Izolatki w żłobkach, przedszkolach i szkołach. Tworzone na szybko, nie zawsze zdają egzamin

Zgodnie z wytycznymi inspekcji sanitarnej, w każdej placówce oświatowej, powinna znaleźć się izolatka. To tam mają trafiać dzieci z katarem czy podwyższoną temperaturą. Wszystko po to, by zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Jak to działa w praktyce?
Zobacz wideo

Syn pana Mateusza chodził do żłobka przez kilka dni. Czuł się świetnie, był zadowolony, chętnie bawił się z dziećmi. Gdy po weekendzie rodzice dostali SMS-a, że muszą chłopca natychmiast zabrać, bo ma katar i niewysoką gorączkę, nie kryli zdziwienia. - Byłem w żłobku 20 minut później. Syn siedział w łóżeczku, nie mógł z niego wyjść. Był cały zapłakany, w ogromnym stresie. Nie wiedział, co się dzieje. Obok siedziała pani ubrana w specjalny kombinezon i maseczkę - relacjonuje nasz rozmówca.

Pan Mateusz usłyszał, że musi zabrać dziecko, bo jest podejrzenie choroby i takie są procedury. - Rozumiem, że jest koronawirus. Rozumiem, że są procedury, ale to są przecież małe dzieci. W takim miejscu, jak żłobek, oczekiwałbym przede wszystkim empatii i właściwego podejścia do dzieci, a nie zasłaniania się rzekomym koronawirusem - mówi. Ojciec zabrał syna do domu - chłopiec nie miał ani gorączki, ani kataru. Następnego dnia więc poszedł do żłobka, ale już... zupełnie innego. - I chodzi do niego do dziś, mimo, że minęło ładnych kilka dni. Nic się nie dzieje. W tym pierwszym żłobku wyszła nadgorliwość i brak zrozumienia dla emocji takiego malucha - ocenia rodzic.

Izolatki są też w szkołach

W Szkole Podstawowej nr 18 w Lublinie miejsce do izolacji uczniów przygotowano w szatni, w której są kraty. Izolatka-szatnia jest "wydzielona" przezroczystą folią. - Jak uczeń zaczyna kichać czy ma podwyższoną temperaturę, idzie do izolatki. Razem z nauczycielem. Inni uczniowie mówią czasami, że idzie "za kraty" - opowiadają rodzice.

O tym, że dzieci i młodzież niekoniecznie chcą trafiać do izolatek, można przeczytać m.in. na portalach społecznościowych. "U nas jak ktoś chociażby kichnie, to idzie do sali z kartką na drzwiach "izolatka" - pisze jeden z uczniów. "Przyjście z przeziębieniem może się skończyć izolatką, więc wolę zostać w domu" - dodaje inna z uczennic.

Szkoły i przedszkola dość późno dowiedziały się o konieczności stworzenia izolatek, dlatego najczęściej na szybko szukały dla nich miejsc, by spełnić odgórne zalecenia. Dyrektor lubelskiej SP 18 Katarzyna Orzeł tłumaczy, że placówka pęka w szwach i nie było miejsca, by przygotować izolatkę np. w którejś z sal lekcyjnych. Stąd decyzja o umieszczeniu jej w szatni.

Utworzenie izolatek to jedna z rekomendacji Głównego Inspektoratu Sanitarnego. - Rekomendujemy, żeby każda placówka miała dedykowaną izolatkę, w której dziecko z objawami mogło przebywać odseparowane od pozostałych uczniów - mówiła na konferencji prasowej w połowie sierpnia wiceszefowa GIS Izabela Kucharska. W niektórych szkołach rodzice podpisywali nawet specjalne oświadczenia. "Na czas trwania stanu epidemii, w związku z zagrożeniem zakażenia wirusem SARS-CoV-2 oświadczam, że wyrażam zgodę / nie wyrażam zgody* na odizolowanie mojego dziecka do odrębnego pomieszczenia w szkole "izolatka" w przypadku zaobserwowania objawów chorobowych" - to przykładowe oświadczenie - ze Szkoły Podstawowej nr 10 w Zgierzu.

DOSTĘP PREMIUM