Margot opuściła areszt. "O godzinie 18:00 wyszła z budynku - wolna"

Aktywistka LGBT Małgorzata S., znana pod pseudomimem Margot, opuściła dziś areszt - przekazał reporterce TVN jej pełnomocnik prof. Piotr Girdwoyń
Zobacz wideo

Jak dowiedziała się PAP ze źródeł zbliżonych do sprawy, sąd uchylając w piątek areszt tymczasowy, zdecydował o zastosowaniu wobec aktywistki dozoru policji, poręczenia majątkowego w kwocie 7 tys. zł i o przyjęciu poręczenia przez trzy osoby godne zaufania. Orzeczenie sądu jest natychmiast wykonalne.

Poręczenia dla Margot podpisało łącznie 12 osób - duchownych, profesorów, artystów oraz dawnych opozycjonistów. Za aktywistkę poręczyli m.in. ks. Adam Boniecki, aktorka Maja Komorowska oraz naczelny rabin Polski Michael Schudrich.

"Sąd odwoławczy w Warszawie zwolnił Margot z aresztu tymczasowego. Areszt nie jest karą, tylko ostatecznym środkiem zapobiegawczym! Halo, panie Ziobro, pora się obudzić!" - napisał na Twitterze Krzysztof Śmiszek, poseł Lewicy. 

Relację spod sądu zamieścił na swoim profilu na Facebooku Anarchistyczny Czarny Krzyż.

"Posiedzenie sądu zaplanowane było na godzinę 14:00, jednak już dużo wcześniej duże siły policyjne patrolowały rejon wokół budynku, legitymując wiele osób, które zwyczajnie przechodziły pod sądem lub ulicą Ogrodową. O godzinie 18:00 Margot wyszła z budynku - wolna. Odtąd Margot będzie brała udział w postępowaniu z „wolnej stopy”, jednak nadal obowiązuje ją dozór policyjny 3 razy w tygodniu" - napisano.

 Za co była aresztowana Margot?

27 czerwca Margot wraz z kilkoma innymi osobami miała zatrzymać i zniszczyła furgonetkę Fundacji Pro - Prawo do Życia. Pojazd od dłuższego czasu jeździ po Warszawie, nadają przez megafon hasła o "lobby LGBT" chcącym "deprawować nieletnich". Homofobiczne treści znajdują się również na plandece furgonetki.

Prokuratura zarzuciła aktywistce, że "wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami uszkodziła samochód marki renault master poprzez przecięcie opon, pocięcie plandeki, urwanie lusterka, oderwanie tablicy rejestracyjnej, uszkodzenie kamery cofania oraz pobrudzenie pojazdu farbą". Łączna wartość strat - jak poinformowała prokuratura - wyniosła ponad 6 tys. zł na szkodę Fundacji Pro - Prawo do Życia. 

Margot zarzucono również, że w trakcie zajścia przewróciła kierowcę furgonetki Łukasza K. na chodnik."Zarzut obejmuje także stosowanie przemocy polegającej na szarpaniu i popychaniu Łukasza K. w celu zmuszenia pokrzywdzonego do zaprzestania nagrywania przebiegu zdarzenia" - informowała prokuratura.

W połowie lipca zgodnie z decyzją sądu wobec Małgorzaty Sz. zastosowano policyjny dozór i poręczenie w kwocie 7 tys. zł. Na początku sierpnia uwzględniając zażalenie prokuratury, sąd zastosował dwumiesięczny areszt tymczasowy, który teraz został uchylony.

Protesty po zatrzymaniu Margot

Decyzja o areszcie dla Margot zapadła 7 sierpnia i tego samego dnia aktywistka miała zostać doprowadzona do aresztu. Na wieść o postanowieniu sądu, pod siedzibą Kampanii Przeciw Homofobii, gdzie przebywała Margot, zebrała się grupa osób, aby okazać jej wsparcie.

Gdy pod budynek przyjechały radiowozy, Margot dobrowolnie wyszła i chciała oddać się w ręce policji. Policjanci nie chcieli jej jednak zatrzymać. Odjechali, a zgromadzeni pod KPH postanowili przejść na Krakowskie Przedmieście.

Tam pojawił się nieoznakowany samochód, z którego wysiedli policjanci i aresztowali Margot. Tłum zablokował mu drogę, kilka osób weszło na samochód, którym przewożona była Margot. W pewnym momencie policja zaczęła brutalnie rozpędzać zgromadzenie. 

"Zostałem uderzony i powalony na ziemię przez policjantów. Uderzona została też posłanka Magdalena Filiks. Policja użyła przemocy wobec protestujących na Krakowskim Przedmieściu" - napisał na Twitterze reporter Radia Zet Maciej Sztykiel. Jak podkreślił, na miejscu nie było ani jednego negocjatora policji oraz ani jednego wezwania do rozejścia się. 

Zatrzymani protestujący zostali rozwiezieni po warszawskich komendach. Zebrali się pod nimi aktywiści, a także m.in. członkowie rodzin zatrzymanych, którzy bezskutecznie usiłowali uzyskać informację o tym, gdzie znajdują się ich bliscy. Wtedy doszło do kolejnej fali zatrzymań. Łącznie "na dołku" znalazło się 48 osób, wśród nich takie, które nawet nie brały udziału w protestach, m.in. turysta z Włoch i przechodzień, który wracał akurat ze sklepu z siatką zakupów.

Zarówno działania policji 7 sierpnia, jak i sam areszt dla Margot spotkały się z szeroką krytyką. Prawnicy wskazywali, że decyzja o areszcie jest zupełnie nieuzasadniona, a środek zapobiegawczy jest niewspółmierny do czynów, które zarzuca się aktywistce. Zatrzymani protestujący opowiadali, że przewożono ich z komisariatu na komisariat nie informując, gdzie są i udaremniając kontakt z prawnikami i rodziną. Wielu skarżyło się na agresję słowną i fizyczną policjantów, a jedna transpłciowa aktywistka miała być na komendzie molestowana pod pozorem przeszukania.

O uwolnienie Margot apelowała m.in. komisarz Rady Europy Dunja Mijatović. "Wzywam do natychmiastowego uwolnienia Margot z 'Stop Bzdurom' aresztowanej wczoraj za blokowanie furgonetki nawołującej do hejtu wobec osób LGBT i wieszanie tęczowych flag na pomnikach w Warszawie. 2 miesiące aresztu to bardzo zły znak dla Wolności Słowa i praw osób LGBT w Polsce" - napisała Mijatović na Twitterze. 

DOSTĘP PREMIUM