Słuchacz TOK FM pobił sąsiada, który katował żonę. "Sąd potraktował mnie gorzej niż jego"

- Jeśli kobieta pokrzywdzona przemocą domową dzwoni do nas i mówi, że po raz kolejny nie będzie wzywać policji, bo powiedziano jej, że to nieuzasadnione wezwanie, to może dojść do tragedii - mówiła w TOK FM Urszula Nowakowska, prezeska Centrum Praw Kobiet.
Zobacz wideo

Rozmowę z prezeską Centrum Praw Kobiet redaktor Piotr Maślak rozpoczął od przypomnienia tragedii, do której doszło przed kilkoma dniami w Białymstoku. W domu jednorodzinnym wybuchł gaz. Służby znalazły na miejscu ciała czterech osób: 10-letniej dziewczynki, jej rodziców oraz babci. Po oględzinach policji okazało się, że dziewczynka, jej matka i babcia miały na ciele rany zadane ostrym narzędziem. Mężczyzna miał na szyi pętlę wisielczą. Według służb wszystko wskazuje na to, że doszło do rozszerzonego samobójstwa. Mężczyzna, który najprawdopodobniej dokonał tego czynu, miał w związku z zarzutami znęcania się nad bliskimi m.in. czasowy nakaz opuszczenia domu.

Zdaniem prowadzącego audycję sprawa ta powinna skłonić do szerszej dyskusji, dlaczego przeciwdziałanie przemocy w polskich rodzinach nie działa.

- Moim zdaniem, i mówię o tym od dawna, nasz system i rozwiązania prawne przyjęte w Polsce nie dość skutecznie bronią kobiety doświadczającej przemocy - wskazała Urszula Nowakowska. Skrytykowała podejście służb, w tym funkcjonariuszy policji. Jak mówiła, zdarza się, że poszkodowane kobiety zgłaszające tego typu sytuacje są "lekceważone albo traktowane podejrzliwie". - Mówią, że czasem czują się tak, jakby to one były oskarżone i zrobiły coś złego, a nie ten, który się nad nimi znęca - podkreślała prezeska Centrum Praw Kobiet.

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

- Jeśli kobieta dzwoni do nas i mówi, że po raz kolejny nie będzie wzywać policji, bo podczas interwencji powiedziano jej, że było to nieuzasadnione wezwanie i jeśli to zrobi ponownie, to zapłaci karę, to taka osoba nigdy więcej na policję nie zadzwoni i może dojść do tragedii. W ten sposób kobieta zostaje skutecznie zniechęcona do tego, by szukać pomocy - wyjaśniała dalej Nowakowska.

Piotr Maślak dopytywał też o wsparcie kobiet poszkodowanych przemocą domową. Przytoczył głośną kilka tygodni temu historię ułaskawienia przez Andrzeja Dudę mężczyzny skazanego za przestępstwo seksualne na małoletniej córce. Akt łaski dotyczył skrócenia zakazu zbliżania do osób pokrzywdzonych. Prezydent przekonywał wówczas, że pokrzywdzona sama prosiła o ułaskawienie, ponieważ mężczyzna i tak mieszka z nimi w jednym domu i bardzo pomaga im finansowo.

- Wiele z naszych klientek niestety decyduje się na powrót do domu, bo przez wiele lat tuła się po różnych placówkach czy instytucjach. Sprawy sądowe trwają bardzo długo, często są umarzane. Kobieta nie ma innego wyjścia, bo ile można się tułać po schroniskach, znajomych czy rodzinie - mówiła Nowakowska. - Rozwiązania systemowe powinny uwzględniać wsparcie ekonomiczne, szybsze przyznawanie mieszkań osobom, które zmuszone są opuścić dom i nie mają na przykład tytułu prawnego do danego mieszkania - dodała.

Piotr Maślak przytoczył też historię słuchacza, który w trakcie Pierwszego śniadania w TOK-u dzwonił do studia i powiedział, że przez jakiś czas mieszkał obok rodziny, w której regularnie dochodziło do przemocy. Kiedy pewnego razu postanowił zareagować i sam - jak mówił - zrobił to samo, co mężczyzna robił kobiecie (czyli go pobił) - sprawa skończyła się na policji. Mężczyzna miał dostać wyrok w zawieszeniu za pobicie. W rozmowie z dziennikarzem dziwił się, że został przez państwo potraktowany surowiej niż ktoś, kto regularnie miał bić swoją partnerkę.

Urszula Nowakowska podkreślała, że problem przemocy wobec kobiet powinien skłaniać wszystkich do refleksji i reakcji, kiedy widzimy czy słyszymy, że dzieje się coś złego. - Niestety zdarza się, że osoby, które dzwoniły na policję, były zniechęcane. Słyszały: "jaki ma pan interes w tym zgłoszeniu" albo "nie możemy przyjąć zawiadomienia", "sama poszkodowana ma zadzwonić" - wymieniała prezeska Centrum Praw Kobiet. I przekonywała, że reakcja na sygnały o przemocy jest "naszym społecznym obowiązkiem", zapisanym też m.in. w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

- Brakuje edukacji funkcjonariuszy policji, którzy mają obowiązek przyjąć zawiadomienie od osób trzecich i wszcząć postępowanie - stwierdziła.

Nowakowska zaznaczała też, że zgłoszenie się na policję przez samą poszkodowaną przemocą domową jest dla niej bardzo trudne. Po pierwsze - dotyczy to bliskiej osoby. Po drugie - często zwiększa ryzyko przemocy ze strony partnera, który nalega na wycofanie policyjnego zgłoszenia (zwykle skutecznie). - Czasami chciałyby więc, by ktoś wziął na swoje barki odpowiedzialność za to - mówiła. I zaznaczała, że policja nie powinna "jedynie czekać na to, co im przyniesie pokrzywdzona", ale sama aktywnie wszczynać postępowania i zbierać dowody.

DOSTĘP PREMIUM