Twórcy głośnego reportażu o fermie norek gościli w TOK FM. "Właściciel fermy wcześniej straszył, że LGBT niszczy rolnictwo"

Dziennikarz Janusz Schwertner oraz Bogna Wiltowska ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki opowiadali w TOK FM o kulisach szokującego reportażu nt. największej fermy norek w Polsce. Tłumaczyli również, dlaczego futrzarze czują się bezkarni i co ma z tym wspólnego ojciec Rydzyk.
Zobacz wideo

We wtorek Onet.pl opublikował reportaż Janusza Schwertnera "Krwawy biznes futerkowców". Ujawnia on warunki panujące w największej hodowli zwierząt futerkowych w Polsce - na fermie w Góreczkach.

Reportaż powstał we współpracy ze Stowarzyszeniem Otwarte Klatki, którego aktywista Żenia zatrudnił się na fermie, by sprawdzić, w jakich warunkach żyją tam zwierzęta. Zobaczył szereg patologii: norki z odgryzionymi kończynami, zagryzane przez psy i zjadające się nawzajem. Stłoczone i przetrzymywane w skandalicznych warunkach.

Jeszcze tego samego dnia prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył, że w Polsce trzeba wprowadzić nowy porządek prawny dotyczący ochrony zwierząt i poinformował, że gotowy jest projekt ustawy w tej sprawie.

Projekt dot. ochrony zwierząt zakłada m.in. humanitarne traktowanie zwierząt, zakaz hodowli zwierząt futerkowych, zakaz wykorzystywania zwierząt w celach rozrywkowych i widowiskowych, ubój rytualny tylko na potrzeby krajowych związków wyznaniowych, kontrolę społeczną ochrony zwierząt, bezpieczne schroniska, koniec z łańcuchami dla psów oraz utworzenie rady ds. zwierząt przy ministerstwie rolnictwa.

Ta nowelizacja była obiecana już 3 lata temu

- Ta zapowiedź zmian i powrotu do nowelizacji, która była obiecywana w 2017 roku to jest świetna wiadomość. Konferencja PiS zbiegła się z publikacją naszego śledztwa, mam nadzieję, że dostarczyliśmy kolejnego argumentu, żeby hodowli zwierząt na futra zakazać - mówiła w "Światopodglądzie" Bogna Wiltowska, dyrektorka ds. śledztw i interwencji w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki, koordynatorka śledztwa na fermie w Góreczkach.

Czy jednak nie skończy się znów na obietnicach? W 2017 nowelizację udało się zablokować lobby futrzarskiemu. 

- Myślę, że od tego czasu sporo się zmieniło, PiS do obietnicy wrócił drugi raz, na konferencji prasowej mocno podkreślił postulaty. Co do lobby futrzarskiego, to mam nadzieję, że naszym śledztwem udowodniliśmy, że to nie są wiarygodni ludzie. Mamy nadzieję, że tym razem uda się wprowadzić tę nowelizację - stwierdziła Wiltowska. 

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Właściciel fermy - lobbysta, przyjaciel Rydzyka, homofob

Autor reportażu Janusz Schwertner nie był jednak skłonny puścić tak łatwo w zapomnienie niedotrzymanej obietnicy. Podobnie jak Roch Kowalski, który zaprosił go do audycji. - Kaczyński powiedział, że ten projekt "to nie jest kwestia polityczna, to jest kwestia związana z tym wszystkim, co się określa jako humanitaryzm i co odnosi się do ludzkiej dobroci, uczciwości". Dlaczego do tej pory nie udało się PiS wspiąć na wyżyny tej dobroci? - zapytał Kowalski na samym początku rozmowy.

- Chyba lepiej nie dało się sformułować tego pytania. Jeśli to sprawa serca i elementarnej litości wobec zwierząt, to co było z tym przez ostatnie trzy lata? Gdybym to miał tłumaczyć jak najprościej, to bym powiedział, że ten okres był trudny, bo co chwila były wybory - odpowiedział Schwertner.

Przyznał jednak, że lobby futrzarskie jest rzeczywiście potężne. Przypomniał, że jednym z jego liderów jest Szczepan Wójcik - milioner, do którego należy pokazana w reportażu Onetu ferma. W 2017 r. Wójcik tak skutecznie lobbował m.in. dlatego, że miał wsparcie ojca Rydzyka i podległych mu mediów, gdzie był często zapraszany. 

- Szczepan Wójcik często odwdzięczał się Rydzykowi za ten parasol polityczny. Ostatnio produkował nawet dla niego filmy (bo z hodowcy norek stał się filmowcem) o tym, że "ideologia LGBT" zniszczy świat. Zresztą, sam wsławił się ostatnio stwierdzeniem, że "ideologia LGBT zagraża polskiemu rolnictwu" - mówił Schwertner. Dodał, że jego zdaniem to, czy nowelizacja teraz wejdzie w życie, w dużej mierze zależy od tego "czy ojciec Rydzyk na to pozwoli".

Skrajne bestialstwo i kompletna bezkarność

Po publikacji reportażu Wójcik oświadczył, że materiał został zmanipulowany. - To takie typowe oświadczenie, które zawsze się pojawia po tym, jak publikujemy jakieś materiały, niezależnie, czy to jest ferma lisów czy norek. Argumenty są zawsze te same - winni są wszyscy tylko nie przemysł futrzarski, winni są aktywiści, dziennikarze, politycy, nawet pracownicy, a nigdy ci, którzy są odpowiedzialni. To jest wyższa szkoła manipulacji - skwitowała to Wiltowska. 

Otwarte Klatki od lat alarmują, że tragiczne warunki na fermach to właściwie norma. Dlaczego takie bestialstwo cały czas ma miejsce? Dlaczego żadne instytucja nie zareagowały na sytuację w Góreczkach?

- Bo tam nikt nie przyjeżdża. Gdy tworzyłem ten reportaż, pojechałem do pełnomocnika ds. zwierząt ministra rolnictwa. To było bardzo zabawne - okazało się, że pan pełnomocnik odwiedził jedną fermę, na którą został zaproszony i tam wyglądało wszystko pięknie. Myślę, że właściciele przygotowywali się kilka tygodni na pokazanie kawałka fermy. Pan pełnomocnik wyszedł uśmiechnięty od ucha do ucha i stwierdził, że jest nieźle - mówił Schwertner. Dodał, że przywołało to u niego wspomnienia o "pokazowych fabrykach", które widział w Chinach.

- Pan Szczepan Wójcik nie chciał tam wpuścić mnie z ekipą Onetu. Co więcej wysłał za nami dwóch mężczyzn, którzy nas śledzili przez 45 km - opowiadał dziennikarz.

DOSTĘP PREMIUM