MS chce cenzurować badania nt. pedofilii wśród księży? Jezuita: Skandal. Czysta forma klerykalizmu w wersji patologicznej

- To ingerencja rządu w działanie instytucji naukowej, która ma służyć temu, żeby pewne elementy polskiego Kościoła katolickiego żyły w spokoju i miały pewność, że politycy, którzy z nimi jawnie sympatyzują, wywiązują się ze swoich zadań - tak ks. dr Jacek Prusak komentował w TOK FM fakt, że Ministerstwo Sprawiedliwości zażądało usunięcia ze strony pisma naukowego artykułu o pedofilii w Kościele.
Zobacz wideo

"Dziecko Krzywdzone” to ceniony kwartalnik naukowy na temat przemocy wobec dzieci. Publikują w nim psycholodzy, prawnicy, seksuolodzy i inni specjaliści zajmujący się tym zagadnieniem. 

Na początku roku redakcja magazynu zamówiła artykuł u psycholog Ewy Kusz - zastępczyni dyrektora Centrum Ochrony Dziecka. Tekst Kusz dotyczył metod, jakie stosują różne kraje, aby zapobiegać wykorzystywaniu seksualnemu najmłodszych w Kościele. Przed publikacją uzyskał pozytywne opinie dwóch recenzentów.

Inne zdanie mieli urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości. Nie zarzucili jednak autorce błędów merytorycznych, ale to, że niektóre jej tezy noszą "znamiona, które można zinterpretować jako wynikające z uprzedzenia, a zatem podpadające pod chrystianofobię". Zażądali usunięcia artykułu ze strony kwartalnika. Uznali, że mają do tego prawo, gdyż "Dziecko Krzywdzone" otrzymało grant z Funduszu Sprawiedliwości. Redakcja nie uległa presji, artykuł nadal można przeczytać w internecie.

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

Sprawę komentował w TOK FM ks. dr Jacek Prusak, jezuita, rzecznik Akademii Ignatarium w Krakowie, przy której działa Centrum Ochrony Dziecka. - Znam Ewę Kusz, od wielu lat z nią współpracuję. Czytam jej teksty zawodowo, bo tym samym się zajmujemy, i po przyjacielsku - wyjaśnił jezuita na wstępie. 

Piotr Maślak zapytał go, czy faktycznie w tekście, który nie spodobał się ministerstwu, można dostrzec "chrystianofobię". - W ogóle czegoś takiego tam nie ma. Zajmowanie się profilaktyką wykorzystywania osób małoletnich w Kościele nie jest żadnym przejawem chrystianofobii, jest po prostu zrozumieniem faktu i próbą przeciwdziałania mu - odpowiedział ks. Prusak.

- Ponoć najbardziej drażliwa była tam teza, że polski Kościół jest jeszcze na początku drogi w porównaniu do krajów Zachodu. No cóż, to jest stwierdzenie faktu, a nie straszenie czy myślenie życzeniowe. Tak po prostu jest - zauważył jezuita.

- Jak więc ksiądz rozumie decyzję Ministerstwa Sprawiedliwości, które próbuje cenzurować ten tekst? - dopytywał Maślak. - To nie była próba cenzury, tylko cenzura. Gdyby nie reakcja społeczna, to pan Tomasz Mraz, dyrektor Departamentu Funduszu Sprawiedliwości, który jest odpowiedzialny za ten incydent, czułby się bezkarny. Miałby poczucie, że spełnił swoją misję dziejową wobec Polski i polskiego Kościoła - stwierdził jego gość.

Dodał, że dyrektor Mraz nie wyjaśnił nawet powodów swojej decyzji. - Rzucił hasło, że jest to  "chrystianofobia", nie umiejąc tego uzasadnić. A teraz nie ma odwagi powiedzieć, że nie rozumie, co to jest chrystianofobia albo że popełnił błąd, który jest po prostu skandaliczny. Bo to ingerencja rządu w działanie instytucji naukowej, która ma służyć temu, żeby pewne elementy polskiego Kościoła katolickiego żyły w spokoju i miały pewność, że politycy, którzy z nimi jawnie sympatyzują, wywiązują się ze swoich zadań - denerwował się ks. Prusak.

Maślak zauważył, że w słowach księdza pobrzmiewa sugestia, że ministerstwo chce wyciszyć problem pedofilii w Kościele. Jezuita bez wahania potwierdził, że tak właśnie sądzi. - To i np. wytyczne ministra Ziobry o tym, jak mają być traktowane przez prokuratorów kwestie pedofilii w Kościele, to jest jedna i ta sama pajęczyna. Chodzi o to, żeby to kontrolować, jak się da - powiedział ks. Prusak. Dorzucił, że jego zdaniem politykom zależy przede wszystkim na poparciu "Kościoła reprezentowanego przez środowisko toruńskie".

- Gdyby nie interwencja z zewnątrz, dyrektor Mraz pewnie odnotowałby to jako sukces, zarówno religijny, jak i polityczny. Czuł się bezkarny, bo spełniał oczekiwania swoich przełożonych. A z drugiej strony czuł się dumny, bo uważa, że tego oczekuje od niego polski Kościół, że jest prawdziwym katolikiem - mówił ks. Prusak.

Prowadzący audycję przypomniał, że na żądaniach usunięcia artykułu się nie skończyło. Fundusz Sprawiedliwości zainteresował się choćby konferencją naukową organizowaną przez Fundację "Dajemy dzieciom siłę", na którą również przyznał grant. W ramach konferencji przewidziano panel o przeciwdziałaniu przemocy seksualnej w Kościele. Fundusz oświadczył, że nie może się on odbyć, jeśli poruszane na nim będą tematy takie jak w tekście Ewy Kusz. - Mamy tu do czynienia z szantażem. Widać, że tu chodzi o całą strategię, a nie o jeden artykuł. To czysta forma klerykalizmu w wersji patologicznej - skwitował to ks. Prusak.

DOSTĘP PREMIUM