Obrońca zatrzymanych na Krakowskim Przedmieściu: W mojej ocenie nie mamy zdarzenia ze zbiegowiskiem

Nie mamy charakteru gwałtowności, zdecydowana większość osób zachowywała się w sposób zupełnie pokojowy, nie przewidywała, że ktokolwiek bierze udział w zamachu na jakąś osobę, ani na czyjeś mienie - tłumaczy Tomasz Wiliński, adwokat.
Zobacz wideo

Tomasz Wiliński - adwokat z adwokackiej spółka Wiliński Legal jest obrońcą trzech osób zatrzymanych po piątkowych protestach na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. W Popołudniu Radia TOK FM mówił, jakie zarzuty mają jego klienci. 

Odniósł się też do stanowiska policji - że wśród osób zatrzymanych nie było przypadkowych przechodniów.

- Zatrzymano turystę z Włoch, który przypadkowo zatrzymał się, obserwując, co się dzieje i znalazł się na policyjnym dołku, osobę, która wracała z zakupami - mówił.

- Jedna z osób, której ja jestem obrońcą, została zatrzymana na przystanku autobusowym. To jest nie w trakcie tych zajść, które miały miejsce. Miała zostać wylegitymowana, nie zdążyła wyciągnąć swojego dowodu osobistego, po czym została obezwładniona i zabrana przez sześciu funkcjonariuszy do radiowozu a następnie wywieziona na tzw. dołek policyjny - dodał. 

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Jeden z jego klientów został też zatrzymany u siebie w domu 8 sierpnia po powrocie z drugiej manifestacji, która odbywała się na placu Defilad. - Bez właściwie żadnego powodu. Ta osoba dzisiaj opuściła dołek policyjny po postawieniu jej zarzutów - opowiadał adwokat Wiliński. 

Dodał też, że wiele zatrzymanych osób zgłaszało, że dochodziło do wielu nieprawidłowości i to różnej natury. - Mówimy nie tylko o popychaniu, ale o niewłaściwym traktowaniu osób już zatrzymanych, o stosowaniu obelg, nazywania w nieprzyzwoity, wulgarny sposób osób zatrzymanych. Dochodziło do naruszania nietykalności cielesnej. - relacjonował. Powiedział, że nie chce powtarzać tych słów, bo budzą jego obrzydzenie, ale "wszystkie wątki z pewnością znajdą się w zażaleniach".

Jeśli chodzi o zarzuty, to większość ma postawiony zarzut udziału w zbiegowisku o charakterze chuligańskim. A dokładnie każda z tych osób niezależnie, gdzie została zatrzymana, ma zarzut udziału w zbiegowisku na Krakowskim Przedmieściu.

Wyjaśnił, że zbiegowisko musi mieć charakter gwałtowny i musi dotyczyć konieczności naruszenie czyjegoś dobra.

- Jeśli chodzi o to zdarzenie, w mojej ocenie nie mamy zdarzenia ze zbiegowiskiem, bo tutaj nie mamy charakteru gwałtowności, zdecydowana większość osób zachowywała się w sposób zupełnie pokojowy, nie przewidywała, że ktokolwiek bierze udziału w zamachu na jakąś osobę, ani na czyjeś mienie - tłumaczył. 

- To był protest, to była demonstracja, to był sprzeciw wobec nie tyle zastosowania tymczasowego aresztowania, ale w stosunku do tego, żeby Margot została umieszczona w areszcie wraz z osobami odmiennej płci. Po drugie pytanie, czy tymczasowe aresztowanie było właściwym środkiem zapobiegawczym, jeśli mówimy o szkodach w wysokości 6 tys. złotych i osobie, która w żaden sposób nie utrudniałaby tego postępowania - kontynuował.

Nazwał zatrzymania "pewnego rodzaju niedozwoloną forma represji". - Wystarczyło wylegitymować te osoby i nawet wezwać na policję, czy do prokuratury w celu przesłuchania i postawienia zarzutów, ale te zatrzymania - podkreślę - bardzo młodych osób, to było pewnego rodzaju represja nieadekwatna do całego zdarzenia - tłumaczył. 

DOSTĘP PREMIUM