Margot: "Areszt nie zrobił na mnie wrażenia. Jak większość osób LGBT, spotykałam się z większym hardkorem na ulicy"

- Prawdziwi bandyci i mordercy nie siedzą w więzieniach, bo mają mundury lub garnitury - mówiła aktywistka LGBT Małgorzata "Margot" Szutowicz w TOK FM. Aktywistka "Stop Bzdurom" opowiadała Pawłowi Sulikowi m.in. o tym, jak doszło do ataku na furgonetkę z homofobicznymi hasłami i jak wyglądał jej pobyt w areszcie.
Zobacz wideo

27 czerwca Margot wraz z kilkoma innymi osobami zatrzymała furgonetkę Fundacji Pro - Prawo do Życia. Pojazd od dłuższego czasu jeździ po Warszawie, nadając przez megafon hasła o "lobby LGBT" chcącym "deprawować nieletnich". Homofobiczne treści znajdują się również na plandece furgonetki.

Margot już wcześniej blokowała przejazdy furgonetki, a w ramach kolektywu "Stop Bzdurom" starała się prostować nieprawdziwe informacje rozpowszechniane przez fundację. Tym razem jednak na blokadzie się nie skończyło - furgonetka została zniszczona (m.in. oderwano jej lusterko i tablicę rejestracyjną oraz pocięto opony i plandekę), a jej kierowca poturbowany . Margot usłyszała zarzuty prokuratorskie i trafiła do aresztu śledczego, który opuściła w zeszły piątek. 

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

O szczegółach zajścia rozmawiał dziś z aktywistką Paweł Sulik w TOK FM. - Czy to był spontaniczny odruch, czy zaplanowana akcja? - zapytał 

- Żadne z tych dwóch, ale zdecydowanie bliżej pierwszemu. Ciężko mówić o "spontanicznym odruchu" w przypadku czegoś, z czym mierzymy się już kolejny rok, czemu nie jesteśmy w stanie zapobiec za pomocą środków prawnych. Trudno mówić o spontaniczności, gdy jesteśmy już tak zmęczone i przyzwyczajone do tej krzywdy, która ma miejsce non stop - stwierdziła Margot.

Zapewniła jednocześnie, że atak na ciężarówkę nie był planowany z wyprzedzeniem. Wcześniej zatrzymywałyśmy te ciężarówki kilkanaście razy - i to owszem było mniej lub bardziej przemyślane. Choć czasem spontaniczne, bo nigdy nie wiesz, kiedy przejedzie obok ciebie ciężarówka, która mówi, że geje będą gwałcić twoje dzieci - powiedziała.

Same wydarzenia, które rozegrały się 27 czerwca wspomina tak: - Wracałam akurat od chłopaka i zauważyłam, że ta ciężarówka zatrzymała się mi pod chatą. Nie miałam pojęcia, co robić. Wyszłam na środek jezdni i pomyślałam, że tak strasznie mi się dzisiaj nie chce. Miałam ochotę spędzić czas z przyjaciółmi, na zjedzenie czegoś dobrego, wychillowanie... A wuje mi się zatrzymały pod domem. Więc wyszłam na ulicę, rozwiązałam sobie buty i pomyślałam, że może zanim je zawiążę, to coś wymyślę.

I co było dalej? - dopytywał Sulik. - Wszystko potoczyło się samo. Okazało się, że wokół było dużo ludzi, którzy nie są obojętni na krzywdę osób queerowych. Więc wyszli sąsiedzi i sąsiadki, wyszła społeczność anarchistyczna, która nie boi się konfrontować ze złem - odpowiedziała Margot.

Paweł Sulik, starając się podsumować doświadczenia Margot, stwierdził, że musiała nią kierować "emocja, która jest nie do okiełznania". Aktywistka przerwała mu jednak. - Strasznie nie lubię tej opowieści o "reagowaniu emocjonalnie". To bardzo bliskie opowieściom o jakiejś histeryczności, niepanowaniu nad sobą itd. A piekło osób LGBT jest czymś tak powszechnym w Polsce, że naprawdę niewielu osobom to jeszcze podnosi ciśnienie, gdy spotykają się z jakimś nowym jego objawem - zauważyła gorzko. Dodała, że w tym momencie jest "po prostu zmęczona", ale "ma w sobie spokój".

Margot stwierdziła, że nawet zatrzymanie przez policję i areszt "nie zrobiły na niej wrażenia". - Jak większość osób LGBT, spotykałam się już z o wiele większym hardkorem na ulicy, ze strony funkcjonariuszy policji i polityków. Więc sytuacja, gdy jestem za kratami i mam w zasadzie gwarantowane, że przez dłuższy czas nie zobaczę żadnego policjanta, który będzie stosował wobec mnie przemoc, bo akurat ma taką ochotę, nie wzbudza napięcia - wyjaśniła aktywistka.

- To dość wyświechtana myśl, ale prawdziwi bandyci i mordercy nie siedzą w więzieniach, bo mają mundury lub garnitury - dodała.

Margot zapewniła, że nie czuła zagrożenia ze strony innych osadzonych. Wspomniała, że w areszcie rozpoznano ją dość szybko, ale "koledzy rozmawiali z nią normalnie, o tym, co się działo na dołku itp."

DOSTĘP PREMIUM