"GW": Kierowca Mariana Banasia potrącił demonstrujących w Warszawie

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", samochód marki Skoda, której kierowca próbował przejechać demonstrantów w Warszawie, to służbowy pojazd prezesa NIK Mariana Banasia.
Zobacz wideo

Całe zdarzenie - jak informuje "Wyborcza" - miało miejsce podczas poniedziałkowych protestów. Na Wisłostradzie grupa osób demonstrowała na pasach. Jak opisywała jedna z uczestniczek całego zajścia, jedno z aut zaczęło "toczyć się" w stronę siedzących na ziemi dziewcząt. "W pewnym momencie drzwi kierowcy się otworzyły, wyskoczył facet w marynarce i okularach i rzucił się na koleżankę siedzącą przed jego maską. Chwycił ją oburącz wokół jej tułowia, podniósł, rzucił na ziemię, po czym chwycił jeszcze raz i zaczął ją wlec w kierunku tylnych drzwi swojego auta" - opisuje dziewczyna cytowana przez "GW".

Kierowca auta miał potem wsiąść do środka, "ruszyć prosto na chłopaka", który blokował mu przejazd i "wieść go przez chwilę na masce". Ostatecznie uciekł z miejsca zdarzenia, ale wszystko zostało nagrane telefonem - także jego numery rejestracyjne. Sprawa została zgłoszona na policję. 

Jak podaje "GW", okazało się, że pojazd biorący udział w całej akcji to Skoda Superb - taka sama, jaka pojawia się "na licznych zdjęciach przy tekstach o [Marianie] Banasiu". "Z publikacji np. 'Faktu' wynika, że prezes NIK często sam jeździ skodą i regularnie podróżuje nią na południe Polski, gdzie ma rodzinę" - pisze "Wyborcza".

Dziennik podkreśla, że nie wiadomo, czy w trakcie poniedziałkowego zdarzenia na Wisłostradzie Marian Banaś był w pojeździe. NIK nie zabrało dotąd stanowiska w tej sprawie.  

W czwartek "Wyborcza" informowała o podobnym zdarzeniu - na Mokotowie, podczas protestów antyaborcyjnych - potrącone zostały dwie kobiety. Kierowca również uciekł z miejsca zdarzenia. Dziennik ustalił, że - po pierwsze - był to oficer ABW. A po drugie - że prokurator prowadzącej tę sprawę odebrano śledztwo, ponieważ "chciała postawić sprawy zarzuty karne". Natomiast po przejęciu postępowania przez wyższą instancję - jak ustalił dziennik - "agresor odpowie tylko za wykroczenie drogowe".

DOSTĘP PREMIUM