Konflikt, który się nie skończył, a który jest już poza Kaczyńskim. "Zaważy na najbliższych latach w polskiej polityce"

Zdaniem Andrzeja Stankiewicza premier Mateusz Morawiecki robił wszystko, żeby ustrzec się przed wejściem Jarosława Kaczyńskiego do rządu. Gdy się to jednak stanie, jego pozycja zostanie osłabiona. Jednak to, co może ustawić polską politykę na lata, to konflikt na linii Morawiecki - Ziobro.
Zobacz wideo

Zastępca redaktora naczelnego Onetu Andrzej Stankiewicz komentował w rozmowie z Karoliną Lewicką ostatnie zmiany w rządzie. Prowadząca zaczęła jednak rozmowę od nawiązania do ostatniego tekstu Stankiewicza, który przypominał, jak Jarosław Kaczyński jeszcze w maju groził, że wejdzie do rządu i sam przygotuje wybory kopertowe. Wówczas Mateusz Morawiecki wydał decyzję o organizacji tych wyborów, która ostatnio została uznana za niezgodną z konstytucją. 

- Mateusz Morawiecki podjął te działania, ponieważ za wszelką cenę chciał się ustrzec sytuacji, w której Kaczyński wejdzie do rządu - ocenił gość Radia TOK FM. - Doskonale wiedział, że to zupełnie zmieni geografię rządu, że prezes jako wicepremier spowoduje, że Mateusz Morawiecki przestanie być władcą. Dlatego zdecydował się podpisać dokumenty, które dzisiaj są dla niego kłopotliwe - dodał. 

Zdaniem Stankiewicza ostatnie zmiany w rządzie to "nie jest zwycięstwo Morawieckiego". - Morawiecki przestanie być panem we własnym rządzie, ewidentnie część ministrów zacznie się pozycjonować na Kaczyńskiego. Po drugie Kaczyński zobaczy, jak wyglądają prace tego gabinetu, jakiej jakości są ministrowie. Do tej pory był skazany na relacje Morawieckiego - stwierdził dziennikarz. 

Morawiecki jak kameleon. "Nie rozumie nas"

- Pytanie również, dlaczego Ziobro wraca do rządu niespecjalnie osłabiony. Dostał Kaczyńskiego jako nadzorcę, ale wcale nie jest mu z tego powodu smutno, a osłabiony został premier Morawiecki - zastanawiał się Stankiewicz. - Ale nie o Ziobrę tu chodzi. Kryzys, który wywołał Ziobro, pokazał, jak bardzo sam PiS jest podzielony w sprawie umacniania pozycji Mateusza Morawieckiego - stwierdził. 

Stankiewicz przypomniał, jak Mateusz Morawiecki zastąpił na stanowisku premiera lubianą Beatę Szydło, a później naraził się wielu innym wpływowym politykom PiS-u. - Przeciwnicy Morawieckiego mówią, że jest on kameleonem - tak naprawdę jest człowiekiem Platformy, był doradcą Donalda Tuska nawet po Smoleńsku. Mówił tak jak oni, zachowywał się tak jak oni. Jest człowiekiem zamożnym, dorobił się, trochę nie rozumie nas, naszego elektoratu - ocenił. 

 - Gdybym dzisiaj miał wskazywać fundamentalny konflikt w polskiej polityce, coś, co zaważy na najbliższych latach, to moim zdaniem jest to konflikt pomiędzy Morawieckim i Ziobro. Ale rozumiany jako konflikt dwóch wizji polskiej prawicy - powiedział Stankiewicz. 

Karolina Lewicka dopytywała, dlaczego Mateusz Morawiecki nie zdołał "zbudować się" w partii przez ostatnie lata, gdy był wicepremierem, a później premierem. - Próbował, ale pochodzi z innego środowiska. Nie miał zbyt wielu sojuszników, szybko narobił sobie wrogów - ocenił Stankiewicz. Wśród wrogów Morawieckiego wymienił Antoniego Macierewicza, Mariusza Kamińskiego czy Jacka Kurskiego. 

Stankiewicz ocenił, że Mateusz Morawiecki wciąż "działa jak bankowiec". - Wcześniej musiał bardziej urzec akcjonariuszy, a mniej klientów, którzy idą do okienka. Tak się zachowywał przez ostatnie lata. Dbał o dobry nastrój głównego akcjonariusza, czyli Kaczyńskiego, a trochę zapomniał o rozmowie z klientami tej partii, zatem z elektoratem - podsumował dziennikarz. 

O zmianach w rządzie premier Mateusz Morawiecki poinformował w środę. Wiadomo, że do rządu, jako wicepremier, wejdzie Jarosław Kaczyński, poza tym Przemysław Czarnek jako minister edukacji i szkolnictwa wyższego, Grzegorz Puda jako minister rolnictwa i Jarosław Gowin jako wicepremier i szef resortu rozwoju, pracy i technologii. Niektóre ministerstwa zostaną zlikwidowane, a pracę w rządzie straciła m.in. Jadwiga Emilewicz. Nowy rząd zostanie zaprzysiężony w poniedziałek. 

DOSTĘP PREMIUM