"Od 40 lat liczą na dobre połączenie z centrum i znów go nie dostaną". Nie oni jedni. Warszawa ostro tnie inwestycje. Kto straci najwięcej?

Tramwaj na Gocław, budowa kładki przez Wisłę czy obiecywana od wielu lat obwodnica Śródmieścia - to tylko kilka z długiej listy inwestycji, które Warszawa przesuwa by łatać budżet. Prezydent Rafał Trzaskowski przekonuje, że tak źle - jeśli chodzi o stołeczne finanse - nie było jeszcze nigdy. Co to oznacza dla mieszkańców Warszawy? Czy inwestycje rzeczywiście są jedynie "przesuwane"? A może można było plan tych cięć poukładać lepiej?
Zobacz wideo

"Piekielnie trudna" - tak prezydent Rafał Trzaskowski określił ostatnio sytuację finansową miasta stołecznego Warszawy, podkreślając, że tak źle jak teraz, nie było jeszcze nigdy. Patrząc na liczby trudno dziwić się mocnym słowom. Tylko w tym roku dochody stolicy zmniejszą się o półtora miliarda złotych w porównaniu do pierwotnych założeń i wyniosą 18 270 543 619 złotych. Wydatki natomiast będą równe kwocie 22 074 140 649 złotych. Oznacza to deficyt na poziomie 3,8 miliarda złotych - o prawie miliard więcej niż zakładano jeszcze przed pandemią.

W przyszłych latach wcale nie będzie lepiej. Jak wynika z analiz miejskiego skarbnika Mirosława Czekaja, na przestrzeni najbliższych pięciu lat, spadek dochodów Warszawy wyniesie blisko 3 miliardy złotych w stosunku do planów.

A może posłuchasz? Ten podcast, podobnie jak wszystkie inne w TOK FM, czekają - wystarczy 1 zł

Dlaczego jest tak źle?

Prezydent Rafał Trzaskowski - konsekwentnie, w każdym swoim wystąpieniu - powtarza, że za finansową zapaść samorządów (w tym także Warszawy) odpowiada rząd Prawa i Sprawiedliwości. Jako konkrety podaje m.in. rozregulowanie rynku gospodarowania odpadami, które stolicę miało kosztować już 900 mln złotych; zmiany w PIT i ZUS (kolejne 800 mln) czy brak odpowiedniego wsparcia jeśli chodzi o finansowanie oświaty. - Rząd prowadzi politykę ograniczania dochodów samorządów i jest to polityka zaplanowana - stwierdził podczas spotkania z dziennikarzami Trzaskowski. - Rzeczywiście, rząd przekazał Warszawie jakieś pieniądze: 93,5 mln zł z Funduszu Inwestycji Lokalnych. Ale nasz spadek wpływów to 1,5 mld zł - zaznaczył.

Radni Prawa i Sprawiedliwości odbijają piłeczkę, przekonując, iż zła sytuacja finansowa stolicy jest efektem przede wszystkim złego zarządzania prezydenta i jego ekipy. Podczas ostatniego posiedzenia rady miasta przez blisko pięć godzin jedna i druga strona przerzucała się argumentami - kto w tym zakresie bardziej zawinił: rząd czy ratusz. - Wy sobie po prostu nie radzicie - mówił w kierunku Trzaskowskiego i jego ludzi radny PiS Dariusz Figura. Podkreślał, że dzięki dobrej koniunkturze gospodarczej zagwarantowanej przez rząd, dochody miasta w ostatnich czterech latach wzrosły o około 4 mld złotych. - Natomiast bezpośrednie skutki wydatków związanych z COVID-19 to mniej więcej 80 milionów - mówił.

Łatanie budżetu

W środę prezydent Trzaskowski przedstawił plan mający na celu częściowe "załatanie" ubytków w miejskim budżecie. Jednym z jego elementów są długoterminowe kredyty: w Europejskim Banku Inwestycyjnym (1 mld złotych) i w Banku Rozwoju Rady Europy (ponad 300 mln zł). Miasto chce też wyemitować obligacje na kwotę 400 mln zł.

Kolejnym, bolesnym dość, sposobem na szukanie oszczędności jest obcinanie miejskich inwestycji. Władze miasta "przesuwają" na lepsze czasy m.in. obiecywany od kilkunastu lat tramwaj na Gocław - bardzo potrzebny rozwijającej się dynamicznie tej części Pragi Południe; pełną realizację linii tramwajowej łączącej Wilanów z Dworcem Zachodnim; pełną realizację zmian w centrum miasta (takich jak budowa TR Warszawa), budowę Sinfonii Varsovia, kładki przez Wisłę czy obwodnicę Śródmieścia, zapowiadaną jeszcze przez Hannę Gronkiewicz-Waltz od 2006 roku.

To tylko kilka przykładów z naprawdę długiej listy, liczącej - jak podała ostatnio "Gazeta Stołeczna" - ponad 200 pozycji. Ucierpiały nie tylko duże ogólnomiejskie przedsięwzięcia, ale też wiele dzielnicowych.

