Dlaczego furgonetki "Stop pedofilii" mogą legalnie jeździć po ulicach?

Aktywistka LGBT Margot Sz. została zatrzymana za zniszczenie furgonetki Fundacji "PRO - Prawo do życia" i szarpaninę z jej kierowcą. Wielu komentujących zwraca uwagę na to, że stało się to po tym, jak próby legalnego powstrzymania działalności fundacji spełzły na niczym. Dlaczego głoszenie homofobicznych treści przez megafon nie zostało zakazane?
Zobacz wideo

Fundacja "PRO - Prawo do życia", z którą niegdyś związana była Kaja Godek, początkowo prowadziła głównie działalność antyaborcyjną. To właśnie jej zawdzięczamy pojawienie się makabrycznych billboardów ze szczątkami płodów w wielu polskich miastach.

Na początku 2019 r. fundacja postanowiła zająć się również kwestią "seksualizacji dzieci". W ramach akcji o nazwie "Stop Pedofilii" fundacja m.in. dystrybuuje zmanipulowane materiały na temat standardów edukacji seksualnej WHO. Przy okazji atakuje społeczność LGBT, głosząc np., że duży odsetek homoseksualistów ma skłonności pedofilskie.

Najgłośniejszym (nomen omen) elementem akcji są furgonetki, które nadają przez megafony  hasła o "lobby LGBT" chcącym "deprawować nieletnich". Podobne treści znajdują się na plandekach samochodów. Furgonetki pojawiły się na ulicach dużych miast w 2019 i od razu spotkało się to z reakcją organizacji broniących praw osób LGBT.

Jako pierwsze fundację pozwało trójmiejskie stowarzyszenie "Tolerado". Domagało się zakazu rozpowszechniania homofobicznych treści oraz 75 tys. Początkowo wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. 26 września 2019 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku zgodził się na częściowe zabezpieczeniu powództwa "Tolerado".

Najgorsze hasła zniknęły z furgonetek

Zabezpieczenie powództwa to decyzja, którą sąd może wydać jeszcze przed wyrokiem, aby chronić interesy powoda. Najprostszy przykład: jeśli obawiamy się, że nasz dłużnik zdąży pozbyć się majątku zanim zapadnie wyrok, możemy w ramach zabezpieczenia powództwa wnioskować o zajęcie jego nieruchomości.

W tym przypadku jednak zabezpieczenie nie dotyczyło kwestii pieniężnych - "Tolerado" wnioskowało o zatrzymanie homofobicznej propagandy fundacji na czas postępowania. Sąd częściowo się na to zgodził, zakazując rozpowszechniania następujących komunikatów: "Pederaści żyją średnio 20 lat krócej", "Czyny pedofilskie zdarzają się wśród homoseksualistów 20 razy częściej", "Tacy chcą edukować twoje dzieci. Powstrzymaj ich", "70% zachowań na AIDS dotyczy pederastów", "91% dzieci wychowywanych przez lesbijki i 25% wychowywanych przez pederastów jest molestowanych". W uzasadnieniu przyznano, że mogą one utrwalać negatywne stereotypy o osobach LGBT.

Jednocześnie sąd odmówił objęcia zakazem hasła "Czego lobby LGBT chce uczyć dzieci? 4-latki: masturbacji, 6-latki wyrażania zgody na seks, 9-latki pierwszych doświadczeń seksualnych i orgazmu". Dlaczego? "Informacje wskazane na przedmiotowym banerze dotyczące edukacji seksualnej dzieci nie są nieprawdziwe, gdyż pochodzą z matrycy edukacji seksualnej opracowanej przez Biuro Regionalne WHO dla Europy i BZgA. Powszechnie wiadomym jest, że Ruch LGBT jest zwolennikiem wprowadzenia edukacji seksualnej zgodnie ze standardami WHO" - czytamy w uzasadnieniu. Dodatkowo sąd powołał się na prawo do wolności wypowiedzi. Sęk w tym, że przywołane na furgonetkach informacje o rzekomych zamiarach WHO w temacie edukacji nie mają wiele wspólnego z prawdą. Zalecenia mówią o wprowadzaniu pojęć, objaśnianiu ich znaczenia, a nie nauczaniu czterolatków masturbacji. Nie ma też w ogóle mowy o edukowaniu dziewięciolatków w kwestii orgazmu. Hasło na furgonetce zawiera wyjęte z kontekstu i zmanipulowane przekazy, wprowadzające w błąd na temat zaleceń WHO.

Rozczarowujący wyrok

Mimo wszystko był to sukces - Fundacja "PRO - Prawo do życia" musiała usunąć najobrzydliwsze hasła ze swoich internetowych, banerów itd. Ostateczny wyrok sądu był jednak jak kubeł zimnej wody. 15 lipca 2020 r. sąd oddalił powództwo "Tolerado" i nakazał stowarzyszeniu zapłatę wszystkich kosztów postępowania.

Dlaczego tak się stało? Kluczowa jest tu prawna definicja "dóbr osobistych". "Odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych można przypisać wyłączenie w sytuacji, kiedy jest możliwe zidentyfikowanie jednego konkretnego adresata wypowiedzi. Oznacza to, że wypowiedź o charakterze generalnym dotyczącym np. jakiegoś zjawiska, czy niedookreślonej całkowicie zbiorowości ludzkiej nie może być uznana za naruszającą dobra osobiste jednostki" - takie argumenty sądu przywołali prawnicy Ordo Iuris, którzy reprezentowali "PRO - Prawo do życia".

Z tego, że "dobra osobiste" są rozumiane jako coś indywidualnego i prywatnego, wynika również zdaniem sądu, że stowarzyszenie nie może walczyć z ich naruszaniem "w imieniu bliżej niesprecyzowanej grupy osób nieheteroseksualnych". 

"Tolerado" ma oczywiście zamiar odwoływać się od wyroku, ale może być ciężko. Zwłaszcza, że w polskim prawie nie istnieje kategoria mowy nienawiści, czyli - według definicji Rady Europy - "wypowiedzi, które szerzą, propagują i usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm oraz inne formy nietolerancji".

Mamy, co prawda, mało precyzyjny przepis zabraniający nawoływania do nienawiści, jednak karze podlega tylko nawoływanie do nienawiści "na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość". Ani słowa o orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej.

Zatem gdy Margot siedzi w areszcie, a osoby, które demonstrowały z nią solidarność (a także przypadkowi przechodnie) mają postawione zarzuty, Fundacja "PRO - Prawo do życia" nadal może zupełnie legalnie szerzyć homofobię i wysyłać w miasto swoje furgonetki.

DOSTĘP PREMIUM