Ksiądz z Lublina nagle przerwał mszę. "Wyszedł na zakrystię, a gdy wrócił, to powiedział nam, że ma koronawirusa"

Proboszcz dużej parafii w Lublinie prowadził różaniec i mszę wspólnie z innymi księżmi. - W trakcie mszy nagle wyszedł na zakrystię, wrócił już w ubraniu cywilnym i powiedział nam wszystkim do mikrofonu, że właśnie dostał potwierdzenie z sanepidu, że ma wynik pozytywny - opowiada nam jeden z parafian.
Zobacz wideo

To historia z jednej z parafii w Lublinie. Świadomie nie podajemy, o którą parafię chodzi; nie ujawniamy również nazwiska księdza. Nie zależy nam bowiem na piętnowaniu konkretnej osoby i prowokowaniu hejtu, lecz na pokazaniu, jak lekkomyślność jednej osoby może narazić dziesiątki ludzi na niebezpieczeństwo.

Jeden z parafian ze wspomnianego kościoła opowiedział nam, że w trakcie nabożeństwa ksiądz nagle odszedł od ołtarza. Gdy wrócił, oznajmił wiernym, że właśnie dostał informację z sanepidu o pozytywnym wyniku testu w kierunku COVID-19. 

Ksiądz, o którym piszemy, mógł zakazić innych duchownych z parafii (na szczęście wyniki ich testów były ujemne), narażał też zdrowie wiernych, w tym osób starszych, które uczestniczyły w nabożeństwach. Bo zamiast siedzieć w domu i czekać na wynik - odprawiał msze.

- Czuję niesmak i jestem lekko zbulwersowany. Bo to postępowanie kompletnie bez wyobraźni. Dla mnie to kwestia sumienia, odpowiedzialności - mówi parafianin.

Czekając na wynik - siedźmy w domu

Jak mówi nam rzeczniczka lubelskiego sanepidu, Katarzyna Wnuk, Inspekcja Sanitarna od początku pandemii apeluje, by wszelkie bezpośrednie kontakty z innymi ludźmi ograniczyć do minimum. - Jeżeli dana osoba jest podejrzana o kontakt lub sama ma objawy kliniczne COVID-19, z punktu epidemiologicznego po wykonaniu testu winna niezwłocznie udać się do domu i czekać na jego rozstrzygnięcie. Biorąc pod uwagę obecną sytuację epidemiologiczną, rosnącą liczbę ognisk, a także poczucie odpowiedzialności społecznej za zdrowie innych, wskazanym jest odizolowanie się w oczekiwaniu na wynik - tłumaczy Katarzyna Wnuk.

Biskupi dali - zły - przykład?

Nie jest tajemnicą, że część biskupów, którzy brali udział w Zebraniu Plenarnym Episkopatu Polski, jest zakażona koronawirusem. Media obiegło zdjęcie, które wykonano w ramach obrad, na którym wszyscy są bez maseczek. Dodatnie wyniki testów mieli m.in. sekretarz KEP biskup Artur Miziński i ordynariusz katowicki arcybiskup Wiktor Skworc. 

Biuro prasowe Konferencji Episkopatu Polski tłumaczyło potem, że "księża Biskupi na otwartej przestrzeni na placu przy katedrze łódzkiej, poproszeni przez fotografa, zdjęli maseczki na moment wykonania wspólnego zdjęcia".

Ograniczenia w kościołach

W związku z wprowadzeniem od soboty na terenie połowy kraju strefy czerwonej ograniczenia zostają wprowadzone również w kościołach. "Zwracam się do wszystkich wiernych z prośbą o przyjęcie ze zrozumieniem i cierpliwością nałożonych ograniczeń" - napisał przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki w komunikacie. Zachęcił również biskupów, aby "w związku z ciągłym zagrożeniem życia i zdrowia wszystkich Polaków udzielali stosownych dyspens od obowiązku uczestnictwa we Mszy Świętej w niedzielę i święta nakazane na terenie swoich diecezji". 

Odwołano również zaplanowane na najbliższą niedzielę liczenie wiernych. Takie wydarzenie tradycyjnie odbywa się we wszystkich kościołach raz w roku, w jedną z niedziel października. W tym roku miało odbyć się 18 października.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM