Polityczne tarcia w warszawskich dzielnicach. Konflikt w KO i trudne relacje z ruchami miejskimi

Po wyborach samorządowych Koalicja Obywatelska nawiązała współpracę z Koalicją Ruchów Miejskich w trzech dzielnicach. Przetrwała tylko jedna z nich, która dziś także ma problemy, bo straciła większość. Co i dlaczego nie gra we współpracy KO z miejskimi aktywistami?
Zobacz wideo

O ile w Radzie Warszawy Koalicja Obywatelska ma dość znaczącą większość (40 mandatów na 60), o tyle w poszczególnych dzielnicach podział sił jest już bardziej różnorodny i w większości z nich do rządzenia potrzebne są sojusze. Zmiany w koalicjach i różnego rodzaju polityczne "tarcia" w radach dzielnic zawsze przykuwają uwagę mieszkańców i lokalnych dziennikarzy. Dlatego teraz oczy wielu zwrócone są na Ochotę.

Na piątkowe popołudnie zaplanowana jest tu sesja, której kluczowy punkt to odwołanie przewodniczącej rady dzielnicy Sylwii Mróz z Koalicji Obywatelskiej. Wniosek został złożony przez klub Zawsze z Ochotą - tworzony między innymi przez dwie radne, które do niedawna także były w Koalicji Obywatelskiej. To Cecylia Aleksandrowicz i Anna Chojnacka - obie kilka tygodni temu pożegnały się z KO i sprawiły, że rządząca dzielnicą koalicja Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej i lokalnego ugrupowania Ochocianie przestała mieć większość.

Co teraz? Opcji jest kilka. Po pierwsze - KO może dalej rządzić z Ochocianami nie mając większości i jednocześnie starać się przekonać kogoś z innych klubów do przejścia na ich stronę. Po drugie - o przejęcie władzy może powalczyć Prawo i Sprawiedliwość, które razem z nowym klubem (tworzonym przez byłe radne KO) ma większość. Od radnych słyszymy na razie, że rozmowy idą "kiepsko".

Konflikt na Ochocie. Skąd rozłam w KO?

Dlaczego wewnątrz Koalicji Obywatelskiej w ogóle doszło do rozłamu? Gdy zagadujemy w tej sprawie Jarosława Szostakowskiego (sekretarza warszawskich struktur PO) - odpowiada dyplomatycznie: "Proszę pytać panie radne". W kontekście politycznej przyszłości Ochoty Szostakowski dodaje, że - wraz z Ochocianami - KO chce utrzymać koalicję mniejszościową i przekonać do współpracy radnych z innych klubów.

- Pani wybaczy, nie mam nic do powiedzenia - tak wniosek dotyczący odwołania przewodniczącej rady dzielnicy komentuje Cecylia Aleksandrowicz, jedna z radnych Zawsze z Ochotą, która pożegnała się z Koalicją Obywatelską. Pytana o przyczyny tego odejścia, mówi jedynie, że wyjaśniła już tę sprawę swoim koleżankom i  kolegom. - W kole wiadomo, dlaczego odeszłam. Chciałabym to zatrzymać dla siebie - stwierdza. Czy nowy klub będzie dążył do zawarcia jakiejś koalicji? - Nie uprzedzajmy faktów - ucina pani radna.

W kuluarach słyszymy, że przyczyną odejścia dwóch radnych z PO są konflikty personalne.

Przewodniczący klubu Ochocianie Łukasz Gawryś w rozmowie z nami przekonuje, że jego grupa nie planuje rezygnować ze współpracy z KO. - Na tę chwilę nie ma z naszej strony ani ze strony Koalicji Obywatelskiej sygnałów o tym, by nasza koalicja miała się rozpaść - mówi. Dopytywany, jak układa się dotychczasowa współpraca odpowiada, że "przyzwoicie". - Mamy oczywiście problemy w związku z tym, że brakuje pieniędzy na wiele rzeczy, które chcielibyśmy zrobić, ponieważ jest kryzys. W obecnej sytuacji jest to jakoś uzasadnione, choć uważam, że jako dzielnica, która nie partycypuje w korzyściach z metra moglibyśmy mieć trochę więcej środków. Niemniej jednak od strony takiej "ludzkiej", na poziomie burmistrzów czy radnych, współpraca układa się dobrze - mówi.

Ochocianie mają w zarządzie dzielnicy swoją jedną burmistrzynię - Marię Środoń. Pozostałe dwie (zarząd składa się z samych kobiet) to przedstawicielki Koalicji Obywatelskiej.

Trudna współpraca

Ochocianie to jedno ze ugrupowań, które w wyborach samorządowych w 2018 roku startowały pod wspólnym szyldem Koalicji Ruchów Miejskich (KRM). W grupie tej znajdowało się też Miasto Jest Nasze i 10 innych organizacji. Po wyborach KRM udało się wejść do koalicji w trzech dzielnicach. Ochota jest ostatnią, w której ta współpraca wciąż się utrzymuje. Miesiąc temu rozpadł się sojusz w Wawrze tworzony przez KO ze Stowarzyszeniem Razem dla Wawra. Natomiast rok temu do rozłamu doszło na Żoliborzu, w związku z czym z koalicji wyszło stowarzyszenie Miasto Jest Nasze.