Obcięte tramwaje

Sama skala cięć miejskich inwestycji nie dziwi aż tak bardzo, jak wybór tych, zdecydowano się "przesunąć". Wszak tak się złożyło, że decyzje władz miasta uderzyły głównie w przedsięwzięcia dotyczące transportu i odciążania miasta od ruchu samochodowego.

- Te cięcia są niewątpliwie bardzo duże. Bardziej ucierpiały inwestycje dotyczące transportu publicznego niż inwestycje dotyczące ulic, ich budowy i poszerzania. Tu pan prezydent oraz radni mogli wykazać się większym wyczuciem i wycinać bardziej skalpelem niż siekierką - komentuje Jarosław Osowski, dziennikarz "Gazety Stołecznej", który od lat śledzi stołeczne inwestycje, ze szczególnym uwzględnieniem tych dotyczących transportu i komunikacji. - Bardzo żałuję, że nie będzie tych dwóch linii tramwajowych, to jest linii na Gocław i linii przez Ochotę do Dworca Zachodniego. Ratusz mówi, że nie rezygnuje z tych inwestycji, tylko odkłada je w czasie. Natomiast wcale nie ma pewności, że Unia Europejska z nowego budżetu przyzna pieniądze Warszawie, która nie potrafiła ich wykorzystać w tym budżecie. I to jest chyba największa strata - dodaje.

Osowski przypomina, że linia na Gocław zapowiadana była od kilkunastu lat, a była prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz wpisała ją na listę inwestycji priorytetowych. Zgodnie z zapowiedziami, nowym tramwajem mieszkańcy mieli jeździć do 2023 roku. Przyznano na ten cel środki unijne, które - jak ujawniła kilka tygodni temu "Gazeta Stołeczna" - po cichu przesunięto na inny cel, tj. zakup elektrycznych autobusów. - Gocław ma 80 tysięcy mieszkańców. Czeka od 40 lat na dobre połączenie z centrum. Przybywa bloków, zabudowa gęstnieje. Mieszkańcy liczyli na ten dojazd już od dawna i znów go nie dostaną - mówi Osowski.

- Jest ewidentnie problem z inwestycjami tramwajowymi, które są od lat planowane. Miały powstawać w ramach kończącej się już perspektywy unijnej, a efektów w zasadzie nie widać. Mamy jedną trasę zbudowaną na Tarchominie, która będzie kończona, (…) ale to naprawdę malutka inwestycja wobec innych planowanych - potwierdza Jacek Grzeszak, ekonomista i działacz stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, zajmujący się szczególnie tematyką transportu publicznego i bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Aktywista zwraca uwagę na inne ważne tramwajowe przedsięwzięcie, o którym też mówi się od bardzo dawna, czyli tramwaj na Wilanów. - Już trzy lata temu słyszeliśmy, że w zasadzie wszystko startuje, były nawet konsultacje społeczne (…). Minęło trzy lata, a my jesteśmy na etapie powstania projektów i odsuwania tego w czasie. To jest absurdalna sytuacja - stwierdza.

Obydwa wspomniane wcześniej projekty nie są pierwszymi, które nie mogą doczekać się realizacji. Jak mówi redaktor Osowski, "już wcześniej mieszkańcy innych nowych osiedli musieli pożegnać się z myślą o sprawnym dojeździe szynowym". - Przypomnę tylko obiecywane trasy tramwajowe na Odolany, na Zieloną Białołękę, Osiedle Derby wzdłuż Modlińskiej czy na Służewiec, gdzie miała powstać trasa od metra Wilanowska. Te wszystkie inwestycje już wcześniej przesunięto na koniec lat 20, a teraz dołączają kolejne odcinki i to jest bardzo niepokojące - przekonuje dziennikarz. - Podczas gdy inne miasta europejskie rozwijają sieć tramwajową jako najtańszy i najbardziej wydajny środek transportu, tak Warszawa cały czas nie potrafi tych inwestycji w zasadzie dobrze zacząć - dopowiada.

Obaj rozmówcy zgadzają się co do tego, że zaskakujące są również niektóre inwestycje, z których władze miasta nie rezygnują. - Prezydent Trzaskowski proponował, by opóźnić budowę połączenia Miasteczka Wilanów z Ursynowem od Osi Królewskiej do ulicy Ciszewskiego, co jest nazywane jako Ciszewskiego-bis, lecz radni sprawili, że ta inwestycja zostaje. To jest absurd, bo kawałek dalej powstaje Południowa Obwodnica Warszawy, która takie połączenie zapewni obu dzielnicom - dziwi się Osowski.

Największe zdumienie budzi jednak ulica Bartycka na Mokotowie. Dlaczego? 

Całej rozmowy z Jarosławem Osowskim i Jackiem Grzeszakiem można wysłuchać tu. Dowiecie się z niej m.in.: co dalej z budową metra po zachodniej stronie; jakie inwestycje radni i prezydent zdecydowali się "wybronić" przed cięciami i dlaczego wzbudza to kontrowersje oraz co z podwyżkami biletów komunikacji miejskiej.

DOSTĘP PREMIUM