Kontrowersyjny pomysł szkoły w Krakowie. Rodzic w związku z koronawirusem... nie będzie wnosił skarg i zażaleń

Rodzice w jednej z krakowskich szkół dostali do wypełnienia kilka COVID-owych oświadczeń w związku z początkiem roku szkolnego. Wśród nich jest deklaracja, że w przypadku zakażenia koronawirusem, nie będzie skarg i zażaleń.
Zobacz wideo

Pani Ewa (imię zmienione), mama ucznia z Zespołu Szkół Ogólnokształcących Integracyjnych nr 7 w Krakowie, dostała zestaw oświadczeń do podpisania przez oboje rodziców. Między innymi o stanie zdrowia dziecka, o zgodzie na mierzenie dziecku temperatury, czy o odbieraniu ucznia ze szkoły.

Chcesz posłuchać, a nie masz Premium? Podcasty możesz odblokować już za 5 zł

W zestawie znalazło się też coś, co mamę zaskoczyło - oświadczenie o pobycie dziecka w szkole. "Oświadczam, że oddając dziecko pod opiekę szkoły działającej w czasie stanu pandemii COVID19: jestem świadomy/świadoma istnienia licznych czynników ryzyka grożących zarażeniem się COVID 19 a) dziecku; b) rodzicom/ opiekunom; c) innym domownikom i w przypadku zachorowania nie będę wnosił skarg i zażaleń".

Kontrowersyjne oświadczenie

- Ja tego oświadczenia nie podpiszę. Zrobię tam uwagę, że tego jednego punktu nie podpisuję, ponieważ to jest niezgodne z prawem - mówi pani Ewa. - Skoro szkoła zrzeka się swoich zadań opiekuńczych, to ja zrzekam się oddania mojego dziecka do szkoły. Co mi zrobią? Nie mam pojęcia, bo sądzę, że nie będę jedynym rodzicem, który tego nie podpisze - tłumaczy nasza rozmówczyni.

Inny z rodziców: Treść tego oświadczenia jest absurdalna i niedorzeczna. A sformułowanie "skargi i zażalenia" to pamiętamy z czasów PRL-u, a nie z dzisiejszej, współczesnej szkoły.

"Nie ma podstaw prawnych"

Zdaniem Macieja Sokołowskiego, radcy prawnego, który specjalizuje się m.in. w prawie oświatowym, wymaganie tego typu oświadczeń od rodziców nie powinno mieć miejsca. Szkoły prawdopodobnie próbują się w ten sposób chronić przed odpowiedzialnością, ale takie działanie nie ma podstaw prawnych. - Takie oświadczenie jest nieskuteczne. Może być złożone, może być podpisane przez rodzica, ale tak naprawdę nie wywołuje żadnych skutków. Nie ogranicza i nie wyłącza odpowiedzialności osób czy podmiotów, które powinny odpowiadać z tego tytułu - mówi prawnik.

W jego ocenie, chodzi prawdopodobnie o to, by prewencyjnie zapobiec sytuacji, w której rodzicowi przyszłoby do głowy doszukiwać się odpowiedzialności za jakąś koronawirusową sytuację u dyrektora szkoły czy organu prowadzącego. - Szkoły, przedszkola i żłobki nie mogą wymagać od rodziców podpisywania oświadczeń, na mocy których rodzice braliby na siebie pełną odpowiedzialność za infekcje spowodowane koronawirusem. Powód tego jest prosty - rodzice nie mogą wziąć na siebie odpowiedzialności za coś, na co konkretnie nie mają wpływu - mówi dr Iga Kazimierczyk, prezeska fundacji "Przestrzeń dla edukacji".

Jak dodaje, to nie pierwsze tego typu oświadczenie, z którym w związku z pandemią w ostatnim czasie się spotyka. Tego typu dokumenty do podpisu trafiają do rodziców także w innych szkołach. - Oczywiście, szkoła może wymagać od rodziców podpisywania oświadczeń, w których stwierdzają, że wiedzą, że na tę chorobę nie ma szczepionki czy że zobowiązują się do tego, że będą przyprowadzać do placówki tylko zdrowe dzieci. Natomiast podpisywanie oświadczeń, że rodzic bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne zachorowanie w ogóle nie powinno mieć miejsca, ponieważ z mocy prawa jest nieważne - mówi Iga Kazimierczyk.

Oświadczenie o skargach i zażaleniach to jednak nie wszystko

Wśród oświadczeń, które dostają do podpisania rodzice uczniów z krakowskiej siódemki, jest jeszcze jeden "kwiatek": "Oświadczam, że jestem świadomy/a odpowiedzialności za podanie nieprawdziwych danych, w tym odpowiedzialności karnej na podstawie art. 233 § 1 Kodeksu karnego". - To również jest nieskuteczne. O takiej odpowiedzialności karnej można byłoby mówić tylko w sytuacji, gdyby chodziło o zeznania składane w konkretnym postępowaniu, na przykład sądowym. Tu o takiej sytuacji nie ma mowy. Według mnie, nawet samo podsuwanie rodzicom tego typu oświadczeń jest nieakceptowalne. Myślę, że jest to podstawa do zainterweniowania u organu prowadzącego szkołę - mówi mecenas Sokołowski. 

Chcieliśmy wyjaśnić, skąd pomysł na takie oświadczenia i jaki jest ich cel. Dyrekcja szkoły nie odpowiedziała jednak na nasze pytania w tej sprawie. Wysłaliśmy również zapytanie do Ministerstwa Edukacji Narodowej, jak ono odnosi się do tego tematu - czekamy na odpowiedź.

- Dawanie takich oświadczeń rodzicom jest formą obrony przed odpowiedzialnością. Dyrektorzy, nauczyciele wiedzą, że może być różnie, że zakażenia to pewnie kwestia czasu. Chcą, by rodzice podpisywali, że nie będą mieć w związku z tym pretensji. A że dyrektorzy nie są prawnikami, nie wiedzą, że choćby mieli tysiąc takich oświadczeń, to z odpowiedzialności ich to nie zwolni - mówi nam prawnik, rodzic ucznia z jednej ze szkół podstawowych (dostał podobne oświadczenie; nie podpisze).

DOSTĘP PREMIUM