Policja tłumaczy się z interwencji wobec mężczyzny z hulajnogą. Nagranie trafiło do internetu

Policja opublikowała na Twitterze wyjaśnienia dotyczące głośnej interwencji w Jeleniej Górze. Mężczyzna - na oczach dzieci - został wyprowadzony z autobusu, powalony na chodnik i skuty kajdankami.
Zobacz wideo

Cała sytuacja miała miejsce w niedzielę wieczorem na ul. Wojska Polskiego w Jeleniej Górze. Mężczyzna znajdował się w autobusie z elektryczną hulajnogą. Nie chciał opuścić pojazdu, więc kierowca wezwał policyjny patrol. Film przedstawiający fragment zajścia trafił do internetu.

"Informuję pana po raz ostatni, bo nie będę z panem dyskutował. Albo pan zacznie wykonywać moje polecenia i z hulajnogą opuści autobus, albo użyję wobec pana środków przymusu bezpośredniego. Proszę wziąć hulajnogę i wysiąść" - zwrócił się do mężczyzny jeden z funkcjonariuszy. "Nie. Mogę zadać pytanie?" - odpowiedział mężczyzna. "Nie proszę pana" - odpowiedział policjant.

Następnie dwóch funkcjonariuszy obezwładniło mężczyznę, wyprowadziło go siłą z autobusu, a na przystanku autobusowym położyło na ziemię i założyło kajdanki. Świadkami całej sytuacji były dzieci - dwie córki mężczyzny i koleżanka jednej z nich. "Tato, tatusiu" - wołały córki. Słychać było przeraźliwy krzyk i rozpaczliwy płacz dzieci.

"Dzwoń do mamy!" - krzyknęła jedna z dziewczynek. Dzieci próbował uspokoić mężczyzna, prawdopodobnie kierowca autobusu. "Ale co się dzieje! Ale co się z nim stało" - chciała wiedzieć druga z dziewczynek. "Nic. Skują go i zabiorą go" - rzucił ten mężczyzna. "Ale gdzie?" - dzieci nie rozumiały całego zajścia. "Na komendę pewnie" - wyjaśnił. Następnie, przy nieustającym krzyku dzieci, widać, jak policjanci prowadzą skutego mężczyznę do radiowozu. Jedno z dzieci informuje, że nagrało całe zdarzenie.

"Ktoś oszalał! Składam interpelacje MSWiA o celowość takich akcji" napisał na Twitterze poseł Dariusz Joński udostępniając film.

"Kiedyś, w czasach CBŚ, nawet największych bandytów nie zatrzymywaliśmy przy dzieciach! Właśnie z uwagi na dobro niewinnych dzieci i ryzyko późniejszej traumy" - skomentował z kolei Paweł Wojtunik, były szef CBA.

Poseł KO Robert Kropiwnicki ocenił na konferencji prasowej w Sejmie, że interwencja policjantów była brutalna i nieproporcjonalna do zagrożenia. - To jest absolutnie niedopuszczalne i nieproporcjonalne zachowanie policji. To się wpisuje w dramatyczny serial brutalizacji polskiej policji i działań absolutnie liczących na bezkarność, na to, że będzie przyzwolenie na nadmiernie używanie siły przez Policję w stosunku do obywateli - powiedział Kropiwnicki.

Według niego zdarzenie w Jeleniej Górze pokazuje "jak bardzo polska Policja idzie na brutalność i na walkę z polskim społeczeństwem". -Będziemy kategorycznie domagali się wyjaśnień od Komendanta Głównego Policji, żeby opisał całą tę sytuację i wyciągnął konsekwencje w stosunku do wszystkich funkcjonariuszy Policji, którzy zachowują się nieproporcjonalnie i nieadekwatnie do sytuacji - zapowiedział poseł.

Oświadczenie w sprawie interwencji zamieściła na Facebooku Komenda Miejska Policji w Jeleniej Górze.

"Policjanci (...) zatrzymali 35-letniego jeleniogórzanina podejrzanego o znieważenie funkcjonariuszy oraz o zmuszanie ich groźbą do odstąpienia od czynności prawnych" - napisano. Jak dodano, "mężczyzna poszukiwany był do ustalenia miejsca pobytu przez Prokuraturę Rejonową w Jeleniej Górze". Fakt ten wyszedł na jaw w trakcie interwencji.

Jeleniogórska KMP wyjaśnia okoliczności zdarzenia. "30 sierpnia, około godziny 21. do oficera dyżurnego Komendy Miejskiej Policji zwrócił się kierowca autobusu komunikacji miejskiej o podjęcie interwencji wobec pasażera, który próbował przewieźć hulajnogę elektryczną, co jest niezgodne z regulaminem przewoźnika" - zaznaczono.

Policja potwierdziła, że mężczyzna przebywał w autobusie z trójką nieletnich w wieku 8 i 14 lat (starszej córce towarzyszyła koleżanka, jej rówieśniczka). "Od mężczyzny wyraźnie było czuć zapach alkoholu" - podkreśliła policja.

"Policjanci ponownie poinformowali mężczyznę o tym, że może kontynuować podróż bez hulajnogi bądź z nią wysiąść" - zaznaczyła KMP w Jeleniej Górze. Zapewniła też, że funkcjonariusze polecili mężczyźnie, aby wysiadł z autobusu "w związku z faktem łamania regulaminu przewoźnika, jak również w związku z koniecznością wykonania czynności odnośnie ustalenia jego miejsca pobytu".

"35-latek jednak nie reagował na żadne polecenia, wobec tego funkcjonariusze zmuszeni byli użyć środków przymusu bezpośredniego i wyprowadzić go z autobusu" - relacjonowała policja.

Podkreśliła przy tym, że w trakcie przewozu do komisariatu mężczyzna był wulgarny, agresywny, wyzywał funkcjonariuszy. "Został zatrzymany w policyjnym areszcie. Następnego dnia przedstawiono mu zarzuty w tej sprawie" - poinformowano.

"Mężczyzna był poszukiwany - interwencja w związku ze zgłoszeniem kierowcy wobec mężczyzny pod wpływem alkoholu, który pomimo próśb kierowcy naruszał prawo, znieważył interweniujących funkcjonariuszy, był poszukiwany oraz groźbą próbował zmusić ich do odstąpienia od czynności" - podała w środę na Twitterze policja.

Za popełnione czyny mężczyźnie może grozić nawet do 3 lat pozbawienia wolności. Prokurator Rejonowy w Jeleniej Górze zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji. Dziećmi zaopiekowała się matka.

Według ustaleń portalu Onet całe zajście w autobusie zostało nagrane przez kamery zamontowane w pojeździe i trwało ponad godzinę. Jak czytamy w serwisie mężczyzna wraz z dziećmi wsiadł do autobusu przed godz. 21. "Kierowca podszedł do niego i zwrócił uwagę, że według regulaminu nie można wchodzić do autobusu z hulajnogami. Wspomniał też, że jego dzieci już kilka godzin wcześniej wsiadały do autobusu z hulajnogą i zostały także o tym poinformowane. Mężczyzna nie reagował jednak na prośby kierowcy" - czytamy. Następnie kierowca miał skontaktować się z dyspozytorem. "Według jego słów mężczyzna nie był agresywny, wyczuł od niego jednak woń alkoholu. Dyspozytor zdecydował o wezwaniu policji. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce, przez kilkanaście minut prosili mężczyznę o opuszczenie pojazdu. Ten jednak nie reagował. Ostatnie dwie minuty interwencji widać już na nagraniu zamieszczonym w internecie" - pisze serwis. 

DOSTĘP PREMIUM