Ekspertka: Odroczenie roku szkolnego byłoby zasadne. Szkoły to wesela razy 500

- Resort edukacji zmarnował bardzo dużo czasu. Już w marcu było wiadomo, że czeka nas druga fala epidemii. Od tego momentu powinno się sukcesywnie przygotowywać szkoły do powrotu. Jednak MEN nie posłuchał ekspertów - mówiła w TOK FM Iga Kazimierczyk z Fundacji Przestrzeń dla Edukacji.
Zobacz wideo

Po niemal czterech miesiącach nauki zdalnej i dwóch miesiącach wakacji we wtorek uczniowie i nauczyciele wrócą do tradycyjnych lekcji. W szkołach trwają ostatnie przygotowania. Dyrektorzy - zgodnie z wytycznymi - musieli przygotować szkoły na rozpoczęcie roku szkolnego. Jak zaznaczała w TOK FM Iga Kazimierczyk z Fundacji Przestrzeń dla Edukacji powrót do szkoły jest uczniom potrzebny. – Dla nich rówieśnicy, kontekst społeczny i relacje są często bardziej istotnym motywatorem rozwoju, niż to, co się dzieje na lekcjach. Badania też jasno pokazują, że zarówno uczniowie, jak i nauczyciele są przemęczeni cyfrowo – wskazywała ekspertka.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Jednocześnie podkreślała, że wytyczne przygotowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej nie są wystarczające. – Resort zmarnował bardzo dużo czasu. Już w marcu było wiadomo, że czeka nas druga fala epidemii. Od tego momentu powinno się sukcesywnie przygotowywać szkoły do powrotu. Jednak MEN nie posłuchał ekspertów, którzy jasno radzili, żeby inaczej organizować naukę – mówiła Kazimierczyk.

TRWA SPECJALNY PORANEK TOK FM O EDUKACJI! OGLĄDAJ NA TOKFM.PL I FACEBOOKU!

Jednym z takich pomysłów było odroczenie rozpoczęcia roku szkolnego przynajmniej o dwa tygodnie. Jak wskazywała ekspertka, według naukowców z PAN czy z Centrum Modelowania Matematycznego takie rozwiązanie byłoby zasadne. – Te dwa tygodnie ekstra można byłoby potraktować jako kwarantannę dla uczniów, którzy wracają z wakacji. Pamiętajmy, że szkoła to takie wesele razy 500. W dużych placówkach jest często ponad 1000 uczniów i często nie ma możliwości zorganizowania np. innych ścieżek komunikacji. Możemy doprowadzić do sytuacji, że trudno będzie rozróżnić sezonowe infekcje od koronawirusa – oceniła gościni TOK FM.

Dodała, że dyrektorzy szkół we własnym zakresie starali się przygotować do nauki w czasie pandemii. – Ćwiczone są różne scenariusze. Wydaje się, że problem jest mniej skomplikowany w mniejszych placówkach. Są pomysły pracy w bańkach, czyli grupach, które nie będą się ze sobą kontaktować. Poważnym problemem są jednak właśnie te duże szkoły. W tym przypadku będzie to rozpoznanie bojem. W mniejszych placówkach łatwiej przeciwdziałać zakażeniom, dzięki wytycznym, natomiast w większych oddziałach to będzie eksperyment – ubolewała Kazimierczyk.

DOSTĘP PREMIUM