Ani szpitale, ani sanepid. Zdaniem NIK wiosną praktycznie nikt nie był przygotowany na epidemię

Znamy pierwsze ustalenia Najwyższej Izby Kontroli, która w ostatnich miesiącach sprawdziła, jak wiosną byliśmy przygotowani na epidemię. Okazuje się, że wystarczających środków ochrony osobistej nie było ani w szpitalach, ani w sanepidzie. Poważne zastrzeżenia są też do działania niektórych linii lotniczych.
Zobacz wideo

Pełen raport na ten temat nie jest jeszcze gotowy. Mamy jednak pierwsze wystąpienia po kontrolach przeprowadzonych przez katowicką delegaturę NIK. Kontrolerzy sprawdzili, jak sytuacja wyglądała wiosną w Małopolsce. Pod lupę wzięli miedzy innymi Szpital Uniwersytecki w Krakowie, krakowskie pogotowie ratunkowe, lotnisko, a także stacje sanitarno-epidemiologiczne - zarówno wojewódzką jak i powiatową.

Okazuje się, że nawet te ostatnie - choć słowo "epidemiologiczny" mają w nazwie - nie były przygotowane na taką falę zachorowań. Kontrola potwierdziła, że procedury w stacjach sanepidu istniały, ale nie obejmowały takich zjawisk, z jakimi mieliśmy do czynienia:

"WSSE  nie  przewidziała  sytuacji, w której na dużą skalę może wystąpić zagrożenie epidemiologiczne, a nadzór nie obejmował procedur dotyczących chorób wysoce zakaźnych i szczególnie niebezpiecznych" - czytamy w raporcie.

To oczywiście pociągało za sobą określone konsekwencje - choćby braki środków ochrony osobistej, w które sanepid miał zaopatrywać szpitale. Nie było ani wystarczających zapasów, ani możliwości pozyskania takich środków. 

Niektóre linie lotnicze lekceważyły zagrożenie

Teoretycznie najlepiej z sytuacją radził sobie krakowski sanepid na szczeblu powiatowym. Widząc, co się dzieje, zakupił nową centralę telefoniczną i wprowadził trzyzmianowy system pracy. Zaczęto też prowadzić kontrole sanitarne na krakowskim lotnisku. Przy okazji kontroli wyszło jednak na jaw, że Karty Lokalizacji Pasażerów wypełniane i przesyłane przez linie lotnicze nie były nigdzie rejestrowane:

"Obowiązujące w okresie objętym kontrolą wersje Instrukcji IR-12 nie opisywały zasad ewidencji tych kart, gdy tymczasem prowadzenie rejestru tych  kart mogło ułatwić identyfikację współpasażerów lecących danym lotem, w sytuacji wystąpienia  zagrożenia" - stwierdziła NIK.

Szokujące są ustalenia, z których wynika, że to niektóre linie lotnicze odmawiały dostarczenia kart pasażera: "załogi nie wydawały kart pasażerom na pokładzie samolotów lub ograniczały się jedynie do rozdania ich pasażerom, odmawiając ich zebrania"  - to fragment wyników kontroli. Autorzy raport nie wspominają, o które linie chodzi. 

Pracownicy sanepidu skarżyli się też, że mimo nadgodzin wypracowanych w trakcie pierwszej fali koronawirusa, nie otrzymali za nie wynagrodzenia.

Lotnisko wypadło lepiej niż szpital

Szpital Uniwersytecki w Krakowie to największa kontrolowana placówka. Zdaniem NIK zarówno oddział ratunkowy, jak i oddział zakaźny były stworzone i prowadzone zgodnie z procedurami. Jednak i w tym przypadku nie udało się właściwie oszacować rozmiarów zagrożenia.

"Zasób środków ochrony osobistej, będący w dyspozycji Szpitala w styczniu oraz lutym 2020 r., pozwalał na odpowiednie zabezpieczenie pracowników w razie wystąpienia jednostkowych przypadków zakażeń. Nie było jednak wystarczającej ilości środków do ochrony wszystkich  pracowników Szpitala przed zakażeniem koronawirusem" - czytamy w wystąpieniu po kontroli.

Co ciekawe blisko 1/3 personelu oddziału zakaźnego i SOR nie znała procedur przygotowanych na zaistniałe okoliczności.

Krakowskie Pogotowie Ratunkowe też nie było przygotowane na taką skalę zakażeń. Okazuje się, że sprzęt ochrony osobistej był dostępny jedynie dla 50 proc. ratowników medycznych. Raport NIK wspomina też, że pogotowie posiadało zaledwie jeden izolator transportowy, czyli specjalny sprzęt do transportu osób z podejrzeniem choroby wysoce zakaźnej. Tymczasem kursów z pacjentami z podejrzeniem Covid-19 pogotowie wykonało przez marzec i kwiecień ponad 500.

Zdaniem kontrolerów niepokojący jest też fakt, że pracownicy pogotowia nie przeszli ćwiczeń praktycznych z zakresu radzenia sobie w sytuacjach zagrożenia chorobami wysoce zakaźnymi.

Najlepiej w ocenie NIK wypadło krakowskie lotnisko Balice. Było odpowiednio zaopatrzone w środki ochrony osobistej, a pracownicy znali procedury i się do nich stosowali. Jeśli pojawiały się jakiekolwiek problemy, to wynikały najczęściej ze słabej komunikacji z innymi instytucjami.

DOSTĘP PREMIUM