"Moment ogłoszenia przez Trybunał orzeczenia w sprawie aborcji nie był przypadkowy"

Zdaniem prof. Marcina Matczaka, sprawa aborcji w Polsce "została postawiona na głowie". - Ustawa antyaborcyjna mogła być zmieniona w parlamencie. Przecież PiS ma większość. Mógłby jednym ruchem, w ciągu dwóch godzin dokonać tej zmiany - mówił w TOK FM prawnik. Dlaczego więc tego nie zrobił?
Zobacz wideo

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji sprawiło, że na ulice polskich miast wyszły tysiące osób. W Warszawie w piątek manifestowało - według stołecznego ratusza - 10 tysięcy ludzi. Oficjalnie protesty nazywane są "spacerami", bowiem ze względu na epidemię nie można organizować licznych zgromadzeń. Zdaniem profesora Marcina Matczaka, który był gościem TOK FM, to nie jest przypadek, że orzeczenie TK w tak kontrowersyjnej sprawie zapadło akurat teraz. 

- Wielokrotnie było tak, że obecna władza, która wprowadzała kontrowersyjne zmiany - czy to przez parlament, czy tak jak teraz - przez Trybunał, próbowała czas wprowadzenia tych zmian dopasować do momentu, w którym opór jest najmniejszy. Były to Święta Bożego Narodzenia, kiedy ludzie są zajęci swoimi sprawami albo środek wakacji, kiedy odpoczywają - mówił prawnik.

I przypomniał, że wniosek posłów do Trybunału, by ten orzekł w sprawie aborcji w związku z nieodwracalnymi wadami płodu został złożony już dawno (jesienią 2019 roku). Był to wniosek podpisany w całości przez Konfederację oraz przez niektórych posłów Koalicji Polskiej i Prawa i Sprawiedliwości. 

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Zdaniem dziennikarza Adama Krzemińskiego, rozstrzygnięcie TK akurat teraz jest "klasyczną taktyką odwracania uwagi". - Pozostawia się sprawy niezałatwione i przykrywa się kolejnymi awanturami, które się reżyseruje. Tak wygląda słaba władza autorytarna, która odwołuje się do swoich instytucji, które zawłaszczyła i wie, że dysponuje dość słabymi mediami - komentował redaktor.

Duża część dyskusji gości Daniela Passenta poświęcona była samemu Trybunałowi Konstytucyjnemu. Profesor Matczak zwrócił uwagę, że w normalnym, demokratycznym państwie powinna być to instytucja, która ucisza spory społeczne. Tymczasem u nas jest wprost odwrotnie. - Nielegalność Trybunału, która wynika z tego, że w jego składzie są osoby nieuprawnione sprawia, że on traci siłę rozstrzygania sporów społecznych. Oczywiście można powiedzieć, że nawet gdyby to był legalny Trybunał, to ludzie i tak by protestowali. Ale proszę zauważyć, że to byłaby inna moc oburzenia społecznego - przewidywał prawnik. 

- Czym innym jest niezgadzanie się z pewną decyzją, a czym innym brak zgody na to, że ktoś dokonał pewnego układu. Najpierw dokonał skoku na Trybunał Konstytucyjny, by później móc narzucać społeczeństwu swoje stanowiska - dodał.

Sprawa aborcji "postawiona na głowie"

Zdaniem profesora Matczaka, Trybunał Konstytucyjny "stał się ramieniem siły polskiego rządu". Prawnik odniósł się do wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego sprzed lat, w której prezes PiS mówił, iż prezes TK Julia Przyłębska jest jego "odkryciem towarzyskim". Zdaniem profesora, tego typu towarzyskie spotkania prezes TK z szefem partii rządzącej "są po prostu karygodne i nie mają miejsca w żadnym cywilizowanym kraju". 

Jeśli chodzi o czwartkowe orzeczenie Trybunału - zdaniem Matczaka, jest ono "wadliwe prawnie", a cała sprawa zaostrzenia aborcji "została postawiona na głowie". - Ustawa antyaborcyjna mogła być zmieniona w parlamencie. Przecież PiS ma większość. Mógłby jednym ruchem, w ciągu dwóch godzin dokonać tej zmiany - podkreślał Matczak. Dlaczego więc tego nie zrobił? Zdaniem prawnika - chciał tego dokonać cudzymi rękami. - Ale ludzie są mądrzejsi i nawet jak zaczynają protest przed Trybunałem, to i tak idą na Nowogrodzką i na Żoliborz, bo wiedzą, kto za tym stoi - powiedział. 

DOSTĘP PREMIUM