Powrót uczniów do szkół. Dr Grzesiowski: Za chwilę możemy mieć nie 900, a 1900 nowych przypadków koronawirusa dziennie

Za osiem dni rozpoczęcie nowego roku szkolnego, w większości szkół w zaczną się lekcje. - Są poważne wątpliwości, czy taki nieskoordynowany powrót dzieci do szkół nie spowoduje masywnego wzrostu liczby zachorowań. Dane z innych krajów wskazują, że ten skok będzie, choć jest pytanie, jak będzie wysoki i czym się skończy - mówił w TOK FM dr Paweł Grzesiowski.
Zobacz wideo

1 września rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Zdaniem MEN – mimo rosnącej liczby nowych przypadków koronawirusa (w miniony piątek padł rekord - 903 nowe zakażenia) – większość uczniów ma wrócić do normalnej edukacji. Uczniowie na lekcjach nie będą musieli nosić maseczek, nie przewidziano też testów na koronawirusa dla nauczycieli. Jednak co do wytycznych resortu jest sporo wątpliwości. Nie wiadomo nawet, jaka temperatura spowoduje odesłanie dziecka do domu. Wytyczne krytykuje też Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Jak przyznał w TOK FM immunolog dr Paweł Grzesiowski, problem jest poważny. – Szerszy niż tylko sama organizacja nauki. Są poważne wątpliwości, czy taki nieskoordynowany powrót dzieci do szkół nie spowoduje masywnego wzrostu liczby zachorowań. Dane z innych krajów wskazują, że ten skok będzie, choć jest pytanie, jak będzie wysoki i czym się skończy – mówił prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń.

Chcesz posłuchać, a nie masz Premium? Podcasty możesz odblokować już za 5 zł

Podkreślał, że choć dzieci zazwyczaj dość łagodnie przechodzą Covid-19, to jednak mogą intensywnie zarażać koronawirusem. – Za chwilę możemy zobaczyć, że będzie nie 900 przypadków dziennie, tylko 1900. A to może być poważny problem, który będzie skutkował zamykaniem szkół – ocenił lekarz.

Zdaniem nauczycieli cała odpowiedzialność za organizację pracy placówek i kwestie bezpieczeństwa spada na ich dyrekcje. Według dr. Grzesiowskiego to, że decyzyjność jest na poziomie lokalnym to dobrze, ale pod jednym warunkiem. – Potrzebne są jasne kryteria ustalone centralnie, żeby nie było żadnych wątpliwości. To jest największa bolączka, że zaproponowane opcje są fakultatywne, ktoś może, ale nie musi – wskazywał gość TOK FM.

W jego opinii nauka w nowym roku szkolnym powinna być organizowana w niezwykle elastyczny sposób. – Wszystko trzeba dostosować do bazy. Są szkoły, gdzie powierzchnia i liczba uczniów umożliwia dystansowanie się czy robienie przerw o różnych porach. Jednak są też placówki z taką liczbą uczniów, gdzie nie da się tego zrobić. Tam powinno się myśleć o nauce hybrydowej, czyli część uczniów w klasach, a reszta w domu. Bo tylko wtedy da się wprowadzić w życie ograniczenia – radził ekspert. Dodawał, że taka szczegółowa analiza jest niezbędna. – Może się okazać, że w powiatach czerwonych (oznaczenie resortu zdrowia dla tych miejsc, gdzie przypadków zakażeń jest najwięcej i gdzie panują najsilniejsze obostrzenia-red.) nauki w szkołach nie powinno być. Tam jest przecież dużo nowych przypadków, a dzieci będą tylko nasilać ten stan – ocenił gość Poranka Radia TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM