"Coś, co wymyka się wyobraźni, trzeba opisać narzędziami, które mamy na co dzień". O fenomenie kartek z obozu śmierci

Tuż po II wojnie światowej nie widziano nic złego w wysyłaniu sobie beztroskich pozdrowień z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. - Coś, co wymyka się wyobraźni, na koniec trzeba opisać tymi samymi narzędziami, które mamy na co dzień. Pocztówki były i będą. Te często banalne pozdrowienia to kolejny wymiar oddzielania się ludzi od tego okropieństwa - wyjaśniał gość audycji "Ciemne miejsca" Paweł Szypulski.
Zobacz wideo

Książka Pawła Szypulskiego pt. "Pozdrowienia z Auschwitz" składa się z reprodukcji pocztówek wysyłanych z obozu Auschwitz-Birkenau wraz z wiadomościami pisanymi na ich odwrocie. Najstarszą z nich jest kartka pocztowa wysłana w roku 1946, rok po wyzwoleniu obozu. Tuż po II wojnie światowej nie widziano nic złego w wysyłaniu sobie beztroskich pozdrowień z tego miejsca.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

– Uderzające jest to, że niemal wszystkie kartki, po drugiej stronie, na której się pisze, są zwyczajne. Jakby te wizyty w Auschwitz to była zwykła codzienność. Ktoś tęskni, ktoś inny pozdrawia. Pojawiają się też – z dzisiejszej perspektywy – makabryczne żarty językowe, np.: "Transport gorących pozdrowień z Oświęcimia, z szumem letniego wiatru, zasyła siostra Cześka". A z przodu zdjęcie bloku śmierci z obozu – opowiadał Szypulski.

Choć pocztówki obecnie wyglądają dość przerażająco, to są świadectwem tego, że niezależnie co wydarzy się na świecie, to ludzie mają ciągle ten sam język, którymi muszą przekazać swoje doświadczenia. – Coś, co wymyka się wyobraźni, na koniec trzeba opisać tymi samymi narzędziami, które mamy na co dzień. Pocztówki były i będą. Te często banalne pozdrowienia to kolejny wymiar oddzielania się ludzi od tego okropieństwa – wyjaśniał gość audycji "Ciemne miejsca”.

Zdjęcia, których użyto do kartek pocztowych, są schludne i sprawiają wrażenie, że obóz był sterylnym miejscem. A to może zwodzić na manowce. – To była taka wizualna fikcja. Na zdjęciach baraki otoczone są trawnikami, a świadectwa ocalałych są takie, że zazwyczaj musieli przedzierać się przez błoto.  Te schludne, dobrze wykonane obrazy, to kolejny wymiar obrazu obozu, który tworzą sobie ludzie – ocenił Szypulski.

Kolekcjoner pocztówek z Auschwitz wskazywał, że nasz język nigdy nie będzie do końca adekwatny, żeby oddać dramaturgię tego, co wydarzyło się w obozie. – Zawsze powinniśmy czuć się z tym niewygodnie. Jeśli pojawi się komfort, bo upamiętnimy coś pomnikiem czy milczeniem, to to powinien być dla nas sygnał do niepokoju. Nie ma adekwatnych sposobów oddania cierpienia, zawsze będziemy trochę niestosowni wobec tego, co się stało. Ale ten trud trzeba podejmować – mówił gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM