zbiegowiska, a już na pewno nie jest się uczestnikiem czynnej napaści na policjanta. Ten mężczyzna usłyszał dwa zarzuty z dwóch różnych przestępstw - komentował Marczak.

DOSTĘP PREMIUM