Skąd zatem powodzenie (przynajmniej na razie) koalicji na Ochocie? - Myślę, że Ochocianie są bardziej doświadczeni niż ich koledzy i koleżanki z Miasto Jest Nasze - mówi Jarosław Szostakowski, sekretarz PO w stolicy.

Przypomnijmy krótko, na Wawrze ze stanowiskiem pożegnał się wiceburmistrz Jacek Wiśnicki, który reprezentował Stowarzyszenie Razem dla Wawra. Informacja ta była niemałym zaskoczeniem, bowiem Wiśnicki zbierał dość dobre oceny zarówno ze strony radnych, jak i pozostałych członków zarządu. 

O co zatem poszło? "O transparentność" - przekonują działacze ruchów miejskich. Wiśnicki jako wiceburmistrz nadzorował dzielnicowy Wydział Architektury, gdzie - według relacji aktywistów - znaleźć miał informacje obciążające jego poprzedników, polityków PO. Nieprawidłowości dotyczyć miały m.in. zgody na realizowanie inwestycji wbrew planom zagospodarowania przestrzennego (więcej informacji tu). Platforma zmiany w koalicji tłumaczyła m.in. potrzebą "zwiększenia skuteczności działania urzędu" i "znaczącymi różnicami w podejściu do pojęcia odpowiedzialności".

Jeśli chodzi o Żoliborz - rozpad tamtejszego sojuszu poniósł się szerokim echem nie tylko w lokalnych mediach. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, które wyszło z koalicji, zarzucało Platformie m.in. lekceważenie transparentności i procedur demokratycznych, a także obsadzanie stanowisk "według lojalności partyjnej, a nie kompetencji". Platforma zaś przekonywała, że to MJN "wypisało się z odpowiedzialności" za dzielnicę, czego dowodem miał być fakt, że rekomendowana przez nich wiceburmistrz przez pół roku była na zwolnieniu lekarskim.

Krótko po rozpadzie koalicji spekulowano, że władze w dzielnicy - przy pomocy radnych MJN - spróbuje przejąć Prawo i Sprawiedliwość. Tak się jednak nie stało. KO została przy władzy.

"Chcieliśmy wprowadzić nowy standard"

Dlaczego współpraca Koalicji Ruchów Miejskich z Koalicją Obywatelską nie najlepiej się układa? - Ze strony Platformy Obywatelskiej nie było chęci do zmiany pewnych standardów, które dotyczyły rządzenia na poziomie dzielnic i głównie o to wszystko się rozbija - mówi nam Jan Mencwel, szef Miasto Jest Nasze. - Ruchy miejskie, które zdobyły mandat do rządzenia, chciały nie tylko realizować program, ale też wprowadzić pewien nowy standard, chociażby w kwestii transparentności czy wyjaśniania wszelkich nieprawidłowości - dopowiada.

Jako przykład podaje między innymi właśnie Żoliborz, gdzie - tu cytat - "burmistrz przez dłuższy czas ukrywał przed mieszkańcami projekt bardzo ważnego remontu ulicy", w związku z którym "planowano wycinki drzew". - To są rzeczy, na które my - jako ruchy miejskie - nie możemy się zgodzić, a z kolei Platforma Obywatelska nie chce się zgodzić na zmianę podejścia - stwierdza.

Szef warszawskiej Platformy Obywatelskiej Marcin Kierwiński przekonuje, że w koalicjach często dochodzi do różnicy zdań, które wynikają między innymi z różnic programowych. - Jeśli chodzi o Miasto Jest Nasze i koalicję na Żoliborzu, okazało się, że między radnymi nie ma tam kompletnie żadnej chemii. Mówię to z bólem, bo dużo energii włożyłem na początku, żeby doprowadzić do jej powstania - komentuje poseł. Jego zdaniem, MJN wiele razy chciało być "zarówno w koalicji, jak i w opozycji". - Tak się nie da. Czasem nawet na poziomie dzielnicy trzeba podejmować niepopularne decyzje, które muszą być elementem kompromisu, a nie forsowaniem jednego stanowiska za wszelką cenę - przekonuje Kierwiński.  

W rozmowie z nami zaznacza też, że Koalicja Obywatelska w kilku dzielnicach (m.in. Białołęka, Ursynów czy Praga Południe) współpracuje z lokalnymi stowarzyszeniami i współpraca ta układa się dobrze.

Zdaniem Jana Mencwela, Platforma nigdy nie traktowała radnych czy wiceburmistrzów z ruchów miejskich jako równorzędnych partnerów. - Mamy wrażenie, że czasem wręcz torpedowano pewne działania naszych burmistrzów. Blokowało się nas, żebyśmy nie mogli się wykazać - mówi. Dopytywany, po co więc zawiązywano koalicję - stwierdza krótko: "żeby nie dopuścić do władzy PiS".

DOSTĘP PREMIUM