Furgonetka z homofobicznymi hasłami w Poznaniu długo nie pojeździła. Policja zatrzymała samochód

Pierwszego dnia jeżdżenia po Poznaniu zatrzymano furgonetkę z homofobicznymi hasłami. Policja zdecydowała, że samochód dalej nie pojedzie z powodu usterek. Z informacji "Wyborczej" wynika, że "furgonetka miała uszkodzoną przednią lampę, a tablica rejestracyjna była zdemontowana i leżała przed kierowcą, na podszybiu".
Zobacz wideo

Furgonetki z homofobicznymi hasłami, które pojawiły się w kilku polskich miastach, to dzieło fundacji Pro - Prawo do życia. Wczoraj, w poniedziałek 17 sierpnia, odbył się inauguracyjny kurs samochodu po stolicy Wielkopolski. Furgonetka, jak informuje "Wyborcza", długo ulicami Poznania nie jeździła.

"Furgonetka ruszyła po godz. 13, ale nie jeździła zbyt długo. Przed godz. 15 policjanci zatrzymali ją na parkingu przed kościołem na poznańskim Górczynie. Jak ustaliła "Wyborcza", przedstawiciel fundacji Pro - Prawo do życia próbował zgłosić w poznańskim urzędzie miasta objazdowe zgromadzenie. Podał trasę, po której chce jeździć furgonetką. Prawdopodobnie w ten sposób chciał zalegalizować używanie nagłośnienia - furgonetka ma głośniki, z których płyną homofobiczne hasła. Policja mogłaby uznać to za zakłócanie porządku, tymczasem podczas zgromadzeń takich jak marsze czy demonstracje można używać nagłośnienia legalnie. Według naszych informacji poznańscy urzędnicy odmówili przyjęcia zgłoszenia, bo w zgromadzeniu miała brać udział tylko jedna osoba. Urzędnicy mieli uznać, że jednoosobowy przejazd furgonetką nie jest żadnym zgromadzeniem" - czytamy.

Policja, która zatrzymała samochód z homofobicznymi hasłami, sprawdziła stan auta. I nie wydała zgody na dalszą jazdę.

"- Pojazd ma drobne uszkodzenia, które uniemożliwiają mu wyjazd na ulicę. Kierowca stwierdził, że je naprawi. Jeśli tak się stanie, będzie mógł wyjechać na ulice - mówił w poniedziałek po południu rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że furgonetka miała uszkodzoną przednią lampę, a tablica rejestracyjna była zdemontowana i leżała przed kierowcą, na podszybiu" - poinformowała "Wyborcza".

DOSTĘP PREMIUM