Ksiądz i dyrektor katolickiego liceum "nie godzi się" na udział uczniów w protestach

XXI Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Kostki w Lublinie to popularne w mieście liceum, potocznie nazywane Biskupiakiem. Informację o liście dostaliśmy od rodziców uczniów. Są oburzeni pouczaniem i połajaniem. - Wiemy, jaka to szkoła, ale takiego głosu dyrektora się nie spodziewaliśmy - mówią.
Zobacz wideo

"Biskupiak" to liceum renomowane, katolickie. Ewa (imię zmienione) jest jego uczennicą. - Mamy regularnie msze i wiemy, jakie są zasady. Ale ten list od księdza dyrektora świadczy o jednym - mówi się nam, że nie możemy walczyć o demokrację, o prawo kobiet do świadomego wyboru. Kiwa nam się palcem, sugerując, że jeśli się nie zastosujemy, to szkoła nas ukarze - mówi dziewczyna. - Szkoła chyba powinna przede wszystkim wychowywać, rozmawiać, dawać miejsce do wymiany poglądów, a nie straszyć - dodaje. - Nie jestem za aborcją i nigdy nie byłam, ale jestem za wyborem, za prawem kobiety do podjęcia decyzji - tłumaczy.

Co jest w liście do rodziców?

"W ostatnich dniach jesteśmy świadkami nasilania się w Polsce, ale także i w naszym mieście demonstracji, dla których pretekstem stało się ogłoszenie przez Trybunał Konstytucyjny wyroku w sprawie tak zwanej aborcji eugenicznej i jednoznaczne określenie o niezgodności ustawowych zapisów z Konstytucją RP" - dowodzi w liście do rodziców ksiądz Grzegorz Strug, dyrektor "Biskupiaka".

Dalej dowodzi, że narasta "spirala niechęci, agresji i nienawiści". "(...) przestają się liczyć racjonalne argumenty i dobra wola w szukaniu rozwiązania trudnych problemów; nie liczy się zagrożenie zdrowia i życia spowodowane nasilającą się epidemią; dominują wykrzyczane emocje i jednoznaczne zamiary mające na celu zburzenie fundamentów życia społecznego" - pisze ksiądz dyrektor. Przekonuje też, że celem ataku jest Kościół i ludzie wierzący. "(...) szczególny atak (...) skanalizował się m.in. w ataki na Kościół jako wspólnotę głoszącą nienaruszalność, świętość i godność każdego ludzkiego życia" - czytamy w liście.

Ksiądz dyrektor pisze również, że "z osłupieniem i trwogą stwierdza, że w tych licznych aktach agresji i nienawiści biorą udział ludzie bardzo młodzi, w tym także uczniowie szkół". Ksiądz podkreśla, że chodzi mu nie tylko o czynny udział w protestach, ale również wpisy w przestrzeni wirtualnej, na portalach społecznościowych czy w komentarzach pod postami.

"Działania te nie mają nic wspólnego z postulowaną powszechnie tolerancją, a tak naprawdę stają się formą zbiorowej przemocy i terroru" - pisze dyrektor "Biskupiaka". I zwraca uwagę, że ma sygnały, że temat dotyczy m.in. uczniów jego szkoły.

"Pojawić się może retoryczne pytanie: gdzie są rodzice tych nastolatków, którzy angażują się w podsycanie konfliktu i dopuszczają się bluźnierczych i wulgarnych demonstracji? Czy wiedzą o ich uczestnictwie w protestach? Czy mają świadomość, co wypisują w internecie? Co mają do powiedzenia ojcowie i matki swoim dzieciom, a w szczególności swoim córkom, dla których macierzyństwo i rodzicielstwo kojarzy się dzisiaj jako 'piekło kobiet'?" - pyta w liście ksiądz Strug.

Dalej są informacje o zapisach ze statutu i o tym, że nie ma zgody na zachowanie "takich zachowań naszych uczniów".

