Raport po zatrzymaniach ws. Margot. "Celowo użyliśmy zwrotów w pełnej wersji, żeby pokazać, jaki to był stopień dolegliwości"

- Naszym celem było z jednej strony opisanie możliwie najdokładniej i najbardziej obiektywnie tego, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy, a także to, co wynika z nagrań z monitoringu - tak w TOK FM o raporcie przeprowadzonym po zatrzymaniach 7 sierpnia mówił Michał Żłobecki, starszy radca Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur przy RPO.
Zobacz wideo

Gościem Rocha Kowalskiego był Michał Żłobecki, starszy radca Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur przy RPO. Omawiali raport końcowy przeprowadzony po zatrzymaniach przez policję 7 sierpnia 2020 r. w Warszawie po aresztowaniu Margot, aktywistki grupy "Stop Bzdurom".

Najbardziej niepokojącą częścią raportu są relacje o brutalności policjantów. "Jedna osoba relacjonowała pobicie w policyjnym samochodzie. Zgodnie z przekazanymi informacjami osoba ta została wrzucona do policyjnego samochodu, a gdy upadła na kolana, policjanci zaczęli ją kopać, popychać i wyzywać. Następnie została skuta kajdankami. U niektórych przedstawiciele KMPT zaobserwowali i udokumentowali obrażenia, które rozmówcy posiadali na ciele" - czytamy w dokumencie.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Oprócz przemocy fizycznej, funkcjonariusze używali wobec zatrzymanych przemocy werbalnej. W raporcie cytowane są takie ich wypowiedzi: "Jakby tu byli faszyści, to byście spier...li przed nimi", "W swoim Radzymiu to byś nie mógł tak protestować, bo zostałbyś skopany".

- Celowo użyliśmy zwrotów w pełnej wersji, tej niecenzurowanej, żeby pokazać, jaki to był stopień dolegliwości. Oczywiście, prawdopodobnie część tych twierdzeń jest prawdziwa - gdzieś w mniejszym mieście to traktowanie byłoby jeszcze gorsze. Pytanie tylko, czy chcemy równać do tego, co jest niżej? - skomentował to Żłobecki.

- Raport jest obszerny, ma ponad 40 stron. Chciałbym podkreślić, że naszym podstawowym celem było z jednej strony opisać możliwie najdokładniej i najbardziej obiektywnie to, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy, a także to, co wynika z nagrań z monitoringu. A z drugiej strony - budujemy ten obraz w oparciu o międzynarodowe standardy traktowania osób zatrzymanych - tłumaczył Żłobecki.

Dodał, że odwołania do międzynarodowych standardów stanowią "bardzo dużą część raportu". Ale, jak wskazał, przywoływano również polskie przepisy, które zostały złamane. 

- Zdecydowana większość zatrzymanych to były osoby, które wcześniej nie były w takiej sytuacji, były po raz pierwszy zatrzymane przez policję. W związku z tym nie wiedziały dokładnie, jakie prawa im przysługują. Nawet, jeśli podpisały protokół zatrzymania i pouczenia, to zważywszy na ogromny poziom stresu, na późne godziny nocne, te informacje do nich nie w pełni docierały - opowiadał Żłobecki.

W raporcie opisano, że zatrzymani mieli utrudniony dostęp do prawników, a nawet do pomocy lekarskiej oraz leków, które muszą brać regularnie. "Zatrzymana, która powiedziała, że potrzebuje zażyć tabletkę wieczorem, usłyszała od lekarza, że przeżyje bez tej dawki" - czytamy. O innym zatrzymanym napisano w protokole, że ma schorzenia wymagające "leczenia, którego przerwanie spowodowałoby zagrożenie życia lub zdrowia". Do badania lekarskiego doszło jednak dopiero 7 godzin po zatrzymaniu.

DOSTĘP PREMIUM