Wąsik: Wchodzi prokurator i Giertych "traci świadomość". Nie z nami te numery

Wchodzi RPO - Roman Giertych przytomny, wchodzi obrońca - nadal przytomny, wchodzi prokurator - traci świadomość. Nie z nami te numery - tak sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych Maciej Wąsik odniósł się na Twitterze do doniesień, że Giertych był nieświadomy w czasie przesłuchania.
Zobacz wideo

Słowa polityka PiS to bezpośrednia reakcja na wpis na Twitterze mecenasa Jacka Dubois. "Odbyło się przesłuchanie Romana Giertycha. Podejrzany w tym czasie, jak informuje jego obrońca, był nieświadomy. Prokurator odczytała zarzut podejrzanemu, on wtedy, podłączony do aparatury medycznej, spał. Zapewne prawo do obrony zostało zrealizowane, bo bronił się we śnie. Miłego dnia" - napisał mecenas.

Dubois odnosił się do informacji mec. Jakuba Wende. Obrońca Giertycha powiedział w piątek, że jego klient był nieprzytomny, gdy poznańska prokurator przedstawiała mu zarzut. "To była czynność nie spełniająca standardów, jakie powinny być zapewnione osobie, której się ogłasza zarzuty. To woła o pomstę do nieba" - mówił dziennikarzom.

Przesłuchanie Giertycha

Przesłuchanie Giertycha miało miejsce na oddziale neurochirurgii Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie, gdzie zatrzymany trafił po pobycie w szpitalu w Otwocku. Giertych znalazł się w szpitalu po tym, jak zemdlał w czasie przeszukania jego willi w Józefowie przez Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Prokuratura dysponowała opinią biegłych, którzy wyrazili zgodę na przeprowadzenie czynności procesowych z udziałem Giertycha. Adwokat, a także pozostali zatrzymani w czwartek na polecenie Prokuratury Regionalnej w Poznaniu przez CBA, w tym biznesmen Ryszard K., usłyszeli zarzuty dotyczące przywłaszczenia i wyprowadzenia w latach 2010-2014 ze spółki deweloperskiej kwoty ok. 92 mln zł.

Adwokata w warszawskim szpitalu odwiedziła wspomniana zastępczyni RPO. Machińska powiedziała PAP, że jej nie poznał, mimo że od lat się znają. Jej zdaniem Giertych był "w bardzo złym stanie", "w stanie takiego przysypiania". W rozmowie z TVN 24 zastępczyni Bodnara powiedziała także, że gdy weszła jeszcze raz do mecenasa i powiedziała, kim jest, ten poznał nazwisko RPO i na jej prośbę opowiedział o sytuacji.

- Powiedział, że zdarzyła mu się sytuacja niesłychana, że nigdy w życiu nie zemdlał, że znalazł się w łazience w mieszkaniu razem z agentem i następnie, cytuję: on coś zrobił, straciłem przytomność i nie wiem co się dalej stało. Obudziłem się dopiero w szpitalu - mówiła Machińska, cytowana na stronie tvn24.pl.

Po przesłuchaniu do dziennikarzy zgromadzonych przed szpitalem Bródnowskim wyszła córka podejrzanego Maria Giertych, która poinformowała, że jej zdaniem, a także zdaniem jej ojca, zatrzymanie i stawiane zarzuty mają podłoże polityczne. Również ona informowała w czwartek dziennikarzy w Józefowie, że jej ojciec zemdlał i że stało się to w łazience w obecności funkcjonariusza CBA.

Odpowiedź prokuratury

"W odniesieniu do informacji medialnych dotyczących braku świadomości podczas prowadzonych czynności procesowych należy podkreślić, że Roman G. w dniu dzisiejszym rozmawiał ze swoimi dwoma pełnomocnikami, a także lekarzami i funkcjonariuszami CBA" - przekazała prokuratura.

Prokuratura wskazała także, że jego zachowanie zmieniło się, kiedy uzyskał informację, że w opinii biegłych lekarzy nie ma żadnych przeszkód, by wykonać czynności z jego udziałem. "Wtedy, w ocenie prowadzących czynności procesowe, Roman G. rozpoczął symulowanie braku świadomości" - napisano.

"Całokształt okoliczności wskazuje, że zachowanie Romana G. miało uniemożliwić przeprowadzenie z nim czynności co potwierdza fakt, że po wyjściu prokuratora powrócił do poprzedniej aktywności. Rozmawiał później m.in. z Zastępcą Rzecznika Praw Obywatelskich, która następnie cytowała fragmenty rozmowy z zatrzymanym" - czytamy w przekazanym komunikacie.

"Z prokuratorskiej praktyki wynika, że czasami tak zachowują się osoby podejrzane, próbujące w ten sposób, uniknąć wykonania czynności procesowych z ich udziałem" - oświadczyła prokuratura.

Zarzuty wobec Giertycha

W wydanym w piątek komunikacie Prokuratura Regionalna w Poznaniu podała, że Ryszard K. i Roman Giertych oraz inne osoby zostały zatrzymane 15 października związku ze śledztwem prowadzonym od 28 lutego 2017 r. Postępowanie prowadzono po zawiadomieniu złożonym przez obecne władze spółki Polnord S.A. Dotyczyło ono nabycia przez Polnord S.A. "bezwartościowych wierzytelności spółki Prokom Investments S.A. w kwocie niemal 73 mln zł".

Według śledczych rolę pośredników w operacji przekazania środków z Polnordu do Prokomu w zamian za nic nie wartą wierzytelność, odegrały spółki fasadowe. "Spółki te pozwoliły sztucznie zawyżyć cenę, którą musiał zapłacić Polnord, a przy okazji umożliwiły Romanowi G. uzyskanie - na podstawie zawartych dla pozoru umów o świadczenie usług adwokackich - gigantycznego zarobku w kwocie 2,4 mln złotych na nieracjonalnej z ekonomicznego punktu widzenia transakcji" - opisano w komunikacie.

Innym wątkiem prowadzonego postepowania była sprawa wyprowadzenia z Polnordu kwoty ok. 20 mln zł poprzez zakup przez tę spółkę "po drastycznie zawyżonej kwocie" działki w miejscowości Dopiewiec (pow. poznański, woj. wielkopolskie).

Zatrzymanym przedstawiono zarzuty dotyczące przywłaszczenia środków spółki Polnord oraz wyrządzenia spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, a także prania brudnych pieniędzy. Grozi im za to do 10 lat więzienia.

Poza Ryszardem K. i Romanem Giertychem zarzuty usłyszeli także założyciele spółek fasadowych - jak podaje prokuratura - bliscy współpracownicy adwokata - Sebastian J. i Piotr Ś., dawni członkowie władz Polnordu Bartosz P., Andrzej P., Michał Ś., Piotr W., Wojciech C i Tomasz Sz. oraz dwóch członków ówczesnego zarządu Prokom Investments S.A.

DOSTĘP PREMIUM