Warszawski hostel zaprasza... osoby na kwarantannie. Dzielą przestrzeń ze zdrowymi, a sanepid umywa ręce

W hostelu na warszawskiej Woli można wynająć miejsce na kwarantannę. Dla potencjalnie zakażonych nie ma jednak oddzielnych pokoi ani oddzielnych toalet. Osoby na kwarantannie mieszkają z robotnikami i turystami. Sanepid nie może ustalić adresu hostelu, a policja twierdzi, że nic o sprawie nie wie.
Zobacz wideo

W trakcie audycji "Mikrofon TOK FM" na antenę zadzwoniła słuchaczka, pani Urszula. Opowiedziała o warszawskim hostelu niedaleko Arkadii, który wynajmuje pokoje na kwarantannę.

Twierdziła, że o wszystkim informowała służby już kilka miesięcy temu i nic ze sprawą nie zrobiono. Według pani Urszuli w hostelu przebywać nawet setka osób. Część na kwarantannie, część nie.

- Jedna łazienka damska, jedna męska, jedna kuchnia, łóżka piętrowe. Jak zachować dystans? - pytała słuchaczka.

Miejsc takich, jak opisywany przez nią hostel poszukują głównie ci, którzy zostali skierowani na kwarantannę, a nie chcą spędzić tego czasu w domu, bo np. mieszkają z osobami starszymi lub z grup podwyższonego ryzyka. Bojąc się o bliskich, narażają obcych.

Izolatoria z prawdziwego zdarzenia co prawda powstają, ale mogą w nich przebywać wyłącznie pacjenci skierowani przez szpitale. Ich liczba zresztą i tak jest niewystarczająca.

Gość w kwarantannie "może nawet mieszkać sam, jeśli jest miejsce"

Postanowiliśmy sprawdzić doniesienia pani Urszuli. Hostel, o którym mówiła słuchaczka, znajduje się na tyłach lokalu gastronomicznego. Nie reklamuje się szeroko, ale można go odnaleźć bez większego problemu. Oferuje pokoje od dwu- do ośmioosobowych. Ceny zaczynają się od 16 zł za dzień.

Jak wynika z dokumentów, które ma pani Urszula, informacja o hostelu została przekazana Państwowemu Powiatowemu Inspektorowi Sanitarnemu w Warszawie jeszcze w maju. "Układ pomieszczeń nie pozwala na wydzielenie odosobnionych miejsc. W szczycie w hostelu przebywa ponad 100 osób" - czytamy w mailu wysłanym do sanepidu.

Wówczas chodziło o obywatela Ukrainy, który miał w hostelu odbywać kwarantannę, a jednocześnie pracować jako jego administrator. Alarm podnieśli m.in. pracodawcy, których pracownicy nocowali w hostelu. Wielu z nich to obcokrajowcy, dlatego podobne pismo zostało skierowane w maju także między innymi do Państwowej Straży Granicznej - wynika z informacji, do których dotarliśmy.

Odwiedziliśmy hostel. Mieści się on w starej kamienicy przy Burakowskiej. Wąska klatka schodowa prowadzi na piętro, gdzie ciągnie się długi korytarz. Stąd wchodzi się do poszczególnych pokoi. Jest ich ponad 20. Budynek przypomina akademik, na korytarzach stoją suszarki z rozwieszonym praniem. Przez korytarze przeciskają się mieszkańcy. Schodzimy na piętro -1. Tutaj są wspólne łazienki i kuchnia.

Wszystko, o czym mówiła nam pani Urszula, potwierdza nam administratorka budynku. Pytamy, czy w tej chwili znajdują się tu osoby na kwarantannie. - Na razie nie. Wyjechali - odpowiada kobieta i potwierdza, że takie osoby tu bywają i nie ma z tym problemu. Wystarczy zadzwonić. Na pytanie, jak taka kwarantanna wygląda, odpowiada, że wszyscy mieszkają razem w jednym pokoju. Może nawet samemu, jeśli jest miejsce. Nie mają osobnej łazienki.

Sanepid nie umie znaleźć hostelu, choć ma adres

Pani Urszula twierdzi, że próbowała poinformować sanepid osobiście o sytuacji w hostelu, ale nic nie wskórała. Z rozmowy telefonicznej z warszawskim sanepidem dowiedzieliśmy się, że takimi sprawami zajmuje się policja.

Zadzwoniliśmy więc tam. Oficer prasowa Komendanta Rejonowego Policji Warszawa IV, kom. Marta Sulowska, poinformowała, że policja nie otrzymała zgłoszenia w tej sprawie oraz że sanepid powinien uprzednio na własną rękę zweryfikować zgłoszenie.

Wróciliśmy zatem do sanepidu z pytaniem, czy pod podanym adresem przeprowadzana była kontrola? W odpowiedzi dostaliśmy maila, w którym napisano, że sanepid nie przekaże nam nic, co mogłoby doprowadzić do identyfikacji osoby poddanej kwarantannie (zaznaczmy, że o nikogo konkretnego nie pytaliśmy) oraz że nie może zlokalizować tego miejsca:

"Niemniej, warto zwrócić uwagę, że wskazany adres (...) nie odpowiada żadnej istniejącej nieruchomości, zaś pod adresem (...) znajduje się zakład produkcyjny. Nie wyklucza to oczywiście faktu, że obiekt ten został podany jako miejsce odbywania kwarantanny" - czytamy.

Hostel nadal więc działa i proponuje miejsca na kwarantannę. Dr Paweł Grzesiowski nie ma wątpliwości, że dochodzi tu do dużych nieprawidłowości. - To jest zaprzeczenie modelu. Kwarantanna to izolacja, odosobnienie osoby, która jest po kontakcie z chorym - mówił na antenie TOK FM znany immunolog.

Jego zdaniem jest oczywiste, że taki proceder nie powinien mieć miejsca - Te osoby się mijają na korytarzach czy w toalecie. To jest wylęgarnia - mówił Grzesiowski. Jego zdaniem tym tematem powinny się jak najszybciej zająć służby, bo dochodzi do łamania przepisów i do narażania wielu osób na utratę zdrowia lub życia.

DOSTĘP PREMIUM