- Gdy przeczytałam ten list, najpierw byłam zszokowana. Potem przyszła złość i wściekłość. Jakim prawem ksiądz poucza mnie, jak mam wychowywać moją córkę? Nasza rodzina to rodzina katolicka, ale to nie znaczy, że mamy milczeć. Uważam, że decyzja Trybunału Konstytucyjnego jest zła, że ktoś odgórnie chce zmusić kobiety do heroizmu mimo, że nikt nie ma takiego prawa. I rozumiem moją córkę licealistkę, która angażuje się w protesty - mówi nam mama jednej z uczennic. Prosi o anonimowość, ale podkreśla, że jeśli okaże się, że jej dziecko "wyleci" ze szkoły, stanie w stu procentach po jego stronie.

List przypomina o zasadach szkoły katolickiej

Zapytaliśmy księdza dyrektora, z jakiego powodu i po co wysłał list do rodziców. "List do wszystkich rodziców naszej szkoły wysłałem z powodu otrzymania od rodziców uczniów informacji nie tylko o udziale w protestach, ale o agresywnych atakach w internecie i na portalach społecznościowych niektórych naszych uczniów pod adresem innych uczniów, wyrażających swoje poglądy popierające ochronę życia" - przekonuje ksiądz dyrektor. I dowodzi, że jako dyrektor musi zapewnić bezpieczeństwo wszystkim uczniom, nawet pojedynczym.

Pytaliśmy księdza Struga, czy wszczął już jakiekolwiek postępowanie za udział w protestach wobec któregokolwiek z uczniów. -  Nie wszcząłem żadnego postępowania. Jak dotąd nie otrzymałem żadnej personalnej skargi na ucznia naszej szkoły. Proszę zauważyć, że mój list do rodziców ma charakter uprzedzający i przypominający o zasadach szkoły katolickiej - dowodzi ksiądz.

Przekonuje też, że nie zamierza "urządzać polowania" ani monitorować internetu w poszukiwaniu tego, co wypisują i zamieszczają uczniowie "Biskupiaka". "Jednak i oni muszą liczyć się z tym, że reprezentują nie tylko siebie, ale i naszą szkołę. Jeżeli ktoś zwróci się do mnie z prośbą o reakcję (a mogą to być rodzice uczniów, uczniowie, ale może być to także informacja policji w przypadku, gdyby nasz uczeń popełnił wykroczenie lub czyn karalny), będą musiał zbadać zasadność sprawy i jej zgodność z zasadami statutu szkoły" - przekazał nam ksiądz Grzegorz Strug.

Pytany, jakie konsekwencje mogą spotkać uczniów, odpowiedział, że "nikt nie musi sięgać po rozwiązania ostateczne". "W przypadku rozpatrywania konkretnej sprawy zaczyna się od rozmowy i wyjaśnienia. Jeżeli skargi są zasadne - istnieje cała paleta możliwości: począwszy od rozmowy lub ustnego upomnienia, przez pisemną uwagę czy upomnienie, obniżenie oceny z zachowania czy wreszcie naganę; skreślenie z listy uczniów jest ostatecznością - ale zależy też od 'powagi i ciężaru gatunkowego' konkretnego zachowania ucznia" - czytamy w odpowiedzi, którą otrzymaliśmy.

Wcześniej pisaliśmy o podobnej historii na KUL

Dostaliśmy sygnały od studentów, że KUL usuwa ze swoich profili komentarze dotyczące protestów czy pytania o godziny rektorskie, zadawane w tym kontekście. 

Co ciekawe, po opublikowaniu naszego tekstu przedstawiciel fundacji Kai Godek w dalszym ciągu pisał na jednej z grup studentów KUL, że zbiera dane dotyczące studentów, którzy opowiadają się za protestami. "Mamy bogaty materiał na temat zaangażowania niektórych studentów KUL w czarne sabaty" - napisano na grupie.

KUL stanowczo odpowiedział na te słowa. "W związku z rozpowszechnianymi nieprawdziwymi informacjami o rzekomym podejmowaniu działań, w celu ustalania tożsamości studentów uczestniczących w protestach, które miały miejsce w ostatnich dniach, informujemy, że jest to fake news" - czytamy na profilu uczelni na Facebooku.

DOSTĘP PREMIUM