To nie Covid, tylko alergia. Rodzice chcą zaświadczeń od lekarzy, że ich dzieci nie mają koronawirusa

Do lekarzy rodzinnych coraz częściej zgłaszają się rodzice z prośbą o wystawienie zaświadczenia, że ich dziecko nie ma koronawirusa. Kaszle lub kicha, bo na przykład ma alergię. - Takie zaświadczenia nie mają sensu - słyszymy od medyków.
Zobacz wideo

Lekarze w wielu miejscach Polski są zasypywani prośbami o wydanie zaświadczeń. Jedni rodzice występują o taki dokument z własnej inicjatywy. Chcą - w razie zastrzeżeń szkoły czy przedszkola dotyczących stanu zdrowia dziecka - móc pokazać zaświadczenie. Inni zgłaszają się po druk od lekarza, bo dostają takie polecenie bezpośrednio od nauczycieli.

"Rodzice, dyrektorzy, pomyślcie... Co Wam dają te zaświadczenia? Gwarancję? Czego? Jaki to ma sens?" - pyta na Twitterze prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, krajowy konsultant do spraw medycyny rodzinnej.

Lekarz rodzinny dr Aleksander Biesiada (do którego też zgłaszają się rodzice z prośbą o zaświadczenia) podkreśla, że to złudne poczucie bezpieczeństwa dla rodziców, nauczycieli i dla dyrektorów szkół. Według niego takie zaświadczenia nie mają sensu. - Dają złudne poczucie bezpieczeństwa podczas, gdy dla każdego rodzica jest chyba oczywiste, że zarówno dziecko, które ma alergię i z tego powodu ma katar - może mieć też katar infekcyjny, a dla dziecka, które ma astmę i z tego powodu kaszle - może mieć też kaszel z powodu infekcji. Dajmy szansę wypowiedzieć się rodzicom w pierwszej kolejności. To rodzic widzi u swojego dziecka, które ma astmę albo alergię, zmianę charakteru kaszlu czy kataru, widzi inne objawy, które go niepokoją i zgłasza się z tym do lekarza - mówi dr Biesiada.

Dodaje, że zaświadczenie wystawione rano - po południu może nie mieć żadnej wartości, bo uczeń po prostu złapie infekcję. Tymczasem rodzice, występujący o tego typu dokumenty, zajmują kolejkę innym, często poważnie chorym pacjentom.

Zaświadczenia mają również inny wymiar. Część rodziców zgłasza się po dokumenty, bo chcą, by ich dziecko - ze względów zdrowotnych - mogło mieć nauczanie zdalne. Dr Tomasz Bałys przyznaje, że takich próśb ma po kilka każdego dnia. Dotyczą dzieci z chorobami przewlekłymi - rodzice ze względów bezpieczeństwa wolą je zostawić w domu. - Wydajemy takie zaświadczenia. Chodzi zwłaszcza o dzieci, które mają obniżoną odporność, dla których każda infekcja mogłaby stanowić zagrożenie - mówi dr Bałys. - Ale mam informacje od rodziców, że nie jest łatwo takie zdalne nauczanie uzyskać - dodaje nasz rozmówca.

DOSTĘP PREMIUM