Kapelan szpitalny o posłudze w czasie pandemii: Czasami pojawiają się żarty, jeśli chory tego potrzebuje

Kapelan szpitalny w dobie pandemii - często w kombinezonie, zabezpieczony przed koronawirusem. W czasach, gdy w szpitalach obowiązuje zakaz odwiedzin, często jedyną osobą spoza personelu medycznego, z którym chory może porozmawiać, jest ksiądz. Rozmawiamy z jednym z nich, kapelanem szpitalnym Łukaszem Pydą z Lublina.
Zobacz wideo

Ksiądz Łukasz Pyda od dwunastu lat pełni posługę duszpasterską w szpitalach. Odwiedza chorych w Szpitalu Klinicznym nr 1 przy ul. Staszica w Lublinie (gdzie jest oddział zakaźny) oraz w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej.

Anna Gmiterek-Zabłocka: Proszę księdza, rozmawiamy o pandemii. Ksiądz jest w szpitalu niemal codziennie, rozmawia ksiądz też z chorymi i ich rodzinami zdalnie. Jak to na dziś wygląda? Czy ksiądz może normalnie wchodzić do szpitala?

Kapelan szpitalny ks. Łukasz Pyda: Nie, nasza posługa dziś zdecydowanie różni się od tej w normalnych, nazwijmy to, czasach. Wcześniej był to codzienny obchód od sali do sali i rozmowa z każdym, kto tego potrzebował.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

A dziś?

Od marca zalecenia, ustalenia się zmieniały. Dziś możemy wchodzić do chorych, ale do konkretnych osób, na ich prośbę. Dostajemy takie prośby od rodzin, jak również od lekarzy, pielęgniarek. Także, został nieco ograniczony nas dostęp, ale generalnie, jeśli tylko chory chce skorzystać z posługi duszpasterskiej, to my jesteśmy.

Jeśli jest to chory z koronawirusem?

Oczywiście, jestem przeszkolony, znam obostrzenia. Jeśli jest taka konieczność, ubieram się w specjalny kombinezon, maskę, fartuch. Nie ma wydzielonego czasu, w którym musimy się wyrobić z naszą wizytą u pacjenta. Czas jest taki, jakiego potrzebuje dana osoba. Ale zdarza się, że mamy wezwania do osób w bardzo zaawansowanej chorobie, osób nieprzytomnych, wtedy udzielamy sakramentu namaszczenia chorych.

A jeśli pacjent jest przytomny? Jakie to są rozmowy?

Czasami pojawiają się żarty, jeśli chory tego potrzebuje. Ale generalnie rozmawiamy o życiu, część chorych chce się w pewien sposób ze swojego życia rozliczyć. Jest też oczywiście spowiedź, tajemnicy spowiedzi nie mogę rzecz jasna ujawnić. Ale tak naprawdę spektrum naszych rozmów jest szerokie. Rozmawiamy też czasami z lekarzami, pielęgniarkami, którzy proszą o taką rozmowę. W nich teraz też czasami jest taka potrzeba.

To szczególnie trudny czas, bo rodziny nie mogą odwiedzać swoich bliskich, w szpitalach obowiązują zakazy odwiedzin.

To prawda. Rodzina nie może przyjechać, czegoś dowieźć, potrzymać swojego bliskiego za rękę, przytulić. Jeśli stan pacjenta jest poważny, dopuszcza jest do niego jedna, czasami dwie osoby, w zależności od szpitala, oddziału. To są naprawdę wielkie dylematy - kogo do pacjenta wpuścić, jakie ryzyko podjąć, jak przebadać tych, których się wpuszcza. To są dla lekarzy naprawdę wielkie dylematy.

Porozmawiajmy o emocjach chorych. Płacz, strach, krzyk, rozpacz... Czy to się zdarza?

Może to będzie zaskoczeniem, ale takich skrajnych emocji właściwie do tej pory nie spotkałem. Chylę czoła przed całym personelem medycznym, bo to on stwarza odpowiednią atmosferę. Jeżeli on by tworzył atmosferę napięcia, lęku, paniki, to każdy by "pękł". Mam poczucie, że ludzie chorzy wiedzą, że są w dobrych rękach.

Ksiądz jest osobą, która udostępnia w internecie swój numer telefonu komórkowego. Łatwo się z księdzem skontaktować, o coś poprosić. Dużo jest teraz, w czasie koronawirusa, takich telefonów?

Powiem, że jest ich za mało, bo ludzie chyba nie są doinformowani, że mogą dzwonić. Często, jeśli ktoś dzwoni, to zaczyna od słów: "Bardzo przepraszam, że przeszkadzam, że się ośmieliłam zadzwonić". Szanowni państwo, nie ma za co przepraszać! Właśnie po to jest ten telefon, żeby dzwonić.

Ksiądz ma obawy przed wejściem na oddział zakaźny?

Nie, jestem na to przygotowany. Jeden z lekarzy przy moim pierwszym wejściu powiedział mi, że jest to najbezpieczniejsze miejsce, by się nie zarazić. Bo tam wiemy, z czym mamy do czynienia - więcej zagrożenia jest tak naprawdę w styczności z drugim człowiekiem, który sam może nie wiedzieć, że zaraża, a wobec którego my nie stosujemy takich środków ostrożności.

Zakażeń przybywa, wiemy o tym, że zaczyna brakować miejsc w szpitalach, lekarze, ratownicy, pielęgniarki pracują pod ogromną presją. Jakie ma ksiądz myśli w związku z tą sytuacją?

Najważniejsze to nie tracić nadziei. Oczywiście, ona nie opiera się na tym, że za tydzień czy dwa to się skończy. Moja nadzieja polega na tym, że nikt z nas nie będzie odchodził z tego świata bez możliwości pojednania się z Bogiem czy z bliźnimi. I mam nadzieję, że rzeczywiście ona się spełni.

DOSTĘP PREMIUM